Blog > Komentarze do wpisu
Przeprowadzka jestem uparty

 

12 lutego 2009

zasypany

No i patrzcie, wydawało się, że zimę mamy za sobą a tu niespodzianka! Nas tu na wsi to zasypało, przez noc spadło co najmniej 15 centymetrów śniegu. Oczywiście to żadna tragedia, ozimina przykryta puchową pierzynką śpi sobie spokojnie, jedynie konie boję się wypuszczać ze stajni, bo ślisko. No i zaczyna je energia rozpierać, rozwaliły kamionkowe koryto do owsa. A niech je! Kozy już prawie mleka nie dają, znaczy wykot bliski. Wyszedłem na ogródek i spod śniegu wygrzebałem zostawione tam pory, zmrożone na kość, będę je musiał po odtajaniu natychmiast przyrządzić. Najpierw na moim piecu, na płycie muszę upiec dwa placki, tylko z mąki i wody, z odrobiną soli. Ciasto po wyrobieniu trzeba rozwałkować na jak najcieńszy płatek. Tajemnica w dobrym wyrobieniu, odłożeniu w chłodnym miejscu by dojrzało. Gdy placki gotowe wkładam jeden na spód foremki do ciasta i nań kładę pokrojone w talarki pory, przyprawione solą i pieprzem, na nie sypię zwiórkowaną goudę i jak pierzynką przykrywam drugim płatem podpieczonego ciasta. Foremka na 25 minut ląduje w piekarniku na 180 stopni. I to wszystko w taki zimowy dzień -pyszna przekąska na drugie śniadanie.

mag43 (15:44)

 

11 lutego 2009

łosoś

rozpadało się a termometr skacze między zerem a niewielkim plusem. Pogoda typowo barowa. Dlatego też w taką pochmurną pluskotę przypomniał mi się przepis zainspirowany przez mojego przyjaciela Andrzeja na łososia w marynacie.Najlepszy jest do tego płat dobrego łososia, obdarty ze skóry.

Kroimy go w słupki, takie na dobry kęs do ust. Marynata jest dość ciekawa - w źródlanej wodzie rozpuszczam na szklankę trzy stołowe łyżki atlantyckiej, morskiej soli, wodę podgrzewam i korzystając z tego dorzucam trzy goździki, kawałek cynamonu i dwa plasterki świeżego imbiru. Po ostudzeniu wlewam do tej mikstury również szklankę przedniego octu jabłkowego, który leciutko jedną łyżką dosładzam miodem. Gdy wszystkie ingrediencje dobrze połączone zalewam łososia i przygniatam talerzykiem z kamieniem w kamionkowym garnku. Zapominam o nim na dwa tygodnie.

Gdy upłyną w takie pochmurne, deszczowo - sniegowe dni jak dzisiaj mogę się nim raczyć dodając kusztyczek zmrożonej, dobrej gorzałki.

mag43 (08:50)

 

09 lutego 2009

tort

Niestety kozy dają o tej porze roku niewiele mleka, powoli je zasuszam, przygotowując do kocenia, czyli porodu. Tak więc trochę muszę pomęczyć by nazbierać odpowiednią ilość surowca by zrobić faskę sera. Ale zawziąłem się i postanowiłem zrobić sobie dwuosobowy torcik.

Tak więc faska sera, to około 250 gram, ucieram to z przyprawami, z udziałem bazylii, trochę kminku, curry, czerwonej czubricy i suszonej cebuli, wbijam trzy jajka i ćwiartkę masła. Masa musi być absolutnie jednolita. Na koniec wlewam i rozciągam setkę koziego mleka, podgrzanego z szczyptą drożdży. Odstawiam w cieple, przykrywając serwetką. Biorę makaron długie rurki, czyli takie spagetti z dziurką w środku, gotuję al dente, przelewam zimną wodą i dokładnie odsączam. Teraz czas na małą tortownicę, pedantycznie smaruję boki masłem i wysypuję tartą bułką. Dno wykładam warstwą serowej masy, na to makaron i tak na ile starczy surowca. Gdy skończone wkładam na 40 minut do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika. Na 10 minut przed wyjęciem wylewam na wierzch jedno dokładnie zbełtane jajko, może być kacze, wytworzy warstewkę pięknej ciemnożółtej skórki, a kacze da posmak biszkoptu. Temperaturę zmniejszam na tej końcówce do 100 stopni. Do tego podaję sos na bazie gęstej pulpy pomidorowej z pastą sambal olek i cienko skrojonym kiszonym ogórkiem.

Toast można wznieść łącką śliwowicą - co to krzepi serca, krasi lica.

mag43 (10:05)

 

08 lutego 2009

śmierć w Pakistanie

Od polityki staram się trzymać jak najdalej. Może dlatego, że przed laty przyglądałem się z bliska wybrańcom narodu na Wiejskiej. Toż to typowy przejaw selekcji negatywnej i to z tendencją pogłębiającą. Ci, którzy trafili tam w ramach sejmu kontraktowego to prawdziwi koryfeusze, do tego idealiści, potomkowie Judyma chcący zmieniać świat. Z kadencji na kadencję psieli, kundlili się coraz bardziej by w poprzednim rozdaniu osiągnąć apogeum. Nie o tym jednak - gdy dotarła do mnie wiadomość, oby nieprawdziwa, o śmierci Polaka w Pakistanie zatrzęsła mną głucha, zimna złość. Dlaczego, po co i w imię czego? Wziąć ich wszystkich bez wyboru otoczyć niewidzialnym murem, którego możliwość stworzenia daje dzisiejsza technika,otworzyć elektroniczny parasol uniemożliwiający korzystanie z telefonów komórkowych i satelitarnych, komputerów, nie dać szans skorzystania ze zdobyczy XXI wieku i niech sobie gniją w tym średniowieczu, które tak sobie upodobali. Bez stosowania przymusu bezpośredniego, a jednak sięgając do Starego Testamentu - oko za oko, ząb za ząb, odebrać to co im nie należne. Nasz rodak pojechał tam przecież po to by im ułatwić skorzystanie z bogactw ich ziemi. Lecz im to widać niepotrzebne! A nasi politycy? No cóż, zrobili wszystko co możliwe, czyli nic.

mag43 (10:13)

 

sobota, 14 lutego 2009, mag-43

Polecane wpisy

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl