Blog > Komentarze do wpisu
Przeprowadzki cd

03 lutego 2009

pełnia smaku i zapachu

Na chwilę wróciła zima, spadło trochę śniegu, nocą lekko chwycił mróz. W taki bezchmurny, gwiezdny wieczór wyciągam na stół nalewkę z kwiatu dzikiego bzu. Kolor jasnego bursztynu, lecz nie to jego głównym walorem lecz najpierw docierający do nozdrzy zapach, potem rozlewający się na języku smak. Kto nie próbował nie wie co stracił.

Baldachy zbieram w pełnym rozkwicie, małe, białe kwiatki mogą pojedyńczo opadać, odrzucam łodyżki i zsypuję na gęste sito. Najpierw moczę w zimnej wodzie by odłowić chrząszczyki, które mogłyby się zaplątać, następnie dokładnie odsączam, wrzucam do słoja i zalewam akacjowym miodem, Tak kwiatki macerują się z miesiąc. Potem normalna kolej - spirytus, wódka i woda. Blenduję w rozkoszną całość i odstawiam do zimnej spiżarni w ciemnych butelkach.

Gdy wyciągam jedną z nich zimą, zwłaszcza gdy grozi grypa, nie ma lepszego lekarstwa na wirusa. po pokoju rozcvhodzi się piękny wczesno letni słodkawy zapach słońca nasycającego białe kwiatki hyczki.

mag43 (22:03)

 

02 lutego 2009

sosy

zima jest bardzo fajnym okresem dla człowieka kuchennego jakim jestem. Można sobie powyciągać to co człowiek nazbierał latem i skrupulatnie sobie to opracować, by potem wydać na stół ukochanej osobie. Ponieważ okolica, w której mieszkam obfituje w piękne mieszane lasy, również nie brakuje tu grzybów. Zbieram prawdziwki,w zeszłym roku na początku sezonu był ich niezły wysyp, obcinam same główki i krótko blanszuję. Niezorientowanym tłumaczę krótko około 3 minuty zagotoewuję w niepełnym wrzątku i następnie dokładnie odcedzam i suszę w papierowych ręcznikach. Następnie tak przygotowane wkładam do plastikowego pojemnika i zamrażam.

Właśnie zimą wyciągam sobie taką apetyczną paczuszkę, pozwalam jej przy piecu odtajać, siekam w paseczki i wrzucam na patelnię smażą się na własnym sosie, który pozostał po rozmrożeniu. Na drugiej patelni szklę ciemną cebulę, czyli fioletową, jeśli nie mam ochoty na dietetykę to na tłuszczyku wytopionym z boczku, jeśli mam to na oleju z ziaren sezamu, lub arachidowym. Jedno i drugie lekko solę. Gdy soczek grzybowy prawie się wciągnął łączę obie ingrediencje i po chwili zaciągam śmietaną. Tak przygotowany sos używam do polania pieczonego schabu ze śliwką w środku. Pyyyyyyyychota w sam raz na zimową ucztę. Do tego dodaję belgijską zasmażankę, którą preparuję w sposób następujący - gotuję ziemniaki, jedną trzecią potrzebnej mi porcji,tyle samo brukselki i brokuła. te trzy składniki dokładnie mieszam po uzyskaniu pełnej miękkości najlepiej przeduszając przez praskę, doprawiam solą i pieprzem do smaku i zasmażam na drobno skrojonym boczku.

Mniam, do tego stawiam na stole karafeczkę mocno schłodzonej nalewki z tarniny, zaznaczam, że wytrawnej.

mag43 (18:35)

 

01 lutego 2009

nalewka

w taki dzień jak dzisiaj, gdy wróciła prawdziwa zima i podwórzec przysypany śniegiem, wszędzie biało, czysto i spokojnie wyciągam karafkę z nalewką pigwową i delektuję się dwoma kusztyczkami dla wzmocnienia i poprawy nastroju. Mam na ogrodzie w różny ch kątach ukryte małe rołożyste krzaczki wiosną obsypane małymi, czerwonymi kwiatkami, które latem zamieniają się w cytrynowe kulki wielkości dużej węgierki. Ze zbiorem czekam do późnego listopada.

Wtedy, po pierwszych nocnych przymrozkach wychodzę z koszyczkiem i zbieram to co spadło. Biorę ostry nóż, owoc bowiem twardy i kroję w ćwiartki, wyrzucam nasiona przypominające pestki jabłka, myję i zalewam lipowym miodem z zaprzyjaźnionej pasieki. Potem mym obowiązkiem przyjamniej raz na dobę wstrząsnąć słojem, by miód oblepiwszy ćwiartki wyciągnąl z nich sok. Trwa to miesiąc, gdy już pływają zalewam spirytusem i tak jak poprzednio wstrząsam by wszedł w owoce. Po miesiącu zlewam i słój wypełniam wódką i znpowu to samo w koło Macieju. Zlewam gdy barwa ciemnej słomy oznaczy napój. Wtedy miejsce wódki zamienia źródlana woda i czekam by doszła do soczystej cytryny, wyciągnąwszy z owocu cały procent. Wtedy te trzy spusty mieszam ze sobą filtrem z waty odciągając prusza. Przelewam do butelek i w spiżarni odstawiam zapominając o nich na rok.

Gdy następnej zimy odkręcam i rozlewam do małych kusztyczków ten szlachetny napitek koloru bursztynu w nozdrza uderza niezapomniany bukiet pełnego zapachu wydobytego z tego jakże niepozornego owocu.

mag43 (08:50)

sobota, 14 lutego 2009, mag-43

Polecane wpisy

Komentarze
2009/06/21 10:24:48
Jakie proporcje? Ile owoców pigwowca trzeba wziąć do nalewki?
-
2009/06/21 11:36:09
weź słój i wypełnij go szczelnie wydrelowanymi połówkami, zalej miodem, na dwulitrowy słój 300 gram, gdy puści sok wypełnij pozostałą przestrzeń spirytusem.
-
2009/06/21 11:52:48
Dziekuje, wypróbuje jesienią. Czy " pomarańczówkę " robi się podobnie?
-
2009/06/21 17:11:24
są różne szkoły, ale trzeba dodać więcej owocu, mniej skórki wyrzucając również białą otoczkę i pozbyć się dokładnie pestek, najlepiej również dodać 1-2 limonki, pozostała zasada taka sama.
-
2009/06/27 14:27:21
dziękuje ;) chyba sprobuje zrobic jednak pigwowke jesienia :)
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl