Blog > Komentarze do wpisu
przeprowadzka

Przeniosłem bloga z onetu. 

Na początek trochę historii:

31 stycznia 2009

zima

Zima to czas spokoju na wsi. Ziemia odpoczywa, dobrze gdy ozimina przykryta śniegiem śpi czekając na ciepło pierwszych promieni słońca. Właśnie zimą wpadłem na pomysł zrobienia sobie na zamówienie kuchennej deski. Wszystko to co można dostać w sklepach zupełnie nie spełniało moich oczekiwań. Przede wszystkim za cienkie i przez to mało stabilne  no i za małe. Dzięki internetowi znalazłem producenta, który łaskawie zechciał się nagiąć ku moim oczekiwaniom i zrealizował ziemiańskie fanaberie. Po pierwsze surowiec - porządny wysezonowany dąb,po drugie klejonka do grubości dziewięćdziesięciu milimetrów, po trzecie w kształcie okrągła i średnicy siedemdziesięciu centymetrów ze sfrezowaną krawędzią. No i jestem szczęśliwy, dzisiaj bez niej nie wyobrażam sobie moich działań w kuchni.mag43 (16:04)

ser

Po moim obejściu biega stado kóz. Nie prowadzę ich księgi rodowodowej, ale w większości jest to polska uszlachetniona z niewielką dolewką saaneńskiej. Teraz powoli je zasuszam by przygotować kondycyjnie stado do wykotów, które rozpoczną się pod koniec lutego. Dlatego też chcąc popróbować sera sięgam do spiżarnianych zapasów. Latem kiedy mleko leje się strumieniami bo kozy na świeżej zielonce, wyprodukowałem kilka kilogramów sera podpuszczkowego.

Dobrze go odsączyłem by przypominał gęsty krem, następnie zalałem go solanką z niejodowanej soli w proporcji 200 gram na litr źródlanej wody i odstawiłem na miesiąc.Po jego upływie dokładnie zlałem płyn a ser dzieląc na kulki wielkości perliczego jaja obtoczyłem w świeżych siekanych ziołach - bazylii zielonej i fioletowej, oregano i cząbrze. Poukładałem kulki w 0,7 litrowych słojach i zalałem dobrą oliwą z oliwek pierwszego tłoczenia.

Dzisiaj gdy odkręcam pokrywkę i wyciągam je na papierowe ręczniki, by odciekły łykam śłinkę i wyciągam wutrawną pigwówkę i wspominam lato.mag43 (12:43)

30 stycznia 2009

początek

początek tej historii jest tak dziwny, że gdy sam sobie go przypominam zachodzę w głowę czy to może być prawda. ja miejskie zwierzę, którego drugą skórą był garnitur, krawat i odpowiedni dobór butów nagle odzian w moro i walonki.Zamiana betonowej dżungli na szeroki wiejski oddech, długopisu na wajchę biegów w sześdziesiątce.Gdyby przed kilku laty któś mi powiedział, że będę żył z grzebania w ziemi zabiłbym go śmiechem. Ale dzisiaj nie wyobrażam sobie innego życia, ,miasto mnie męczy, dusi, a nadmiar ludzi na ulicy przyprawia o alergię. Wolę moje konie, kozy i gdacząco, piejąco, kwaczące stado w kurniku. Oczywiście zamiana skóry nie nastąpiła tak zupełnie i do końca. Ot, chociażby to, że moja żywina ma u mnie dożywocie, a rosół gotuję z kury kupionej na rynku i wczęsniej pozbawionej głowy i piór. Za to mam świezutkie, pyszne jaja, mleko, z którego robię sery, z czasami nawet mogę napić się kumysu, o ile źrebak raczy się podzielić. Rodzina twierdzi, że odezwały się we mnie geny przodków, bo i przecie rodzina siedzi mimo wichrów historii w łomzyńskiem na królewszczyźnie niezmiennie od ponad pięciuset lat. A teraz przyjemność dla tych, którzy nie boją się cholesterolu i innych nowomodnych straszydeł -

weź świeżych jajek cztery, zbij do salaterki i zmóż solą morską, skrój dwie mniejsze lub jedną większą cebulę biała, zwaną czosnkową na drobną kosteczkę, na głębokiej patelni stop pół kostki masła, wrzuć cebulkę i zeszklij delikatnie, wlej jaja i drewnianą szpachtułką mieszaj tak by wilgoć maselną wypiły, a nie przeschły, niech się zestalą w duże kawały. Sobie i ukochanej na talerze wydaj ze świeżutką bułeczką najlepiej z orkiszu wypieczoną.

Pychota!!mag43 (17:07)

sobota, 14 lutego 2009, mag-43

Polecane wpisy

Komentarze
2009/02/20 12:59:31
A moich przodków wywiało z południowego (historycznie) Podlasia. Podobnie jak Ty jestem w Wielkopolsce.
I już Cię lubię za tą żywinę na dożywociu :-)
-
Gość: mag-43, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/02/22 08:30:03
alem się zaaklimatyzował i wielkopolski pragmatyzm bliski mojemu sercu
-
2009/04/26 11:08:48
Oooo widze że bratnią duszę znalazłam. Ja choć miejska, w mieście urodzona i wychowana marzę że jeszcze chwila jeszcze momencik i jak nie ma wsi to przynajmniej na peryferiach miasta się osiedle i wreszcie zacznę oddychać.
-
2009/04/26 11:51:03
w dzisiejszych, ciężkich czasach jeśli tylko to możliwe, trzeba uciekać z betonowych pustyń, braku ludzkiej życzliwości i od wiecznej pogoni za tym czego i tak ze sobą na tamten świat nie zabierzemy
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl