Blog > Komentarze do wpisu
zupa "Watykan"
    Tak się właśnie zastanawiam - jaką porę roku teraz mamy - czy to jeszcze pozimie, czy też przedwiośnie? Na podwórze bez kaloszy nie wychodź, bo się utopisz. Zostały jeszcze resztki białej szatki, ale to plamki jeno, trochę na polu więcej, ale też już wygląda czarna bruzda. jak tak dalej pójdzie to niedługo przyjdzie ruszyć w pole, skultywować, przygotować pod wiosenne siewy. Trochę zostawiłem pod jare, wiadomo owies dla żywiny obowiązkowy, pewnie dodam trochę jęczmienia, dla podniesienia kultury łubinu, a nad resztą się zastanowię i przyjrzę tegorocznemu rynkowi. Tak, tak, ekonomia mocno stuka do rolniczych odrzwi. Ale jest frajda! Gospodarstwo mi się w nocy powiększyło, mała, czarna, pierwsza z tych, dla których przygotowałem apartamenta się posypała i mam dwa cieplutkie jeszcze mokre koźlaczki. Poród odbył się bez komplikacji, płci jeszcze nie znam, jak w piątek przyjedzie z Poznania ukochana porobimy zdjęcia, to się pochwalę.
      Teraz  kilka słów o "Watykanie". Nazwa tej zupy powstała w sposób niecodzienny. Mój przyjaciel Zbyszek po jej przygotowaniu stwierdził, że tak bogata, iż stać na nią będzie tylko jego i Papieża! No to do dzieła.
Najpierw wywar trza sporządzić - a do niego użyć świeżo złowionej rybiej drobnicy, w której obowiązkowo zjawić się musi parę jazgarzy, reszta to płotki, wzdrążki,leszczyki, krąpie. Po wypatroszeniu zawijamy je w lnianą ściereczkę, wiążemy i do garnca, któren duży być musi, wrzucamy. Za niemi idą łby - karpie, jesiotra, szczupaka,węgorza, pstrąga. Niech wywar sobie spokojnie na małem ogniu pyrka, by mocny bulion wyszedł, po kilku godzinach powolnego bulbutania odławiamy woreczek i wyciskamy, to co wycisnąć się da, resztą niech się cieszą koty. dalej dorzucamy włoszczyznę bogatą z obowiązkowo spaloną na świeżym ogniu cebulą. Niech przez pół godziny smak odda. Wtenczas razem z łbami ją odłowimy, seler, marchew, pietruchę i pasternak przez praskę i spowrotem do garnca. Wonczas delikatnie wkładamy sfiletowane i sporcjowane ryby - najpierw jesiotra i szczupaka, potem węgorza i pstrąga, na koniec podzielonego na czterocentymetrowe kawałki i odartego ze skóry węgorza. Na malutkim ogniu niech dochodzą do miękkości. Na chwilę przed wydaniem zaciągnąć trzeba dobrą, mocną śmietaną i bogato sypnąć cienko skrojonym koperkiem. W trakcie gotowania rzecz jasna do smaku doprawić morską solą i świeżo zmielonym na przemian białym i na koniec czarnym pieprzem. Nic więcej. Wydawać w głębokich talerzach zręcznie cedzakiem kawały ryby łowiąc, w kielichach, najlepiej rozturchanach niech białe mozelskie, abo i reńskie stoi. Smacznego!
czwartek, 26 lutego 2009, mag-43

Polecane wpisy

  • Polska nam przyjazna

    Jestem rolnikiem, ciężko pracuję wyrywając krwawicą coś dla siebie i rodziny. Wydawało mi się, że w ciągu tych dwudziestu paru lat zaczynamy żyć w normalnym kra

  • cacana zapiekaneczka

    Kupiliśmy z Moim Szczęściem nowe naczynie ze szkła hartowanego. To i trzeba było je niezwłocznie wypróbować. Moja nieoceniona pomocnica ugotowała kaszę pełnozi

  • przyjęcie na dziesięć fajerek

    Zjechało we Dwór ciekawe towarzystwo. Para niezwykle dobrana, może dlatego, że pełna przeciwieństw. Maciej - spokojny, wyluzowany, bardzo poukładany, Iga- rozed

Komentarze
2009/02/26 15:57:13
A dlla mnie ta wiosna przyleciała na skrzydłach żurawia już dziś. I nic to, że pośnieży jeszcze i przymrozi. U mnie i tak jest wiosna.
-
2009/02/26 16:39:41
tak mi się właśnie wydawało, że słyszałem od strony pól tęskne łąąąaaaaa znaczy rzeczywiście przyleciały.
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl