Blog > Komentarze do wpisu
karkówka podana, boczniak przekąską spłynął po nalewce
             No i po wizycie w Słońsk, w ptasim raju. Rzeczywiście spacer na tzw. betonce dostarcza niezapomnianych przeżyć. Kaczki, perkozy, przelatujące licznymi gromadami bataliony, pasące się spokojnie gęsi, stojące w pozie filozofa szare i białe czaple, kołujące nad głową bociany. Wszędzie tam rządzą one, człowiek jeno przemyka się boczkiem, by im nie przeszkadzać, uzbrojony w szkło lunet i lornetek. wizjery aparatów fotograficznych. Cudo!!! Do tego towarzystwo Krogulca z rodziną, przerzucającego się nazwami przelatujących, czy przepływających gatunków.
                    Świeże powietrze ma jednako to do siebie, żę ssanie w wątpiach wywołuje. Ja zaś tak jak obiecałem i w poprzednim obiecałem przgotowałem obiadowe danie. Z drżeniem serca przystąpił żem do rozpalania wiekowego, słońskiego grila, którego przemili agroturystyczni gospodarze użyczyli, do tego jeszcze mój, przywieziony kociołek. Na tackę zlaną oliwą ze zmacerowaną papryką i ziołami powędrował boczniak, jeno z nóżką dobrze odciętą, gdy lekko podpieczony posypany świeżo zmieloną solą wraz z bazylią i pieprzem między blaszki. Po kilku minutach, lekko spieczony zniknął jako przekąska. Na drugim powoli w kopercie srebrnej dojrzewała karkówka. Uwaga zasadnicza - na grilu przewracać jej nie lza, bo sok odda. Po pół godzinie bojęc się, że krytyka mnie pobije zacząłem wydawać na talerze. Delikatnie, całości, a gdy na miejscu noże trza przez środek folię przeciąć i boki rozchylić. Wonczas niebiański zapach bije w nozdrza, a nadmiar śliny wartko trzebno przełknąć by miejsca dla dania w gębie stało. Chlebusiem świeżym sok wycyckać, by kropla się nie omskła i wolno delektować mięsiwem bogato zdobionym. Krogulec jeno głową kiwał, a felixiana mruczała jako kot przy szpyrce. Nic się nie ostało, Ptasior jeno wyrzekał, że dokładną liczbę porcji określił i nico się na poprawkę nie skapło. Po takim królewskim grillu gardło zroszone zostało nalewką trzyletnią z pigwy złamanej  śliwą dąbrowiecką, na miodzie lipowym nastałych. Do tego Piórko zaserwowała ciast wszelakich dobrodziejstwo. Tak się ten nasz pierwszy piknik w towarzystwie ptastwa wszelakiego zakończył.
poniedziałek, 27 kwietnia 2009, mag-43

Polecane wpisy

Komentarze
2009/04/27 17:23:00
Pod takim Menu, a podpisuję się ..olejem z pierwszego tłoczenia. Smacznego !
-
2009/04/27 18:18:03
Mag, trudno mi opisać słowami smak. Powiem krótko, w życiu nie jadłem, tak wybornego w mistrzostwie kulinarnym, grila. "Poezja" napisać to stanowczo zbyt mało...
-
2009/04/28 07:53:06
ażem się spłonił jako ta dziewicza lelija
-
2009/04/28 10:58:43
Płonił się Waść będziesz po wpisie na Plamce, jednak nastąpi to chyba jutro. Wiele instytucji na Śląsku zawaliło mi jakimiś tam sprawami Feli, a ja ciąć zdjęcia to potrafię jedynie te papierowe (nożyczki i ciach-ciach...). Ale co ma wisieć to nie utonie.
-
2009/04/28 11:42:35
Cóż, Krogul tak to trafnie ujął, że nic tylko mi podpisać się pod nim przyjdzie. A to oblizywanie mi zostało do dziś na samo wspomnienie :-)))) Mam ambicję spróbować wyczarować podobną małmazyję (jeno na przyprawy ze świata czekam). Ale mistrzowi pewnie nie dorównam, bo to jest niepowtarzalna umiejętność ;-))
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl