Blog > Komentarze do wpisu
fasola co z Bretanią nie ma nic wspólnego

To i mnie na wsi zasypało. Chciałem ci ja do miasta, a traktor w sukurs wzywać musiałem. Tam gdzie pola gołe nawiewało zaspy na pól metra. przejechać nijak nie da rady. Za to zwierzyna ma się lepiej, konie chętnie na godzinę wychodzą by pobiegać, śnieg im niestraszny.

Ja zaś fasolę do garnka wrzuciłem, kilo Jasia Głupiego, dużego, dorodnego, na to kilo kolorowej, brązowej w plamy białe. Tak sobie stała noc całą, lekko posolona, rano zaś na powolnym ogniu przez godzin kilka dochodziła. Jako towarzysza dostała kilo skrojonego w kostkę, lekko przesmażonego, wędzonego boczku, cztery cebule drobno usiekane i zeszklone i prawie kilo karkówki przerośniętej, też zdrobionej i zrumienionej. Razem smakami na się przechodziły, wzbogacone majerankiem, czosnkiem niedżwiedzim i odrobiną curry. Na ozdobę dostały takoż lekko przesmażonych pomidorów bez skórki z sokiem. Ot i wszystko, tajemnica jedna by dobrać taką ilość wody od początku do moczenia by jej dolewać nie trzeba było.

Za ustroju, jedynie słusznie minionego zwano ją fasolą bretońską, mimo, że ponure Francuzy w atlantyckiego wybrzeża nic na ten temat nie wiedzieli. ja jednak zimową porą bardzo ją sobie chwalę, syta, grzeje i najlepsza gdy w garncu dno pokazuje, wielokroć podgrzewana na dobroci zyskuje.

czwartek, 28 stycznia 2010, mag-43

Polecane wpisy

  • Polska nam przyjazna

    Jestem rolnikiem, ciężko pracuję wyrywając krwawicą coś dla siebie i rodziny. Wydawało mi się, że w ciągu tych dwudziestu paru lat zaczynamy żyć w normalnym kra

  • cacana zapiekaneczka

    Kupiliśmy z Moim Szczęściem nowe naczynie ze szkła hartowanego. To i trzeba było je niezwłocznie wypróbować. Moja nieoceniona pomocnica ugotowała kaszę pełnozi

  • przyjęcie na dziesięć fajerek

    Zjechało we Dwór ciekawe towarzystwo. Para niezwykle dobrana, może dlatego, że pełna przeciwieństw. Maciej - spokojny, wyluzowany, bardzo poukładany, Iga- rozed

Komentarze
2010/01/28 23:37:27
Nie pamiętam kiedy jadłam. Trzeba zrobić kiedyś... Pozdrawiam :)
-
2010/01/29 05:01:58
Uwielbiam. Zamiast boczusia daję podwędzane żeberka. Dawno nie jadłam - muszę zrobić w najbliższym czasie. Za to wczoraj raczyłam się pyszną grochówką, tak gęstąmże aż łycha w niej stawała. Dziś w planie wątróbka, bo chodzi za mną.
-
2010/01/29 09:13:09
oj,tez dawno nie jadlam,trzeba nadrobic te zaniedbanie....
Pozdrawiam :)
-
2010/01/29 09:30:56
Uwielbiam fasolkę po bretońsku i robię ją zawsze, gdy tylko przyjdzie nam na nią ochota. Nigdy nie dodawałam do niej karkówki, wolę wersję boczkowo-kiełbasianą :)
-
2010/01/29 09:58:05
Kiedy ją robiliśmy, byłam przekonana, że część zamrożę, ale obżartuchy zjadły wszystko co do ziarnka
-
2010/01/29 17:00:45
Emka! - wychodzi na to, że co dobre, nie należy odkładać na później!!:))
gregg
-
2010/01/29 18:36:51
U mnie dzisiaj tezz takaz fasolka! Wszyscy lubimy... a ze robiklam miesiac temu to dzisiaj z zamrazalnika wyszla :)
Ale pychota!
Tylko co to czosnek niedziwdz nie wiem! Musze znalezc odpowiedz!
-
Gość: tekla, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/29 21:37:14
...a ja robię odchudzoną i też pyszna!!!
-
2010/01/29 22:09:57
Wilde to przyprawa, niezwykle użyteczna, smaczna i zdrowotnościowa. Polecam książeczkę Claudii Boss-Teichmann pt "Czosnek niedźwiedzi" (nabyłam w allegro) i dyskusję z Grazą pod notką o karpiu (oczywiście w blogu Ziemianina).
-
2010/01/29 22:38:58
A wiadomo jak to jest z tą fasolą po bretońsku? Bo skoro ona nie bretońska to dlaczego bretońska?
U mnie "fasolka" znika równie szybko... jakiś patent muszę opracować co by ją we wannie może robić. Z karkówką nie robiłem bo mi najlepsza z żon i najlepsza z córek na to białe co do karkówki przyczepione jest psioczą jakby to było sadło samego diabła. pozdrawiam
-
2010/01/30 08:31:21
jak w małą kostkę pokroisz i przesmażysz, cebulki dodasz, białe zniknie i nikt się nie dowie, że to karkówka a smak będzie, że pochłoną w chwilę o skład nie pytając
-
2010/01/30 09:55:52
Dobrego weekendu Ci życzę.
-
Gość: andrzejniczyperowicz, *.icpnet.pl
2010/02/01 16:14:57
Ziemianininie drogi. Jak doskonale wiesz, mój kamracie przy garach, fasolka po bretońsku jest potrawą typowo polską. Na północy Francji twierdzi z całą mocą mój przyjaciel i smakosz z Bretanii, Yann Gontard - dość często gotuje się taką potrawę. Składa się ona z gotowanej drobnej fasoli, przysmażonych na oliwie obranych i wypestkowanych pomidorów, cebuli i czosnku. Całość na koniec podlana jest białym wytrawnym winem.To, którą warzyliśmy wspólnie w ogromnym garze, w starodawnych czasach za komuny, u mnie na poznańskich Garbarach, było prawdziwą fasolką po bretońsku (o czym te niedouki kulinarne z Bretanii nie wiedzą), i taka fasolka jest po poznańsku, ale dla uniknięcia zamieszania w nazewnictwie zostańmy przy starej, i niesłusznej nazwie. Wtedy - w tych trudnych czasach - sztuką było zdobycie Pięknego Jasia oraz wkładu mięsnego. Teraz ogromne ziarna tej królewskiej fasoli kupuję u pana Wojtka na Placu Bernardyńskim (to jest ten rolnik, który Cię częstował prawdziwym ogórkiem kwaszonym z prawdziwej drewnianej beczki, która do czasu wizyty na poznańskim targowisku, leżała zatopiona w jeziorku wśród innych beczułek z kwaszeniną). I tu jest sprawa zasadnicza: sprzedawany w sklepach i marketach Piękny Jaś, wcale nie jest piękny. Jest to zazwyczaj malutki, pomarszczony zdechlak fasolowy. Zaklinam Cię - poszukaj naprawdę Pięknego Jasia! W przeddzień umyj Jasia, i zalej dużą ilością wody; będzie ją ciągnął jak smok. Następnego dnia ugotuj fasolę w tej samej wodzie, dodając - dopiero po zagotowaniu i dokładnym zdjęciu szumówką piany - soli do smaku, paru ziarenek angielskich, dwóch listków bobkowych i trzech ząbków zmiażdżonego czosnku. Jasiek gotuje się bardzo długo na małym ogniu, dlatego co pewien czas uzupełniaj wyparowaną wodę. Jak mu dasz za dużo ognia - to popęka.
Teraz smaż na patelni surowy, pokrojony w kostkę, boczek, potem pokrojoną, przerośniętą tłuszczykiem, karkóweczkę, kiełbasę i boczek wędzony. Wyjmij tę smażeninę i dorzuć do pyrkoczącej na wolnym ogniu fasoli. W wytopionym na patelni tłuszczu smaż pokrojoną w drobną kostkę cebulę, marchewkę - i też dorzuć do garnka z fasolą. Gdy fasola jest już miękka, ja dodaję swojski przecier pomidorowy z plantacji Stacha Brzęckiego, sąsiada z Lubochni i dwie łyżki koncentratu pomidorowego. Solę jeszcze raz do smaku, bo Jaś połyka sól w trakcie gotowania, doprawiam kminkiem (jeśli Twoja Pani nie znosi kminku, oszukaj Ją i dodaj kminku mielonego, bo nie daj Bóg znajdzie ziarenko i zrobi awanturę) i cząbrem. Lekko jeszcze całość gotuję, mieszając drewnianą łyżką, bacząc pilnie, by nie uszkodzić ziaren i żeby potrawa się nie przypaliła. Nigdy nie stosuję zagęszczacza z mąki, co robią zbrodniarze kulinarni w knajpach, bo długo gotująca się fasola w pysznym sosie mięsno-pomidorowym jest z natury rzeczy należycie gęsta. Najlepiej zrób dwa razy więcej tej mojej fasolki. Po pierwszej porcji wszyscy żądają dokładki. SKŁADNIKI: 50 dag Pięknego Jasia, 10 dag świeżego boczku, 10 dag boczusia wędzonego, 10 dag karkówki bez kości, 2 kiełbasy śląskie, duża cebula, mała marchewka, 3 ząbki czosnku, ćwiartka dobrego przecieru pomidorowego lub zmiksowanych włoskich pomidorów pelati, 2 łyżki koncentratu pomidorowego, 5 - 6 ziarenek ziela angielskiego, 2 listki laurowe, po 2 szczypty kminku i cząbru.
-
2010/02/01 22:09:18
dzięki za tak szczegółowe opisanie! tak zrobiony 'jaś" pyszny będzie na pewno
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl