Blog > Komentarze do wpisu
spaghetti pod bogatym przykryciem

Jak na ziemiański dom przypada, sobota dniem odwiedzin miłych gości, no a wtedy coż gospodarz zgodnie z zasadami staropolskiej gościnności musi się wystawić. Myślałem ci ja długo, czas uciekał a ja pustka w głowie. Koniec końców Szczęście Moje boję ratunkową rzuciło - ziemniaki, pyrą zwane mi się przejadły, czas na makaron! Moje mościjewy, sos teraz musi powstać godny tego domu, tem bardziej pyszny, że przyjazd z pączkami zapowiedziała znana czytelnikom tego bloga, pani Kasia ukochana, co córę moją młodszą przez meandry maturalnej angielszczyzny przeprowadziła, z pączkami na dodatek, lelum polelum, gwałt pełen. Ze spiżarki na światło dzienne wyszedł wok żeliwny, dawno nie będący w użytku. Nań na głęboko olej z pestek winogronowych ubogacony łyżkami paroma sezamowego i arachidowego, w to przyprawy - garam masala, czubrica czerwona, zielona, origano, cząber, czosnek niedźwiedzi, płatki czosnku i suszonej cebuli, wszystko w kolejności z przerwami krótkiemi, na koniec kmin rzymski w całości. To wymieszane i do brązu doprowadzone by pełnię aromatu oddało. Hindusi zwą tak przyprawy spreparowane masala. Gdy kuchnia zapachu pełna mięso mielone pół na pół wół z wieprzem, jedno kilo, za niem drugie kilo piersi kurzych w paski skrojonych. Masala musi wszystko to oblepić, skórkę wokół zbudować. Po dziesięciu minutach dokładnego łyżką drewnianą operowania już można pomidorem bez skórki rozciągnąć, najlepiej letnim własnym, lecz gdy brakuje z puszki ale z ciepłych krajów pochodzącej. Moje serbskie były, do tego fasola czerwona razem z wodą w której do miękkości się gotowała i marchewka w kostkę skrojona dla dania słodkości lekkiej, teraz jeno śmietana by ostateczny piruet łyżką wykręcić. Razem w gęstwie musi dojść by smaki wzajem przenikły się dobrze. Makaron rzecz jasna al dente. Moje Szczęście nie mogło zostać na starania moje obojętnym. Spreparowała kapustę modrą, cieńko skrojoną, którą lekko solą z cytrynowym sokiem zmorzyło, by dobawić mielonem świeżo orzechem laskowem z miodem, oliwą, do tego szlachetny ocet z miasta Modeny. Pyszność wielka! Pani Kasia zawód zrobiła, miasto pączków muszelki własną ręką robione, po szczyt wypełnione śmietaną bitą z dodatkiem galarety żelatynowej, mandarynką zdobione. Tłomaczyła się niecna, że post i na smalcu pączków smażyć nie lza. A niechta, ze względu na pyszność ciastek, któremi gębę mi zamkła wybaczyć musiałem.

W czasie między inne zacne goście, przyjaciele Mojego Szczęścia i mój kompanion z lat szczenięcych ryb z wód czystych nawieźli, które w galarcie poczywały stół bogacąc. Uff, tradycji zadość się stało, było dobrze, syto i bogato, jak na ziemiański dom przystało.

niedziela, 07 marca 2010, mag-43

Polecane wpisy

  • Polska nam przyjazna

    Jestem rolnikiem, ciężko pracuję wyrywając krwawicą coś dla siebie i rodziny. Wydawało mi się, że w ciągu tych dwudziestu paru lat zaczynamy żyć w normalnym kra

  • cacana zapiekaneczka

    Kupiliśmy z Moim Szczęściem nowe naczynie ze szkła hartowanego. To i trzeba było je niezwłocznie wypróbować. Moja nieoceniona pomocnica ugotowała kaszę pełnozi

  • przyjęcie na dziesięć fajerek

    Zjechało we Dwór ciekawe towarzystwo. Para niezwykle dobrana, może dlatego, że pełna przeciwieństw. Maciej - spokojny, wyluzowany, bardzo poukładany, Iga- rozed

Komentarze
2010/03/08 08:04:09
Ale pyszności. Zgłodniałam, za śniadanko się biorę.
Dobrego tygodnia Ci życzę.
-
2010/03/09 07:22:07
Było niezłe, a rybki genialne
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl