Blog > Komentarze do wpisu
smaki dzieciństwa - plyndze

Wychowywałem się w tych dziwnych czasach gdy nie kupowano a załatwiano. Człek bez znajomości nie żył, królową balu była biuściasta i biedrzasta pani z mięsnego. Lepsze obiady to była niedziela, kiedy zgodnie ze zwyczajem przy stole spotykała się cała rodzina, posiłek był celebrowany, nikt się nie spieszył, każdy kęs był prawidłowo rozdrabniany bo przecież tak trzeba. Rodzice -  obydwoje lekarze, dbali o zdrowe zasady. Tydzień w tych sześciu dniach był siermiężny i ubogi. Ojciec często brał dyżury, więc go nie było, mama na drugi etat pracowała w spółdzielni gdzie zakładała plomby. W domu była babcia, sprawdzała się zasada rodziny wielopokoleniowej, ona sprawowała kontrolę w kuchni, a czyniła to niezwykle zacnie. Częstym gościem na naszym stole były wielkopolskie plyndze, czyli tłumacząc z naszego na wasze - placki ziemniaczane. Babcia pracowicie tarła pyrki na tarce, najlepsze były leniny, takie o czerwonej skórce, kupowane na targu od bambra.Efekt lądował w misce na górze gromadził się nadmiar wody z krochmalem, który był ulewany. Do pozostałej masy babcia dodawała łyżkę mąki ziemniaczanki i takąż pszenicznej. drobno skrojoną cebulkę, soliła ale z umiarem. Na patelni rozgrzewany był smalec, gdy strzelał znaczy gotowy, rozlewała placki czyli plyndze. Nie mogły być zbyt grube, po brzegach robiły się brązowawe, na całości złotawe i dosyć zwarte tak, że można było je widelcem zdjąć z patelni. Na ogół babcia wydawała je posypane cukrem, od czasu do czasu polewane śmietaną. Zdarzało się też gdy robiony był remanent w lodówce, powstawał sos na bazie przecieru pomidorowego z pokawałkowaną drobno kiełbasą, jak po świętach szynką, częściej boczkiem. Ich smak pamiętam do dzisiaj, obojętnie jakiej wysokości była piramida i tak znikała w mig.

środa, 15 stycznia 2014, mag-43

Polecane wpisy

Komentarze
2014/01/16 05:58:19
Chyba jesteśmy z tego samego pokolenia, bo u mnie w domu też tak było jak u ciebie.
A swoją drogą uwielbiam placki ziemniaczane. Dzisiaj właśnie mam zamiar smażyć. Część ziemniaków zawsze ścieram na grubej tarce, część na drobnej. Też smażę na smalcu, a nie modnym dzisiaj oleju. Wolę placki na ostro, niż na słodko.
-
2014/01/16 08:03:55
Znikały w mig? - chyba w ...Mag!?! - 43!:)))
gregg
-
2014/01/16 21:42:54
Ja też jestem z czasów kuchni dziecinnej, tzw. załatwianej. Specjalistką od placków była (ma się rozumieć!) Babcia Bronia. U nas, na Pogórzu Karpackim, najlepsze placki to była BIDA, czyli tarte ziemniaki smażone wprost na płycie kuchennej, gdzie się paliło drewnem z Sośniny. Zawsze na słono, nikt u nas nie jadł z cukrem (bo pewnie u BB w dzieciństwie, na 2 morgach na 12 ludzi, cukru nie było). Mądrze i godnie piszecie, Ziemianinie, i jak zwykle ucałowania rączek dla Pani Matki i pysiaczek dla Emki :-)
-
2014/01/17 08:44:51
przekażę, niechybnie przekażę
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl