Blog > Komentarze do wpisu
smaki mojego dzieciństwa

Wychowałem się na Jeżycach w starej dzielnicy Poznania, w secesyjnej kamienicy ze studniowym podwórkiem, wylanym betonem. Moje pierwsze doznania to przedszkolne menu. Uczęszczałem do ekskluzywnej placówki imienia 22 Lipca, przy Parku Chopina. Jedynie słuszny ustrój udowadniał tam swoją wyższość mieszczącemu się na przeciw amerykańskiemu Konsulatowi. Byłem nietypowym dzieckiem, lubiłem szpinak, nie znosiłem natomiast kaszki mannej, którą podawano z sokiem wiśniowym. Było to wtedy nasze podstawowe wyżywienie. Dokonywałem więc zamiany z kolegą. On pożerał tę żółto karminową breję, ja pochłaniałem zieloną papkę. Niestety nasze małe, życiowe uroki zniszczyła wychowawczyni, stalinowski Harpagon. Dostrzegłszy manianę stanęła okrakiem nad dwoma życiowymi rozbitkami i pilnowała by każdy z nas skonsumował to co Miłościwie nam Panująca Partia przeznaczyła. Miałem cofkę, ta nie zważała, co wróciło też do czystego zjeść musiałem. Kolejną kulinarną radością był makaron z sosem pomidorowym, który w puszkach przyszedł z UNRRY. Do czasu gdy puszki, nieco już leciwe w przedszkolnym magazynie powybuchały ozdabiając sufit pięknymi girlandami. Nasze wychowawczynie, a byliśmy wtedy na placu zabaw, przykryły nas swymi ciałami sądząc, że to początek III Wojny, tak waliło jakby bomby leciały. Gdym trochę podrósł bawiłem się na podwórku i podjadałem kolegom z pajdy chleba podsmażonego na smalcu, posypanego cukrem. W domu nie dawali bo niezdrowe, a przecie smakowało niebiańsko. Przy ulicy Kościelnej, gdzie dzisiaj parking, był chłopski jarmark, na który w piątek okoliczne bambry zwoziły swoje produkty. Tłumacząc - to potomkowie osadników z Bambergii, ściągnięci do Wielkopolski spustoszonej wojennymi pożogami, którzy zachowując elementy swojej kultury, pięknie wtopili się w polski żywioł. Babcia kupowała tam wiejską kurę, woreczek ziemniaków, buraki. Jako tragarz ciągnąłem to na wózeczku do domu. Potem z tych produktów powstawał niedzielny obiad. Rosół z domowym makaronem, posypany świeżo usiekanym koperkiem, ziemniaczki mączyste, najlepiej Leniny, bo czerwone, zasmażane buraczki przetarte na sicie, wszystko zaś polane śmietanowo-chrzanowym sosem. Do tego obowiązkowy kompocik jeżeli lato to ze świeżych, zimą z zaprawionych owoców w słoikach. Mam ten smak na czubku języka, mocno utrwalony w kulinarnej pamięci.

poniedziałek, 06 stycznia 2014, mag-43

Polecane wpisy

Komentarze
2014/01/06 13:14:26
Taki chleb jadłem i jem do dzisiaj - tyle, że bez cukru.
Z cukrem za to jedliśmy smażone bułki, przedtem moczone w mleku - wtedy mi to smakowało, teraz już nie...
A ta wychowawczyni to prawdziwa ZOŁZA była!
gregg
-
2014/01/06 13:43:49
wtedy panowała zasada, na komunistyczną modłę przyniesiona z gułagów, że porzundek ale zaś musi być!
-
2014/01/06 21:50:27
Ja jadłam chleb z cukrem i wodą, a jak babcia miała śmietanę, to już był wypas. Żałuję, że nie dałam się skusić na wymię krówskie, już teraz nigdy tego nie skosztuję :-(
P.S. dzisiaj widziałam, jak Okrasa zapraszał, żeby zgłaszać się na udział w programie "Smaki dzieciństwa". Wasz dwór by sie nadawał idealnie!
-
2014/01/06 23:55:06
Eh... smaki dzieciństwa :) To coś czego nie da się zapomnieć. Co do chleba to najbardziej pamiętam smak pysznego chleba wypiekanego przez moją babcię. Chleb polany wodą oczywiście prosto ze studni i posypany cukrem. Mniam :)
-
2014/01/07 13:54:53
ja najbardziej pamiętam smak pajdy chleba z prawdziwym masłem i solą , zjadany w nocy , z mamą , która była w ciąży .... i wiejski chleb wypiekany w starym piecu chlebowym u cioci na wsi , z masłem wiejskim , solą i grubym szczypiorem :))) ach :) a moja mama zajadała się chlebem ze śmietaną i cukrem - pamiętam !
-
2014/02/07 14:23:28
Ja wszystko rozumiem i tą kaszkę, i ten szpinak, i to przedszkole, i czasy (moje czasy) jedynej słusznej władzy jednak wszystko przebija kompocik. No , bo co to za obiad bez kompociku. Kompocik jest ważny.
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl