Blog > Komentarze do wpisu
smaków dzieciństwa ciąg dalszy

Gdym nieco podrósł moja babcia, a właściwie praciocia, bo tę prawdziwą skosiła gruźlica, skutek wojny wzięła mnie do kuchennego terminu. Przed 1939 r. rodzina przewidziała ją do klasztoru, zawierucha pokrzyżowała na moje szczęście te plany. Babcia specjalizowała się w kuchni polskiej, takiej szlacheckiej, której tradycja w latach jej młodości jeszcze żyła. Cotygodniowym świętem był niedzielny obiad. Jak już wcześniej pisałem obowiązkowym daniem był na nim rosól, kiedyś z kapłona, potem domowego kuraka. Ale nie zawsze, przemiennie bowiem robiło się wołowy. W jego skład wchodziły kości tukowe i szponder. Babcia gotowała mięso na wolnym ogniu przez dwie godziny, sól dosypywała po pierwszej. Od początku wrzucone były dwa liście laurowe, pięć ziaren angielskiego ziela, pięć czarnego pieprzu i dwa jałowca, tyle ilu apostołów, Judasz się nie liczył. Po tym czasie wrzucała bogato włoszczyzny. Marchew obrana, na pół skrojona, pietruszka, pasternak, seler, por biały. W tamtych siermiężnych mowy nie było o szafranie, który jak drzewiej bywało, był dodawany, nie było nawet wersji dla ubogich, czyli kurkumy. Dobawiaczem pozostała przygrzana na wolnym ogniu cebula. Rosół by dobroci nabrał szedł wolno przez cała sobotę. Mięso odkostnione i z błon obrane szło na patelnię by się sosem pokryć. Bazę stanowił tuk wypukany, czasem udało się ulubieńcowi kucharki uszczknąć kawalątek z deski. Jego smak do tej pory tkwi mi na języku. Do niego dodawany był świeżo utarty chrzan, którego korzenie zawsze wisiały w przewiewnej torbie, w spiżarni, by nie sczerniał podlany kilkoma kroplami deficytowej wtedy cytryny, rozciągnięty śmietaną kupioną na targu u chłopa, do tego biały pieprz. Tak powstawała szuka mięsa z ziemniaczkami i zasmażonymi buraczkami, czasami i ogórkiem kiszonym.

Pamiętam, że do buraczków babcia w trakcie obróbki na patelni sypała łyżeczkę cukru, łyżeczkę soli i tyleż soku z cytryny. Byłbym zapomniał, do rosołu szedł makaron z pociętych w paski cieniuchnych naleśników, zrumienionych na żółto. Deser stanowił budyń zrobiony przez babcię na mleku z ziemniaczanki, posypany zdobytymi z wielkim trudem rodzynkami.

środa, 08 stycznia 2014, mag-43

Polecane wpisy

Komentarze
2014/01/08 17:25:47
Ależ smaczny blog i przepiękne zdjęcia, pozdrawiam.
-
2014/01/08 17:36:04
_____________________________________________________________
TO KOLEJNE FENOMENALNE ZDJĘCIA / POMYSŁY NA POTRAWY! *****

P. S. OKRES DZIECIŃSTWA ZAWSZE WSPOMINAMY JAKO PIĘKNY I CHCIANY.
WIELKIE DZIĘKUJĘ ZA TE NAJUKOCHAŃSZE PRZYPOMNIENIA.

_____________________________________________________________
-
2014/01/08 18:19:00
W podobny sposób rosół gotowała moja babcia.
Na drugi dzień dodawał koncentrat pomidorowy i była przepyszna pomidorówka.
-
2014/01/08 20:44:13
Ja najbardziej lubiłam rosół wołowy z ziemniakami całymi i natką pietruszki. A na drugie był wtedy sztukamięs WŁAŚNIE W CHRZANOWYM SOSIE!
-
2014/01/09 19:51:10
Tamarr dziękuję za "fenomenalne zdjęcia " ;)
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl