piątek, 18 maja 2012
będzie kuchnia z plusem
 

 

Zjechał w moje skromne progi Gieno Brzuchacz Wielki, a domu przyjaciel. Nie sam tym razem,   z całą filmową ferajną. Pojawiło się to towarzystwo bo Brzuchomoowca będzie celebrytą i gwiazdą telewizyjną! Kuchnia + nada, a właściwie już nadawać rozpoczęła, w niedzielę o 16.30 kapitalny program, którego tytuł Gieno sam wymyślił - Przez dziurkę od sera. No i mnie tam zabraknąć nie mogło. Tak więc zjechało się towarzystwo, dzień z życiorysu wyrwało i będę na małym ekranie. Dokładnie kiedy jeszcze nie wiem, ale jak wiedział będę napiszę. Powiem tylko, że niepoślednią rolę zagrał tu Krzywonos prezentując się w gienowych łapskach pięknie,


 

 

potem w potrawę go przerobił.

Od cyfra +

 

Więcej szczegółów nie zdradzę bo mi nie wolno. Teraz zaś jadę spotkać się z przyjaciółmi do Sandomierza na Dni Dobrego Sera. Na Zielonym Bazarze Ola będzie pełniła honory pani stoiska, a wiem że zrobi to godnie. 


niedziela, 06 maja 2012
konfitury i w ogóle dziać się zaczyna

Człek rozwijać się powinien, jak stoi w miejscu to cofać się zaczyna. Szare komórki pracować muszą, gimnastykować, porzucone w lenistwo wchodzą i wtedy im trzy ćwierci do śmierci. Tak szczęśliwie się złożyło, że znad morza Ola, pchła mała, zjechała, bo na jej talentach się nie poznali, a mnie w to graj. Dwór ją przygarnął no i bez zajęcia zostawić nie mógł. tak więc postanowiłem wraz z nią uruchomić ekskluzywną przetwórnie owoców i warzyw. Jej konfitury pomarańczowe już przecie sławne się zrobiły.

Sama Dama ze Starego Browaru do swojej kolekcji smakowitości je włączyła i regularnie nabywa. Teraz na ogień pierwszy pójdą szparagi, które kisić będziemy, dalej zaprawiać według receptury Pani Kasi,co to prawie jak rodzina, za nimi pójdzie rzewień rabarbarem zwany, no i zaczną się owoce - truskawki, czereśnie, agresty i porzeczki. wiśnie, jabłka, gruszki i wiele innych dobrodziejstw jak choćby kwiat czarnego bzu. W serowarni też się dzieje. Wymyśliłem i zrobiłem wędzoną riccotę na olchowym dymie.

Będzie się działo, będzie. By Wam smak pobudzić te piękne zdjęcia Mojego Szczęścia obejrzeć możecie. Dalej zaś do zakupów Was zachęcam.

czwartek, 03 maja 2012
miodek, pyszny miodek

Człek się uczyć winien całe życie, mózg jak mięsień, nie gimnastykujesz zanika. Najlepszym zaś ćwiczeniem jest zajęcie go czymś interesującym. Tak i ja postanowiłem będąc w wieku dojrzałym bliżej się z pszczołami zapoznać.

Tak więc zostałem bartnikiem. Ja, nerwowaty, w ruchach gwałtowny i te latadła co dla swej obrony mają żądła. Najbliżsi nie wierzyli, że to prawda a ja się z moimi małymi przyjaciółmi polubiłem, one wiedzą, że krzywdy im nie zrobię. Bzyczą i latają wkoło głowy wieszcząc, że rok dobry będzie, na tylnych nóżkach pożytek z kwiatów nosząc. kwitną wiśnie, rajskie jabłka, przekwitły śliwy i ałycze, będzie owocu trochę, bo zimnych ogrodników chyba już nie zmrozi. Rzecz jasna sam bym w to nie wszedł, mam Mistrza, co mnie w arkana zawodu powoli wprowadza.

To Kazio Jarnot z Lwówka, co na tej robocie zęby zjadł. Jego pszczoły też lubią. Jeszcze dwa tygodnie i będziem pierwsze podebrania robić. Nadstawki na ulach już stoją przez lokatorki zajęte. Oczyma wyobraźni widzę nalewki czynione na własnym miodzie, powidła pomidorowe i inne specjały. Och będzie się działo, będzie.

wtorek, 01 maja 2012
no to kurczak raz!

Warzywka i owszem. miłe są, ale od czasu do czasu, człek by cosik bardziej konkretnego zjadł. Moje Szczęście o tym pamięta i mnie nie zaniedbuje. Drób potrafi tak wysmyczyć, że aż ślina jako buldogowi cieknąć mi zaczyna. Wzięła, przedniego kurczaka, lenghorna, ładnie go sprawiła, dobrze obsypała,

lekko posoliwszy, czosnkiem niedźwiedzim z niedużym dodatkiem majeranku, odstawiła. Posiekała zgrabnie sporą garść selera i białej rzodkwi, tym kuraka nadziała, obłożyła go dodatkiem plastrami warzyw i tak przygotowanego wsunęła w rękaw do pieczenia, zawiązała i włożyła do pieca nagrzanego na 160 stopni.

Tam siedział przez dobrą godzinę. Barwy niespecjalnie zmienił, jeno sok dał. Myślałem ci ja, że może surowym chce mnie uraczyć, a tu patrzcie ludkowie mili - i warzywa i mięsko mięciusieńkie, w ustach się rozpływające.

Poezję nie tylko słowami można tworzyć, takoż na talerzu. Co raz to trafia mi do serca, którym i tak włada, najkrótszą drogą, bo poprzez żołądek.

niedziela, 22 kwietnia 2012
a warzywek mogę do woli

To więc tak, dróbek, rybka, rybka ,drób, można by w monotonię popaść, nic z tego mospanowie. Moje Szczęście na taką sytuację zgody nie da. Przecie warzyw, to ja mogę do woli, korzyść tym większa, że po ich konsumpcji człek łagodnieje, milszy się robi. Dostałem z palety bogatej faszerowaną paprykę, czerwienią po oczach bijącą. A powstała ona tak - dusić zaczęła szpinak, cały w liściach, dodała zsiekaną w kostkę paprykę, co jej ze ścięcia zręcznie wierzchów została, nie lubi bowiem by coś się zmarnowało, do tego wrzuciła posiekane w płatki ząbki czosnku,

pomidorki koktajlowe, 

posoliła, dodała nieco kurkumy i pieprzu, dorzuciła koktailowych pomidorków. Z papryki powstały piękne czarki, te wypełniła duszeniną, do której dorzuciła odrobinę ugotowanej kaszy orkiszowej dla zwartości i włożyła do piekarnika wygrzanego na 180 stopni, by zmniejszyć po 20 minutach na 150 i jeszcze 15 potrzymać.

Danie wyszło delikatne niezwykle, podane z małymi marynowanymi patisonami i pozostałą kaszą smakowało wybornie. Dodam, że do jego przygotowania nie użyła grama tłuszczu! Jeno woda i nic ponadto. Czy długo można chłopa na czymś takim trzymać? Ano można i oświadczam, że nawet nieźle żem sobie podjadł.

niedziela, 15 kwietnia 2012
ryba Mojego Szczęścia

Mam ci ja szczęście! Konowały zaleciły mi zmianę przyzwyczajeń żywieniowych, ja zaś jako grzeczne chłopię słucham się ich rad. Tak więc mięsa białe, ryby i warzywa- hulaj dusza, piekła nie ma - do oporu. Moje Szczęście, jak jest na wsi, maśli mi niezwykle, udawadniając, że i takie jadło może być nie dość, że smakowite, to jeszcze oko cieszyć. Nabyła świeżego halibuta, posoliła lekko, naczosnkowała mocno,obłożyła łódeczkami z jabłuszka, zlała sokiem z cytryny i zamknęła hermetycznie w próżniowej torebce, z której pompa powietrze wyssała.

Mamy takową, bo jak sery w świat ekspediuję, nie mogę dopuścić by w cieple kurierskiego transportu zapach oddały. Tak spreparowaną rybę wrzuciła do wody, gdzie garniec stała temperaturę trzymał 60 stopni, pozostawiając ją na pełną godzinę. Metoda ta nazywa się souse vide i Szczęście z grubsza opisało ją TUTAJ.  W tym czasie bez tłuszczu upiekła frytki, które zrobiła z selera, dołożyła gotowaną machewkę z fasolką i groszkiem bez niczego.

Halibut wyszedł tak delikatniusi, tak własnego aromatu pełen, czosnek go wzmocnił, nie zdominował, żem zachwytem powodowany siadł na cztery litery i dopóki ostatni kąsek z talerza nie zniknął wstać nie śmiałem! Ludkowie mili, takie ekszperymenta polecam z całego serca, tłuszczu grama, ryba prima, soli mało, smak zaś taki, że niech się bogowie ze swoimi ambrozjami chowają.

poniedziałek, 09 kwietnia 2012
indor goliat, świąteczny
 

No i jak ten na stół się udał, tenże aż się ugiął! Jak go zresztą dostałem ogarnęło mnie przerażenie. Przecie we Dworze tak wielkiej brytfanny nie ma żeby go pomieścić. Jakby było ciepło, to bym go dał do pieca chlebowego na ogrodzie, ale jeszcze za zimno by dochodzić i pilnować. Alem się zawziął. Najpierw natarłem go morską solą, z zewnątrz i od wewnątrz, potem wziąłem sekretną, moją mieszankę z czosnku niedźwiedziego, curry com je z Egiptu przywiózł i świeżo zmielonego białego pieprzu. Do wątpi poszła cała kostka dobrego masła roztarta po ściankach, do tego dwa pęczki zielonej pietruszki i jeden koperku, za wypełnienie posłużyły skrojone w kawałki winne jabłka.

 

Całość bardzo dokładnie przy pomocy Mojego Szczęścia zawinąłem w aluminiową folię. Wszystko to poszło na blachę z wysokim rantem. Indor piekł się godzinę i pół na każdy kilogram wagi. a było tego prawie 10! Pilnowałem jeno by tłuszcz spod spodu zbierać. Gdym go na stół wydał, folię rozciął, aromat buchnął po nozdrzach delikatesu wielkiego. Mięsko było mięciutkie, wilgotności należytej, w ustach się rozpływało. Każdy dostał po porcji borówek z gruszkami roboty Pani Kasi i tak nam święta powoli mijały.

niedziela, 08 kwietnia 2012
było śniadanie, oj było!
 

No i nadszedł ten dzień, dzień kiedy na Chwałę Pana spożywa się dary boże w ilościach ogromnych. Człek się narobi, dwa dni to trwało, a tu znika i znika. Zaczęło się tak jak tradycja wymaga od poczęstunku poświęconym jajkiem.

 

Tym razem ja jako senior rodu musiałem i chciałem wygłosić mowę, złożyć życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności. Najpierw poszedł żurek, było on nietypowy, bom ja trochę dietę zawiesił, ale wędzonki oszczędziłem. Solidny rosół, w którym lura cała się gotowała, rozciągnąłem żytnim zakwasem, tak więc smak wyszedł, do tego połówka jajeczka. Potem poszła biała, grzana, po niej kiełbasa swojska ze świniobicia, którą udusiłem na piecu ze spiórkowaną cebulą, dodałem szklankę białego wina i słój moich pomidorów przetartych, trochę curry i niedźwiedziego czosnku. Nacięta weszła smakiem i pyszna się okazała. Kura z żurku zmielona została, do tego patelnia pełna zeszklonej cebuli, dwie czerstwe bułki w mleku namoczone, dwa jaja surowe, wymieszane solidnie, forma wysypana tartą bułką i pasztet zapieczony został.

 

Na półmiskach legła szynka swojska takoż, polska dobrze wyrobiona, do tego sosów bogactwo, co je we dwór Pani Kasia zwiozła, kumberlandzki, chrzanowy z żółtkiem, wiosenny z zieleniną. Uff, do tego wino wytrawne, białe Chablis, na zakończenia Moje Szczęście dało kawę swoim sposobem parzoną,do tego na stoły weszły baby drożdżowe, piaskowe, mazurki zdobione. Śniadanie wielkie, Wielkanocy godne.

Najlepszego
 
wtorek, 03 kwietnia 2012
steki z tuńczyka
 

Jak już mam się zdrowo odżywiać, niech tam będzie, to i podmaślić sobie mogę. Nabyłem ci ja dwa piękne, kolorem w wiśnie wpadające steki z tuńczyka, dwa bo we Dworze rezyduje Pani Matka i o niej zapomnieć przecie nie mogę. Przyrządzanie takiego specjału było proste niezwykle. Natarłem mięsko olejem ryżowym, poklepałem lekko solą atlantycką, dodałem czarnego, świeżego pieprzu i tyci, tyci czosneczku.

 

Poleżało sobie to chwilę, ot z pół godzinki tak zrobione i wrzuciłem na średnio rozgrzaną patelnię. Na niej pracowało przewracane z jedną na drugą zaledwie 15 minut i można było się delektować. Do tego poszła równie pyszna surówka - cienko w talarki skrojona cykoria, posiekany strączek papryki peperoni i w kosteczkę przygotowany pomidorek kiściowy. Całość zalałem najprzedniejszą oliwą pierwszego tłoczenia, zaciemnioną octem balsamicznym z Modeny i japońskim sosem sojowym, po zastanowieniu na koniec dodałem drobno skrojoną rzodkiewkę.

 

Wszystko wyszło tak, żem nawet ja palce oblizywał. Pomyślałem sobie, dietuję, bo dietuję, ale krzywdy nie mam.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl