Kategorie: Wszystkie | dieta | gościnnie | kuchnia i dom na wsi
RSS
czwartek, 19 listopada 2009
chińskie zawijanki i gulasz

No i znowu Moje Szczęście za szaleństwa się wzieno. I ja biedak jej na to zezwalam, niedość tego aklamuję jeszcze i zachęcam. Oto co znaczy małżon pod pantofel wzięty i tak krótko, smycz, nie czas mam na myśli, trzymany. Nawet warknąć nie zdoła jeno sobie na blogu popiskać może. No ale jak dobrze się sprawuje to i nową klawiaturę dostanie, mysz kształtną do ręki leżącą. Ale wróćmy do kulinariów. W sklepach ci teraz towaru mnogo, więc nabyłem drogą kupna papier ryżowy oraz warzywa chińskie, skrojone. Moje Szczęście szybciutko je podsmażyło na krótkim oleju, do tego dodała na osobnej patelence spreparowaną wołowinkę w zapałkę uszykowaną, papier zmoczyła, a on w kręgi szykowany i szybciutko zawinęła w zgrabne pakuneczki. W knajpach zwane one spring rolkami, abo inaczej sajgonkami. Szybciutko je dała na głęboki tłuszcz by ze wszech stron doszły, chrupiące i jako przekąska były przepyszne.Wie Ci bestyja, jak do męskiego serca trafić. Co prawda jedna ze znajomych twierdzi, że ta co w żołądek celuje, trochę za wysoko mierzy, chcąc chłopsa usidlić. Ja tam nie wiem, ale dobrze pojeść lubię. To jednako nie był kulinarnych szaleństw koniec. Na drugie danie wydała gulasz z mięs mieszanych, czyli przedniej zrazowej wołowiny i kawale karkówki, łopatki i paru żeberek z wieprza. Wszytko to podsmażone i odpowiednio przyprawione dusiło się w sosie własnem wymieszanym z winem czerwonym, jeno marchwią, by słodkości dodać sprawione.

Na koniec szklanka gęstej z bieranej śmietany z łyżką własnej, żytniej mąki na zgęszczenie poszło. Ziemniaczki co w worku ,w piwniczce stoją ugniecione z mlekiem jako podkład poszły. Wiećej z tej poezyii nie pomnę bom z rozkoszy padł, no i obżarstwa trochę, alem do wieczora do się doszedł by na wysokości zadania stanąć. Coś za coś...

poniedziałek, 16 listopada 2009
sarnie żeberka pod cukinią

Ponieważ zacni niezwykle goście mieli zjechać w niedzielne południe do nas w gości, uznaliśmy z Moim Szcęściem, że i menu powinno stanąć na wyżynach Serdeczny druh od lat wielu nie widziany, a człek formatu wielkiego, jeden z wybitniejszych w kraju znawców prawa międzynarodowego, a i w świecie cieszący się estymą, dla prawości charakteru, on ci przywiedziony przez dobrego ducha domu, Panią Kasieńkę, co to córcię moją do matury z angielskiego wdrożyła, tak, że ta punktów tyle zaliczyła, iż sama w zdziwienie popadła. Najsamprzód rosół czysty wyjść miał, więcem go dzień wcześniej gotować na angielce począł. Tak to i udko kurczaka, szyja i skrzydło indyka w garniec poszło, jeno z angielskim zielem, czterema kulkami, dwoma jałowca leśnego i trzema liśćmi laurowymi powolutku noc całą bulbutało, soli jeno co na czub łyżeczki. Rano spiórkowane warzywa dopełniły całości - seler, por, papryka czerwona, biała, czerwona, żólta cebula, ząbek czosnku, pęd bambusa, źdźbeł kilka świeżego imbiru, marchew i pietruszka - wszystkiego po trochu, nie za dużo, ale równo by smak bogaty wydobyć a jednego nad drugim nie zdominować. To wszystko razem pięć godzin pracowało. Poprzednego dnia w czeluści lodowni wyszły na światło dzienne sarnie żeberka, swoje odleżawszy, kruche bardzo. Gdy lód wodą oddały natarte marynatą z garam i chana masali, czosnkiem niedźwiedzim i solą z kminkiem i suszonym selerem, oliwą podlane pierwszego tłoczenia. Gdy tak poczywały przykryte zostały w grube piórka zsiekaną cukinią, co ją w piwnicy po zbiorze trzymam, dokładnie ze skóry obraną, pestki pozbawioną. Brytfanna prawie po brzegi pełna, jeszcze lekko solą morską zroszona do pieca poszła takoż na godzin pięć, ale na temperaturę jeno 150 stopni. Na godzinę przed gości przyjazdem Szczęście Moje sałatę paluszkami porwało, do tego rukolę dołożyło i oliwą na pikantnie, nie za bardzo jeno dobawiło. By smak wyostrzyć doszły z sera naszego, któren w zaprawie oliwnej leżał tzatziki z resztą świeżych ziół, których jeszcze przymrozek w ogrodzie nie zwarzył. Ja zaś ryż basmati, co to pod kocem dochodził by każde ziarnko osobne było wydałem. Posiłek zakończyły pyszne rogaliki Pani Kasi, która w słodkim mocna niezwykle. Stół zaś ubarwiła buteleczka zacnego sauvignona przez Profesora przywieziona. Dyskurs leniwie się toczył, podczas którego niejednemu byłemu premierowi, czy ministrowi z czkawki oczka na wierch wyskakiwały, tako byli wspominani. Teraźniejszym takoż się dostało. Ale wszystko co miłe musi się skończyć, tako i pod dwór pojazd zajechał, nastał czas pożegnania. Jeno smak został...

poniedziałek, 09 listopada 2009
żeberka z jabłkiem i gruszką

Tem razem Moje Szczęście w kuchni zaszalało. Poszła ci ona na całość, jak to i zawsze. W sklepie mięsnym wypatrzyła żeberka, z wieprza sporego być musiały, mięsne takie a tłuszczem nie obrosłe. Ponad kilo do dom zniosła, w porcje udatne pokroiła a zmarynowała. Użyła do tego przypraw nie za wiele - sól morską, czosnek niedźwiedzi i sporą porcję pieprzu z Cayenne. Natarte lekkko oliwą skropione spoczęły pod pierzynką z jabłek słodko kwaśnych i spiórkowanej cebuli, ostrej co łzy wydusza. Tak to i sobie mało wiele chwil poczywały. Potem poszły do brytfanny, lekko wodą podlane, gdzie się dusiły by do miękkości dojść, pod przykryciem koniecznie. Gdy swój stan osiągnęły przełożone zostały na pokrywę brytfanny, która jednako za patelnię robić może i dodatkową kołderkę dostały, tem razem z w płaty  pokrojonej gruszki konferencji. Tak zgotowione poszły do piekarnika dobrze nagrzanego. Po 40 minutach były już pyszne, zbrązowione, smakiem wszelakim przeszłe. I co dziwne ostrości żadnej w sobie nie miały, mimo obfitości cayenne. Na górze czekała na nie brukselka z wody, bułeczką tartą z masełkiem polana i kapustka kwaśna z jabłuszkiem startem, olejem lnianem, na zimno tłoczonym dla zdrowotności polana. Tak to i z rezydentem żeśma się smakowitością wielką raczyli. Do tego doszedł kieliszek wina owocowego, młodego, tegorocznego, ale już swoją moc i smak mającego.

sobota, 07 listopada 2009
białe szaleństwo czyli krążymy wokół fety

No to i mamy po krótkim śnieżnym szaleństwie znowu piękną, polską jesień. Na wsi odpowiada mi każda pora roku, nie ma brzydkiego czasu a nadmiar zajęć powoduje, że nie ma czasu na nudę, zawsze jest coś do zrobienia, a jakoże ze Szczęściem Moim wzielim robotę nie na jedno a dwa życia tem bardziej. Czasu nie dogonisz, zawszeć ci on z przodu.

No ale jakom obiecał, że powiem, a właściwie napiszę słów kilka na temat sera co to się z fetą witał, trzebno go dotrzymać, to i to czynię. W naszej recepturze jest mleka pół na pół koziego z krowim, tak by pięć litrów wyszło.

Schłodzone czeka na wieczór, wonczas w jeden garniec idzie i do urządzenia pasteryzatorem zwanego, bardzo dobry zakup z Lidla, trafia nastawionego na ponad 70 stopni. Tam się pasteryzuje z godzinkę.

Latem skrzep wywołać można kąpiąc w niem kwiaty ostu, jesienią poręczniejszy jest sok z limonki jednej i kropli kilka podpuszczki. Skrzep pociąć trzeba cienkiem, długim nożem. Można też rozbijakiem do sosów robienia jeśli druty ma cienkie.Niech się dobrze w serwatce popłucze. Gdy chłodny odłowiony na płócienko i na odciekanie idzie, byle nie zbyt mocne. Prasa tylko lekko ustawiona. Jak się ładnie uformuje to do solanki go w roztworze bliskim nasycenia kąpać i pilnować by cały zanurzony był. Co dzień drugi przewracać by sól dobrze go obmyła. takie zabiegi czynić przez miesiąc, wonczas gotowy juże jest. Przed wydaniem na stół lub do sałatki dobrze jest tę część co do jedzenia przeznaczona wykąpać w wodzie źródlanej i na godziny dwie w lodowni odstawić, niech popływa. Niczem się od greckiego oryginału różnić nie będzie.

Cały można z krowiego mleka zrobić, jeno pamiętawszy, że to białe od zwierzęcia pochodzi a nie w kartoniku z napisem UHT się rodzi.

niedziela, 01 listopada 2009
okonie, bo sandacza zeżarł pies

No to i wracam powoli do życia. Wirus jakowyś mnie tydzień męczył, głos straciłem a i słabość naszła, takem i w łóżku zległ. No ale powoli wracam, to i do kuchni dojść radę dałem. Niestety oczy powinienem mieć dookoła głowy, bo na obiad dzisiejszy przewidziałem sandacza w warzywach. Ponieważ był ci on w lodowni, to na stole leżał by odtajać, ja w tem czasie do szklarni zaszedłem po jesienne ostatki. Na krzakach ostatnie wisiały pomidory i papryki. Gdym wrócił pies, bestia nieposłuszna rybę ze stołu ściągnąl i mimo, że jeszcze lodu pełna pół zeżarł, dobrze że zaczął od ogona, tom łeb i tuszy część uratował. Ale mięsa mało zostało i nie pozostało nic innego jak sięgnąć po raz wtóry do lodowni i wyciągnąć sprawione okonie. Warzywa skrojone, czyli papryka i leżąca w spiżarni cukinia poszły na oliwę by miękkości nabrać, gdy zrumienione dostały przetarte pomidory do towarzystwa i tak powoli bulbutały przyprawione solą, pieprzem i prawdziwym curry. Obok dochodził ryż pełnoziarnisty.Gdy ryby odtęchły poszły do formy posypane pietruszką cienko skrojoną i solą natarte, takie to sosem z dodatkiem czerwonej fasoli zalane zostały. Piec do temperatury 180 rozgrzany z góry i dołu juże na nie czekał. Nie za długo, minut dwadzieścia i pięć dojrzewały by na talerze z buraczkami zostać wydane. Do ryby białe wino i mimo psiego łakomstwa obiad w ucztę się zmienił.A jam zdrowieć począł.

poniedziałek, 26 października 2009
tort makaronowy

Ponieważ w gości miała do nas zjechać osoba wielce zacna i serdeczności wielkiej, więcem myślał czym godnym ją by ci podjąć można było. No i tak na tort padło. A że ja w słodkościach mocny wielce nie jestem to i tenże zwykły nie będzie. Najsamprzód makaron typu fusilade al dente ugotowany został, odłożony czekał na swoją kolej. By potrawa kaloryczności wielkiej nie miała serce wołowe w jarzynach ugotowane zostało i poszło przez maszynkę, potem zaś na patelenkę gdzie na oliwie przedniej zaskwierczało. Twarog biały z przyprawami z ziół prowansalskich, on własnej roboty, one z ogródka wymieszany dokładnie a by kleistości miał dość podprawiony własną śmietaną. Tortownica wysmarowana oliwą, bułeczką tartą posypana przyjmowała kolejno makaron, mięso, twarog i makaron znowu. Na wierzch jako ozdoba przednia kleks szpinaku i do piekarnika na 180 stopni nagrzanego. Tak poczywał minut dwadzieścia. Wonczas poszła ozdoba ostateczna - cztery świeżo przyniesione z kurnika jaja zbełtane dokładnie, lekko śmietaną rozciągnięte by głęboko wnikły, ta ingerediencja dokładnie po wierzchu rozlana kożuszkiem potrawę przykryła. Tort garował drugie 20 minut w spokojności. Na stole oczekiwała go sałatka z surowego kalafiora w różyczki pociętego w śmietanowym sosie. Tychżę specjałów to jednakże nie koniec. Że wino było zacne, tym razem przez gościa przyniesione,  to u nas rzecz normalna, jednakże gość nasz przezacności wielkiej imć Pani Kasia ze sobą przyniosła szarlotkę z ciasta płatków zawiniętą, w środku zaś tak opatulona spoczywała pyszności wielkiej galaretka własna jabłkowa, bo z dawnych odmian, które pektyny wiele mają. Ciasto w ustach rozpływało się do raju smaczliwości jedzących wyprawiając. Taki to był ten uroczysty, tortowy obiad przy którym o Gołocie rozprawiać się nam nijak nie chciało, jeno dalsze czasy wspominając, anegdoty i dowcipy wplatając, by sztukę konwersacji podtrzymać jako to u naszych przodków bywało.

sobota, 24 października 2009
Gołota- sromota, czyli dorsz na parze

No to kibiców mordobicia czeka dziś niezwykła atrakcja. Zwą to mecz stulecia, abo i walka. Wytłomaczcie mi asińdzieje co jest atrakcyjnego w tem, że dwóch jegomości nie mających nic do siebie okłada się po gębach przy aplauzie 10 tysięcznej widowni? Nijak nie jestem tego w stanie pojąć. Moi przodkowie w razie zajścia sytuacji niegodnej ich honoru, zgodnie z kodeksem Boziewicza sięgali po szpady, wcześniej szable, później pistolety. Ale musieli mieć ku temu istotny powód, a tak jak mawia pospólstwo - okładanie się po ryjach dla mamony jest poniżej wszelkiego poziomu. Widząc wzrastającą moją frustrację związaną z tą sprawą,  Szczęście Moje uraczyło mnie dorszem na parze z jarzynami takoż gotowanymi, z bobem do pogryzania. Najsamprzód na patelni zlądował szpinak, za nim cukinia, fasolka zielona, cebula, kabaczek, papryka - wszystko skrojone w małe kawałki. Podduszone zachowały barwy, wodą podlewane, dobawione solą, pieprzem, kurkumą, czosnkiem niedźwiedzim i pieprzem cayenne. Ryba w filety skrojona, co najważniejsze nie glazurowana! doprawiona została płatkami czosnku, zielonym koperkiem, czosnkiem niedźwiedzim i złożona w garnku specjalnem co na parze gotuje i tak dziesięć minut ziołami otoczona poczywała. Potem poszła na talerze, do tego wydany został kalafior w różyczkach na surowo doprawiony, a ponieważ wielokrotnie opisywany, powtarzał się nie będę. Obok stanął bób mięciutki, ugotowany do pogryzania. Posiłek godzien królewskiego stołu. Niech się więć nikt nie dziwi iż wynik mordobicia znany mi nie jest. Wino takoż zacne wydane było.

wtorek, 20 października 2009
goloneczka dla Marczuk-Pazury

Tak to i się zastanawiam kto to taki celebryta i skądy się w polskim narodzie taka przypadłość wziena. Bo, że to przypadłość wątpliwości nie mam żadnej. Co mnie u licha obchodzić może, mnie rolnika,   co porabia jakaś dziewucha, niebrzydka nawet, która nico specjalnego w życiu nie osiągnęla poza kilkoma małymi rólkami w filmach b i c klasy oraz tym, że bywa. Diasi biorą, gdzie bywa - na salonach, salony też wszawe c i d klasy, do początku alfabetu im daleko. Były małżonek też błazen, dobry na scenie, ale w życiu też błazen, młódkę sobie wzion, córki równolatkę i co mamusiu każe jej mówić? Ja mówię błazen a pismaki, że celebryta. Na takich to CBA się zasadza, zaiste zagrożenie dla bytu państwa stąd idzie!Niestety dzisiejsze czasy spsiły nam kulturę i tę z wysokiej półki i tę codzienną. Po książkę rzadko kto sięga, gazety to tytuły i zdjęcia, najlepiej golizną i krwią cieknące. Najpoczytnieszy jest o kpino z polskiego języka - "Fakt"! Tfy, obudź się ludzie nasz kochany, walnij te zachodnie wzorce w łeb, bo inaczej źle ci wróżę.

Nic to, teraz jak niejaki Tomuś spróbuję uwieść celebrytkę goloneczką. Dnia poprzedniego kapuśniak ci ja gotowałem, więc by baza zacna była do garnca włożyłem kości od schabu i trzy małe goloneczki, ale kształtne - dla Mojego Szczęścia, Rezydenta i mojej skromnej osoby. Bulbutały sobie tak godzin dobrych kilka w podwójnej porcji warzyw włoszczyzną zwanych, tak długo aże mięso szpikulcowi się poddawało. Rzecz jasna w wodzie sześć dużych ziaren angielskiego ziela i cztery potężne laurowe liście. Potemem rozdział zrobił mięso od kości schabowych i połowa warzyw w kapuśniaku została, druga zaś część poszła na patelnię przetarta przez sito by z goloneczkami się poddusić, teraz tajemnica moja - w miseczce została mi garsztka spora sosu paprykowego, któren opisany wcześniej, on takoż na patelenkę poszedł. Gdy smaki się przejadły sos rozciągnięty został śmietaną z wieczornego udoju zebraną. Goloneczki poszły z kluseczkami w Wielkiej Polszcze szagówkami zwanemi od kształtu i brukselką. Kosteczki do ostatka obrane zostały. Może gdyby te nasze celebryty od czasu do czasu takiego godziwego jedzenia próbowały, to i po pierwsze normalnego człeka a nie zechsłą szkapę by przypominały i więcej byłoby w nich radości życia a nie jeno zawiści i myśleniu o mamonie. To i Wam na koniec powiem - na ten drugi, lepszy ze światów oprócz duszy nico się nie zabierze, tako i rzygowin Tomusia!

 

niedziela, 18 października 2009
razowe bułeczki faszerowane

Bo ci to i zapomniawszy do piekarni zajechać co to w sąsiednim miasteczku się znajduje samem musial lukę w domowych zapasach wypełnić. No a co najlepiej smakuje w niedzielny wieczór, po pracowitym dniu com go na nadzorowaniu ujeżdżania młodego ogierka spędził? Bułeczki! Decyzję w sobotę podjąwszy wstałem ci ja skoro świt by właściwe czynności odczynić. Z pieczeniem żartów nie ma. Dokładności trza się trzymać. A więcem wziął mąki mojej własnej z pełnego przemiału na kamiennych żarnach z żyta łońskiego roku zebranego pół kilograma, szklankę mleka z wieczornego udoju, ćwiartkę z paczki drożdzy, jedną trzecią kostki masła,jajek dwa, bo małe, trzy łyżeczki cukru i jedną soli. Najsamprzódem mleko podgrzał, masło wrzucił z solą i cukrem rozmieszał w ciepłocie, lekko schłodziwszy drożdże rozpuścił  z jajkami wymieszał i wlał na mąkę ciasto zacne wyrobiwszy, wilgotne lekko mąką poprószone poszło na godzinę odpoczywać. Gdy ta minęła wziąłem ci ja patyczek i dziurek małowiele w niem poczyniłem i znowu kazałem poczywać. W czasie między trzy cebule w drobno zsiekane zostały i wraz z boczusiem w kostkę skrojonym smażyć się poczęły. Czas minął wartko więc na mąką zsypaną stolnicę poszły porcje nie za duże w środku z dziureczką, w którą farsz poszedł zaklepany zgrabnie. Kuleczki ułożone zostały na papierze do pieczenia i blasze. Pod ściereczką tam w ostatku dojrzewały prawie godzinę. Gdy juże gotowe były poszły do piekarnika na 180 stopni ustawionego, przedtem z wierzchu jeszcze jajeczkiem całkiem zbełtanym wysmarowane. Po godzinie pół gorące stygły czekając na śłiny pełne paszcze głodomorów.

sobota, 17 października 2009
sandacz z piekarnika

To i ci ostatni czas był wodny, lało się z nieba niczem z dziurawego garnca. Dobrze to i źle, dobrze dla ziaren co już zasiane, źle bo drugich siać nie można. Nic to, jakoś radę damy. Ale skoro pogoda taka to i wspominkę o rybach dała. Moje Szczęście zażyczyło sobie sandacza, na a że jej życzenie dla mnie rozkazem oto i on! Najsamprzód sprawiony z łuski obrany do wnętrza dostał masełka świeżego, solą z pieprzem natarty z wyczuciem by przesady nie dać. Potem obłożony niczem sułtan nałożnicami talarkami cebuli w przemian żółtą i czerwoną, na sam wierch zaś cieniuchno niczem papierek skrojonym boczusiem wędzonem w zimnem dymie.

Wszytko to jako kołderką opatulone folią aluminiową i złożone do piekarnika na samą wysoką temperaturę by tam mniej jak pół godziny bytować. Zależne to od ilości warstw folii, jeśli dwie- trzy to nawet te pół może nie starczyć. Poczem na półmisek wylądował by oczy sycić. Za towarzystwo dostał ziemniaczki puree i pyszną sałatkę z kiszonej kapustki z marchewką i jabłuszkiem przez Moje Szczęście przygotowioną. Strawa godna była magnackiego, nie jeno ziemiańskiego stołu, chocia i my sroce spod ogona nie wypadlim i karmazynem się odziewamy, bo klejnot zacny.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Gościu siądź przy mym blogu i odpocznij sobie...
Pomidorowy Sezon 2009 Ziemniaczany Sezon 2009