poniedziałek, 30 stycznia 2012
zaszczyt po latach

Zaszczyt po latach i to latach wielu, tak żem prawie o tym zapomniał. Ale okazało się, że są tacy co pamiętają. To nawiązanie do tego co działo się trzydzieści lat temu. Dostałem Medal, medal dedykowany ludzką wdzięcznością.

 

Spotkałem przyjaciól z tamtego czasu. Posiwieli, przytyli, ale duchem są nadal młodzi. Gdyby trąbka zagrała, ruszą w bój. Zakręciła się łza w oku, wróciły na chwilę tamte dni.

 

Wtedy czas wojny, dziś pokoju, nie do końca spełnionych obietnic  i marzeń, pokazał, że najbardziej nie dorośli do ideałów ludzie, ale cóż takie życie. No i tak trochę ruszyła melancholia a tu wnuk się śmieje.

 

Jest dla kogo i po co żyć. Nadmienić by jeno należało, że przez Solidarność  wielkopolską lat osiemdziesiątych przewinęło się ponad milion ludzi a medali wybito jedynie dwa tysiące i w tym nobilitacja.

niedziela, 29 stycznia 2012
polędwiczki naturalnie delikatne
 
No i stało się, ekipa filmowców, która przez tydzień w Dworze bytowała opuściła nasze gościnne progi. Nie powiem, że żal bo jednak człek trochę zmęczony tym rwetesem był. Efektem będzie film 45 minutowy z udziałem naszej rodziny. O szczegółach kiedy indziej, kiedy będzie wolno, a już niedługo, bo montować będą jak błyskawice, kiedy termin emisji przekażą. No i i tak, Moje Szczęście w ramach odpoczynku polędwiczkę wieprzową wzięła w obroty. Nie każdy będzie miał sposobność by tak ją uczynic albowiem duża część sukcesu po stronie pieca. Nasza westfalka wzięła na siebie obowiązki domowego ogniska i na niej posiłki są gotowane. Najpierw mięso skroiła w nie za grube plastry, pięścią delikatnie ubiła, posoliła, popierzyła i  poprószyła lekko mąką i dała na rozgrzany olej, pilnowała jeno by tak samo z dwu stron się zrumieniło. Gdy pierwszy etap za nią dodała skrojoną w cienkie plastry cebulę, ta miała się zezłocić, tylko lekko wpadawszy w brąz. Polędwiczki posolone i popieprzone jeno dochodziły sobie delikatnie na żywym ogniu.
 
Do nich wydane były nasze, liniowe ziemniaczki, które świetnie w piwnicy zimują a także na lekko kwaśno, słono, pikantnie zrobiona mizeria, z naszą śmietaną rzecz jasna.
 
Pyszota wyszła niezwykła, w sam raz na taki dzień po ciężkiej pracy.
 
czwartek, 26 stycznia 2012
bułeczki - kartoflaczki
 

W ostatnich dniach Dwór pęka w szwach, kręci się tu tyle luda, że nawet dla nas zwyczajnych gości wielu sytuacja niezwyczajna. Dlaczego tak, gdy będę mógł to Wam opowiem, na razie wiąże mnie tajemnica. Podpisano zaklepano i trzepać językiem po próżnicy nie mozna. Wstaję teraz dobrze przed słońcem. Dnia poprzedniego zarobiłem ciasto. Mąka tortowa, pół na pół z gotowanymi ziemniakami. Skoro świt rozpuściłem w ciepłym mleku z cukrem drożdże, poczekałem aż ruszą, dolałem do ciasta, nadmiar wilgoci wyciągnąłem mąką, odstawiłem by kula w cieple urosła, potem powtórne wyrobienie i podział na kuleczki, te znowu miały podrosnąć, gdy gotowe na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, wysmarowanym masłem, one z wierzchu zaś dobrze zbełtanym jajem.

 

Wtedy całość do piekarnika nastawionego na 180 stopni i tam dojrzewały przez godzinę,

 

zrumieniwszy się pięknie. Wtedy wydałem je na stół i znikły jeszcze ciepłe w łakomych gąbkach, razem z sałatką i pomidorami,

 

z którymi wspaniale się łączyły.

piątek, 20 stycznia 2012
sery w Hiltonie
 

Wielem ci ja czytał o sławnej rodzinie Hiltonów. Chcąc nie chcąc człek się nawet a zwłaszcza w internecie na niejaką Paris natknie. Nie w moim ona guście, bo po pierwsza za sucha, po drugie ze skłonnością do łajdaczenia a ja już swoje lata mam. A tu proszę, proszę okazuje się, że moje drogi los z nazwiskiem tym skrzyżował. No ale ad rem - zwiedział się o moich serach szef zarządzający jednym z najlepszych gdańskich hoteli, właśnie wyżej wymienionego Hiltona. Na zwiedzeniu nie poprzestał jeno zadzwonił i zamówił. I teraz największa niespodzianka, nie trwało dni kilka a dostałem pięknego maila. Moje dzieciątka cieszą się ogromnym wzięciem i zaraz o następne kilogramy wołają! Ażem się zrumienił jako ta lelija, ale paczkę szykuję i słać będę. Niech im tam na zdrowie.

niedziela, 15 stycznia 2012
moje placuszki
 

Życie biegnie tak szybko, że nadążyć nie można. Zaczęło się już pierwszego kiedy to po szaleństwach nocy sylwestrowej trzeba było proszczaki odbierać, maciora pierworódka ale dała sobie radę i dziesiątkę rzuciła. Chwilę później, w dniach rzecz jasna, poszła druga i też dziesięć dała. Potem gość miły w dom zajechał - Maciej Nowak i telewizornia, ta od śniadania, mnie i gospodarstwo pokazała. Na tym nie koniec, szykuje się jeszcze większa zabawa, ale o tym sza, cicho, ani słowa nie rzekę, dopiero jak pewne będzie to rąbka tajemnicy uchylę. Teraz zaś powiem com wydumał po wizycie w piwniczce. Zobaczyłem, że bardzo ładnie i rześko przechowały się nasze ogrodowe, żółte kabaczki. Wyciągnąłem na światło, obrałem ze skórki i zmieliłem malakserem na miałko dodając pół szklanki oliwy i pół mleka. Było tego dobre kilo. Wtedy wrzuciłem do garnca pół kilo mąki tortowej 405 i pół żytniej 1000, do tego cztery całe, dobre jaja. Wyrobiłem na masę płynną, lekko podlewając mlekiem by konsystencję miało właściwą. Do tego sól, pieprz i garam masala i czosnek niedźwiedzi by smak był odpowiedni. Masa szła na patelnię tylko olejem przetartą robiąc zezłocone placuszki, każdy z jednej trzeciej zupnej nabierki. Gdy od patelni same odchodziły wrzucane na płaską część dużej brytfanny, były przelewane adżyką, do tego moja śmietana i chrzan tarty.

 

Gdy zapełniona była w części domowników zaspakającej poszła do piekarnika by się zapiec. Do obiadu zostały jeszcze wydane kąski z piersi kurczaka w panierce i szparagi,

 

które pracowitymi rękoma Pani Kasi w sezonie z każdego włókienka zostały obrane i w lekkiej zaprawie solnej,w słoikach na taki dzień czekały.

środa, 11 stycznia 2012
Zapraszam na film

Dla tych, którzy nie widzieli, a chcieliby zobaczyć załączam link do programu:

http://dziendobry.tvn.pl/video/amatorzy-smierdzacych-serow,111,newest,18196.html

I cały film:





poniedziałek, 09 stycznia 2012
goście byli, a ja będę w Dzień Dobry TVN
 

Zjechał w moje progi gość niezwykle miły i o sercu szczerym - Maciej Nowak, obieżyświat kulinarny. Nie zjechał sam lecz z całą ekipą telewizyjną, by pokazać moje dzieciaczki w Dzień Dobry TVN. Sama Jolanta Pieńkowska będzie ich w środę między 9 a 10 próbowała, a to podniebienie wyszukane, na "francuzach" wielokrotnie testowane, drżał więc będę. A że ci co byli ,to ludzie poczciwi bo moje zwierzęta ich polubiły od psów po kozy i konie, to i mniej się boję.

 

Podniebienia ich też wymościłem, dostali smażone rydze, rosołek przedniości niezwykłej jak aksamit podniebienie pieszczący, po kawałku piersi kapłona, o przekroju moich serów nie wspomnę. Do tego był kieliszek-karczmiak mojego wina, do nalewek nie doszliśmy, bo komu w drogę temu konie zaprzężone, a do Warszawy kawałek jest. Jak skośne zeszli, to nie wiada kiedy nie przez Stryków, a bezpośrednio pojedziemy. Ja im tam szczęśliwej i prostej drogi życzę, a w środę jak ten głupi w ekran będę ślepił, bo to wiadomo co człek przed kamerą nagada.

 
niedziela, 08 stycznia 2012
pęczak pyszny z udkami
 

Moje Szczęście postanowiło stawić czoła kaszy, a że odważną jest wzięła na warkstat trudne zadanie bo pęczak.

 

Najsamprzód ziarenka lekko podgrzała na suchej patelni, potem dokładnie odmierzając dwa do jeden wodą zalała. Do towarzystwa wrzuciła szczyptę soli, po pół łyżeczki kurkumy i pieprzu z Cayenne, pora mocno zsiekanego by się rozszedł, gotowała powoli towaru doglądając. Gdy kasza wodę wypiła wlała krzynkę, nie za dużą, dwie, trzy łyżki dobrej oliwy pierwszego tłoczenia, wymieszała, posypała zielonym koperkiem z dodatkiem niedźwiedziego czosnku, garnek w koc zawinęła i dała pod pierzynkę.

 

Teraz wzięła kurze udka, umywszy dobrze wysuszyła dokładnie, zamarynowała w obfitości pełnej zalewie  i złożyła w brytfannę. Natarła swoją adżyką, dodała mojego przecieru pomidorowego, który latem robiłem z dodatkiem bazylii, pod spód dała trochę oleju z winogronowych pestek a całość obłożyła ćwiartkami soczystego i słodkiego jabłka - Joniki.

 

Sos się zrobił pyszny, udka kruchutkie, gdy chwilę w piekarniku otwarte postały ślicznie zbrązowiały. Całość nie trwała więcej jak godzinę. Do tych pyszności wydała groszek z marchewką, do którego jabłko skroiła, zamiast dosładzać,  lekko zasmażony.

 

Z tego wszystkiego jeno kosteczki zostały, bo i sos wylizany był do czysta. Dobrze mam, od czasu do czasu rzecz jasna.

piątek, 06 stycznia 2012
Ślimaczki Reniafera na Święto Trzech Króli
 

We Dwór w okresie świątecznym jak to zwykle bywa zjeżdża gości mrowie. Zasady wszyscy znają - gospodarzom głowy nie zawracać, bawić się dobrze i coś zacnego po sobie zostawić. Tym razem jest to  to, co pod spodem macie, z przyjemnością na stronie swej zamieszczam liścik wczoraj otrzymany,  a Wam przyjemną lekturę zostawiam!

"Hej Ludkowie Nasi Mili!!!

Reniafer mówi, że mam napisać, że w  podziękowaniu za przepisy i miłe towarzystwo, przesyłamy Wam przepis na  ślimaczki i że bardzo się cieszymy, że możemy razem z całym narodem świętować  jutrzejsze święto Trzech Króli. Ta druga część wypowiedzi nie wynika bynajmniej  z tego powodu, że zapiłyśmy te ślimaczki. Reniafer po prostu podchodzi do tego w sposób subiektywny, bo jako pedagog ma jutro wolne. Niestety, ja pracuję więc ja podchodzę do jutrzejszego święta z mniejszym optymizmem. W  każdym razie, żeby nie było zbyt pesymistycznie (nie nadużywamy, jutro  pracuję i w ogóle) zapewniam wszystkich, że ślimaki są po  prostu RE-WE-LA-CYJ-NE!!! Niebo w gębie po prostu, a przy tym malownicze w  krwawej zalewie, co widać na załączonych zdjęciach.
Moja cała zasługa przy powstaniu  tegoż specjału sprowadza się do zrobienia zdjęć oraz konsumpcji. Reszta to dzieło Reniafera.

Z pozdrowieniami znad miski
ślimaków. 
R i M."

 

A oto przepis:

ŚLIMACZKI

Zalewa

1l wody

1 szkl. Octu10%

1 szkl. Oleju kujawskiego

5 łyżek cukru

1 łyżka soli

2 liście laurowe

2-4 cebule pokrojone w półksiężyc

5 ziel angielskich

1 przecier pomidorowy Pudliszki 200g

1 ketchup Pudliszki 200g

Wszystkie składniki zagotować około 5 minut

5filetów z kurczaka pojedynczych pokroić w większą kostkę ok. 3-4 cm

Filety pokrojone posolić ,posypać słodką papryką – otoczyć w mące tortowej rozbełtać 2 całe jajka w których obtoczyć filety a następnie w tartej bułce i smażyć na gorącym oleju kujawskim na złoty kolor. Gorące usmażone wkładać do ciepłej zalewy można zrobić na 1 dzień wcześniej wtedy są smaczniejsze.

SMACZNEGO

 

 

 

 

 



wtorek, 03 stycznia 2012
obiad już w 2012
 

Zaczął się nam ten nowy roczek, niemowlak ci on a jaki uszczypliwy. Rozpoczął swoje panowanie od zamachu na portfele. Wędruje wszystko w górę, że aż niemiło. Najbardziej straszy podwyżka w paliwach. Mówią, do norm unijnych nam trzeba dobić, nie może być mniej a tyle samo. No i dobrze jak taka równość to dlaczego nie we wszystkim? Dopłaty rolnicze nasze a ich jak niebo i ziemia, pensje w polskich firmach a ichniejszych żadnego nie mają zestawienia. Chodzi po prostu o to, że do budżetu trafi o ponad 2 miliardy złotych więcej, ot i cała tajemnica. A że ruszy lawina i wszystko pójdzie do góry, bo transport zdrożeje, rolnik albo nie uprawi, albo naleje tego płynnego złota, to już nikomu nic. Humor więc przy tym obiedzie w nowym roku był lekko zwarzony, ale nic to żyć trzeba. Był więc tort naleśnikowy Felixiany, inny w kolorach niż poprzedni, był zawijaniec z łososiem i szpinakiem, który w internecie furorę robi, były  Renaty roladki ze schabu zręcznie papryczką nadziewane, w sosie utopione,

 

  galarcik Marty, co to palce lizać,

 

miast ziemniaków -sałatka ziemniaczana,

 

do tego sosy wszelakie i słodkości co niemiara. Torty dwa - pierwszy puszysty z wiśniami, drugi wysypany płatkami migdałów, do tego pierniki zacne nie lada, murzynek czekoladowy na najprzedniejszej tabliczce dzieło Oli. Tak więc cukier pobudził serotoninę i jakoś żeśmy to przeżyli.

niedziela, 01 stycznia 2012
no i nadszedł ten Nowy
 

Tak to i więc mamy Anno Domini 2012. Znanym już obyczajem powitaliśmy Go we Dworze. Gości zjechało co niemiara, same miłe twarze, królowała Pani Matka, obok Pani Kasia. seniorki godne co jeno do północka dociągnęły, ale tradycji stało się zadość i po niej dopiero poszły w objęcia Morfeusza. My zaś zgodnie na wieś by w towarzystwie włościan nadmiar kalorii wyhasać. Było zaś co, bo stół uginał się od dań. Był barszcz, który na rosole co cały dzień na westfalce pyrkał, potem zakwasem zalany, do niego uszka nadziane wędzonką zmieloną, doprawioną zeszkloną cebulą. Dalej poszły gniazdka Oli z ciasta francuskiego nadziane konfiturą z cebuli,

 

tort naleśnikowy barw wielu Felixiany,

 

nieodmienne pyszny, kąski z piersi kurzych przywiezione przez Martę, krokiety Pani Kasi faszerowane dziczyzną, śliweczka zawinięta w boczuś na ciepło na wykałaczce.

 

Gdy północ wybiła każdy zjadł dwanaście winogron,

 

po jednym na każdy miesiąc Nowego Roku, strzelił szampan, były życzenia i śmiech. Na wiejskiej sali zaś tańce, hulanki, swawole. Oby nie był tylko gorszy jak ten co odszedł, będzie dobrze, czego i Wam życzę!

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl