poniedziałek, 23 lutego 2015
List do Marka: Moja fasolka, która z Bretanią ma mało wspólnego

Od przyjaciela mojego Andrzeja, smakosza jakich mało, otrzymałem list a w nim przepis, którym się z Wami dzielę. W liście było zdjęcie nastrojowe. A oto i przepis i zdjęcie:

SKŁADNIKI: 50 dag Pięknego Jasia, 10 dag świeżego boczku, 10 dag boczusia wędzonego, 10 dag karkówki bez kości, 2 kiełbasy śląskie, duża cebula, mała marchewka, 3 ząbki czosnku, ćwiartka dobrego przecieru pomidorowego lub zmiksowanych włoskich pomidorów pelati, 2 łyżki koncentratu pomidorowego, 5 - 6 ziarenek ziela angielskiego, 2 listki laurowe, po 2 szczypty kminku i cząbru.

"Jak doskonale wiesz, mój kamracie przy garach, fasolka po bretońsku jest potrawą typowo polską. Na północy Francji – twierdzi z całą mocą zaprzyjaźniony smakosz z Bretanii, Yann Gontard - dość często szykuje się zupełnie inną potrawę. Składa się ona z gotowanej drobnej fasoli, przysmażonych na oliwie obranych i wypestkowanych pomidorów, cebuli i czosnku. Całość na koniec podlana jest białym wytrawnym winem.
Tę, którą warzyliśmy wspólnie w ogromnym garze, w starodawnych czasach za komuny, u mnie na poznańskich Garbarach, była prawdziwą fasolką po bretońsku (o czym te niedouki kulinarne z Bretanii nie wiedzą), i taka fasolka jest po poznańsku, ale dla uniknięcia zamieszania w nazewnictwie zostańmy przy starej, i niesłusznej nazwie. Wtedy - w tych trudnych czasach - sztuką było zdobycie Pięknego Jasia oraz wkładu mięsnego. Teraz ogromne ziarna tej królewskiej fasoli kupuję na Placu Bernardyńskim. I tu jest sprawa zasadnicza: sprzedawany w sklepach i marketach Piękny Jaś, wcale nie jest piękny. Jest to zazwyczaj malutki, pomarszczony zdechlak fasolowy. Zaklinam Cię - poszukaj naprawdę Pięknego Jasia! 
W przeddzień umyj Jasia, i zalej dużą ilością wody; będzie ją ciągnął jak smok. Następnego dnia ugotuj fasolę w tej samej wodzie, dodając - dopiero po zagotowaniu i dokładnym zdjęciu szumówką piany - soli do smaku, paru ziarenek angielskich, dwóch listków bobkowych i trzech ząbków zmiażdżonego czosnku. Jasiek gotuje się bardzo długo na małym ogniu, dlatego co pewien czas uzupełniaj wyparowaną wodę. Jak mu dasz za dużo ognia - to popęka.
Teraz smaż na patelni surowy, pokrojony w kostkę, boczek, potem pokrojoną, przerośniętą tłuszczykiem, karkóweczkę, kiełbasę i boczek wędzony. Wyjmij tę smażeninę i dorzuć do pyrkoczącej na wolnym ogniu fasoli. 
W wytopionym na patelni tłuszczu smaż pokrojoną w drobną kostkę dużą cebulę, jedną marchewkę - i też dorzuć do garnka z fasolą. Gdy fasola jest już miękka, ja dodaję swojski przecier pomidorowy z plantacji w Lubochni i dwie łyżki koncentratu pomidorowego. Solę jeszcze raz do smaku, bo Jaś połyka sól w trakcie gotowania, doprawiam kminkiem (jeśli Twoja Pani nie znosi kminku, oszukaj Ją i dodaj kminku mielonego, bo nie daj Bóg znajdzie ziarenko i zrobi awanturę) i cząbrem. Lekko jeszcze całość gotuję, mieszając drewnianą łyżką, bacząc pilnie, by nie uszkodzić ziaren i żeby potrawa się nie przypaliła. Nigdy nie stosuję zagęszczacza z mąki, co robią zbrodniarze kulinarni w knajpach, bo długo gotująca się fasola w pysznym sosie mięsno-pomidorowym jest z natury rzeczy należycie gęsta. Najlepiej zrób dwa razy więcej tej mojej fasolki. Po pierwszej porcji wszyscy żądają dokładki. A.N. "

wtorek, 03 lutego 2015
Polska nam przyjazna

Jestem rolnikiem, ciężko pracuję wyrywając krwawicą coś dla siebie i rodziny. Wydawało mi się, że w ciągu tych dwudziestu paru lat zaczynamy żyć w normalnym kraju. Ale tylko mi się wydawało. Wyobraź sobie Szanowny Czytelniku, że uprawiasz marchewkę. No i dobrze, taką brudną, prosto z pola możesz ją sprzedać pośrednikowi, który zawłaszczy sobie większość efektów Twojej pracy. Nie daj Panie Boże, że marchewkę umyjesz

i ładnie zapakujesz w kilogramowe woreczki. Staniesz się przestępcą gospodarczym! Bo zgodnie z obowiązującym w tym kraju prawem by to zrobić musisz zarejestrować działalność gospodarczą, zostać przedsiębiorcą, płacić ZUS i inne podatki. Zeżrą Cię na wstępie, oskrobią do kości, nie wydolisz. Kapustę możesz ukisić, proszę bardzo, ale w główkach, bo jak poszatkujesz to w kajdany. Od dłuższego już czasu wiele środowisk ludzi zdroworozsądkowych apeluje o zmianę kretyńskiego prawa. Niestety bezskutecznie. Już gdy wydawało się, że sprawa zmierza do szczęśliwego końca sprawę zawetowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych! Do dzisiaj szukają idioty, który ten protest sprokurował i znaleźć nie mogą. Ale papier z mocą urzędową nadal jest. Uzasadnieniem była niezgodność z prawem unijnym. W ubiegłym roku byłem w Austrii, na wsi w okolicach Linzu. Tam rolnik ma ochotę zorganizować na przykład fest, czyli swoje święto, na swoim podwórzu, idzie do swojej gminy, zgłasza, uiszcza zryczałtowany podatek i robi - kiełbasy, szynki, sery, masła, piecze chleby, warzy piwo, zlewa nastawione rok wcześniej wino, pędzi destylat. Warunek jest tylko jeden - produkty spoza gospodarstwa nie mogą przekraczać 10 procent całości! Oni w Unii i my w Unii a jakby dwa różne światy. Tak samo jest we Włoszech, Niemczech i Francji. I nie ma silnych na tych durniów.

Tutaj każdy obywatel traktowany jest jak potencjalny złodziej, zaś przez urzędy jak łowna zwierzyna, którą trzeba dopaść, sprawić i oskrobać do kości. Gdy jeden z drugim popełni błąd, to odpowiedzialność żadna. Co najwyżej Skarb Państwa odszkodowanie zapłaci, który niechętny temu Sąd być może przyzna.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl