niedziela, 29 listopada 2009
na śniadanko cukiniowe placuszki

Macierz moja na gospodarstwo zjechała, by się synowej i syna pracy przyjrzeć, świeżym powietrzem odetchnąć. No to i nie wypadało czem zwykłem na śniadanie wyjść. Tom i zszedł do piwniczki, gdzie w skrzynkach dyniowate spoczywają. Cukinia w sam raz już dojrzała, gdym skórę przebił miąższ mięciuchny był i trzeba było przez sitko go przetrzeć, by pestki odstawić. Do takiej pulpy doszła odsiana moja własna mąka żytnia, jaja całe dwa, cieniuchno w kosteczkę skrojona cebulka, kiszony ogórek i oliwka. Ciasto solą podciągnięte i dla zaostrzenia smaku dobawione słodkim sosem chili- tajskim, garam masalą i ziołami prowansalskimi, dokładnie zmieszane i w średniej wielkości placuszki na rozgrzaną patelnię, lekko przetartą olejem z pestek winogron poszły. Moje Szczęście sos jogurtowo - majonezowy z pokrojonym pomidorkiem do tego wydało. No i śniadanie się powiodło smakowitości wielkiej było, w całości z półmisków zniknęło. Kawa po tem poszła sycąc leniwie przedpołudniowe godziny.

piątek, 27 listopada 2009
tort dla najemników

Ostatnimi czasy mam nastroje refleksyjne. Musi co taka pora roku. W polu juże ostatki, trochę jeno zimowych orek pod jare uprawy i sprzęt będzie można chować, konserwować, remonty czynić. W świecie natomiast głośno się zrobiło po śmierci kapitana w dalekim Afganistanie. Jego towarzysze broni twarze zakrywając sępom, co się dzisiaj dziennikarzami zwą krwawe ochłapy przed kamerą rzucają brudy wojny odkrywając. Moi przodkowie od wojaczki nie stronili, wiadomo karmazyn w kontuszu zobowiązuje. Zawsze jednak skłonność do bitki w interes ojczyzny ukierunkowywana była. Drzewiej zwało się to patriotyzmem. Dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej wszystko, z krwią i życiem! Ale gdy patrzę na tych dzisiejszych coś się we mnie przewraca. To przecież ochotnicy co na te misje ruszają, dzisiejsza odmiana Lisowczyków. Każdy wymarsz z bazy to dla nich czysty zarobek, przeliczalny na twardą walutę. Gdzie tu patriotyzmu szukać, gdzie idei? Fałsz i kłam jeden. Obecny Wielki Brat zza oceanu, też ma podskakującego krasnala blisko jelita grubego. Tam już zwłaszcza wszystko przelicza się na brzęczącą monetę. Zrobił ktoś podliczenie irackiego interesu? Oni zdobyli kontrolę nad największymi przeliczalnymi złożami ropy, a Polak co? Kilka drewnianych krzyży i wszystko! Jeżeli zaś liczyć to uszczerbek w budżecie MON-u. Pies im wszystkim mordę lizał, ale niech się od moich przodków i ich szabel z dala trzymają, małe szczekające kundelki u budy, co to im się wydaje, że brytany.

No tom sobie poujadał, a na osłodę tortem upiekł.

Jako i upis odstający to i ten niezwyczajny. Formę dokładniem cienko skrojonemi plastrami wędzonego, surowego boczku wyłożył. W garncu ziemniaki w mundurkach do miękkości doszły. Na patelni w kostkę skrojona pierś kurczaka z cebulą liczną w brąz dochodziła. Na koniec winem czerwonem podlana nieco go wpiła. Ziemniaki w puree poszły żółtek trzy dostając i piany z nich na sztywno ubitej. W środek między kurczak poszedł z cebulką, natomiast wierch ziemniaków serem żółtym tartym posypany został, boczek w krzyż, bo potrawa chrześicjańska i w post nie podawana doszedł. Całość na dobre pół godziny w rozgrzany piec do 180 stopni włożona została, no i moje wielkie frasunki swoją małą smakowitością rozbiła.

niedziela, 22 listopada 2009
krewetki od żmiji

No tom sobie żmiję na własnem memłonie wyhodował! Podział przecieć był jasny - kuchnia moja, ogród jej, gdziem się w nico nie wtrącał. Aż tu nagle patrzę i oczom własnym nie wierzę. Jej blog w kulinarny się zmienia! Przepis na pierogi ruskie zamieszcza! Nie o roślinkach i innych takich tam, ale o mące, twarogach, cieście pisze. Skandal i abominacja! Żeby nieco mnie uładzić krewetki sprawiła. Słowa powiedzieć nie mogę, bo zręcznie jej to poszło. W mące obtoczyła, na krótko, na głęboki olej z pestek winogron rzuciła, z dwóch stron zrumieniła na chrupko. Do tego dała puree zręcznie przyrządzone z gotowanego kalafiora, jabłka, cebuli, czosnku, papryki i dla poprawienia konsystencji ziemniaka. Przyprawione na ostro z jej ulubionem pieprzem rodem z Cayenne, aż barwy pomarańczowej dostało, bo i kurkuma doszczypczona. Obok zaś szpinak w liściach dosmażony z fasolką szparagową, marchewką i skrojonemi paluszkami krabowemi, całość doprawiona śmietaną. Paluszki lizać, nie morskie a własne. Jednak do końca by mnie nie uładziła, gdyby nie ivka76, która nagle to niczem niespodziewanem wyróżnieniem mnie uraczyła. Pierwsze miejsce, nie wiem czy to ważne dała za język i sielskość, czyli to czem zyję. Dzięki wielkie za te mecyje. Przez nią w te dyrdy do Szczęścia Mojego, pazury chowając udać się musiałem, by znaczek jakowyś przenieść i listę tych, których ja uważam umieścić. No to i czynię, choć może do dziesiątki nie dociągnę, bo ja na tej wsi mojej zagrzebany tyle chyba nie czytam, no ale cóż tam poprobuję:

1. Jej ogród - za cudowne kwiatów opisywanie

2. Plamka mazurka - bo to się i o ptaszkach bożych człek czegoś dowie

3. Brzuchomoowca - jadacz prawdziwy, któren wie, co smaczne

4. Kubek czy filiżanka - wiem z czego inni piją

5. Hanula - czasami dowiem się co w warszawce słychować, a i się pośmieję

6.grumko - niejednokrotnie swojemi podróżami po świecie, moje własne przywołuje

7. Trufla - za cudowne zdjęcia

8. Majana - dzięki niej nieraz za mąkę chwytam

9. Pasionfruit - natchnieniem w kuchni bywa

10. Wojtek Lewandowski - po Polszcze jeździ i tradycję propaguje, nalewki spija i chwali

Ufff. no tom i do końca doszedł, udało się a samem w to nie wierzył!



czwartek, 19 listopada 2009
chińskie zawijanki i gulasz

No i znowu Moje Szczęście za szaleństwa się wzieno. I ja biedak jej na to zezwalam, niedość tego aklamuję jeszcze i zachęcam. Oto co znaczy małżon pod pantofel wzięty i tak krótko, smycz, nie czas mam na myśli, trzymany. Nawet warknąć nie zdoła jeno sobie na blogu popiskać może. No ale jak dobrze się sprawuje to i nową klawiaturę dostanie, mysz kształtną do ręki leżącą. Ale wróćmy do kulinariów. W sklepach ci teraz towaru mnogo, więc nabyłem drogą kupna papier ryżowy oraz warzywa chińskie, skrojone. Moje Szczęście szybciutko je podsmażyło na krótkim oleju, do tego dodała na osobnej patelence spreparowaną wołowinkę w zapałkę uszykowaną, papier zmoczyła, a on w kręgi szykowany i szybciutko zawinęła w zgrabne pakuneczki. W knajpach zwane one spring rolkami, abo inaczej sajgonkami. Szybciutko je dała na głęboki tłuszcz by ze wszech stron doszły, chrupiące i jako przekąska były przepyszne.Wie Ci bestyja, jak do męskiego serca trafić. Co prawda jedna ze znajomych twierdzi, że ta co w żołądek celuje, trochę za wysoko mierzy, chcąc chłopsa usidlić. Ja tam nie wiem, ale dobrze pojeść lubię. To jednako nie był kulinarnych szaleństw koniec. Na drugie danie wydała gulasz z mięs mieszanych, czyli przedniej zrazowej wołowiny i kawale karkówki, łopatki i paru żeberek z wieprza. Wszytko to podsmażone i odpowiednio przyprawione dusiło się w sosie własnem wymieszanym z winem czerwonym, jeno marchwią, by słodkości dodać sprawione.

Na koniec szklanka gęstej z bieranej śmietany z łyżką własnej, żytniej mąki na zgęszczenie poszło. Ziemniaczki co w worku ,w piwniczce stoją ugniecione z mlekiem jako podkład poszły. Wiećej z tej poezyii nie pomnę bom z rozkoszy padł, no i obżarstwa trochę, alem do wieczora do się doszedł by na wysokości zadania stanąć. Coś za coś...

poniedziałek, 16 listopada 2009
sarnie żeberka pod cukinią

Ponieważ zacni niezwykle goście mieli zjechać w niedzielne południe do nas w gości, uznaliśmy z Moim Szcęściem, że i menu powinno stanąć na wyżynach Serdeczny druh od lat wielu nie widziany, a człek formatu wielkiego, jeden z wybitniejszych w kraju znawców prawa międzynarodowego, a i w świecie cieszący się estymą, dla prawości charakteru, on ci przywiedziony przez dobrego ducha domu, Panią Kasieńkę, co to córcię moją do matury z angielskiego wdrożyła, tak, że ta punktów tyle zaliczyła, iż sama w zdziwienie popadła. Najsamprzód rosół czysty wyjść miał, więcem go dzień wcześniej gotować na angielce począł. Tak to i udko kurczaka, szyja i skrzydło indyka w garniec poszło, jeno z angielskim zielem, czterema kulkami, dwoma jałowca leśnego i trzema liśćmi laurowymi powolutku noc całą bulbutało, soli jeno co na czub łyżeczki. Rano spiórkowane warzywa dopełniły całości - seler, por, papryka czerwona, biała, czerwona, żólta cebula, ząbek czosnku, pęd bambusa, źdźbeł kilka świeżego imbiru, marchew i pietruszka - wszystkiego po trochu, nie za dużo, ale równo by smak bogaty wydobyć a jednego nad drugim nie zdominować. To wszystko razem pięć godzin pracowało. Poprzednego dnia w czeluści lodowni wyszły na światło dzienne sarnie żeberka, swoje odleżawszy, kruche bardzo. Gdy lód wodą oddały natarte marynatą z garam i chana masali, czosnkiem niedźwiedzim i solą z kminkiem i suszonym selerem, oliwą podlane pierwszego tłoczenia. Gdy tak poczywały przykryte zostały w grube piórka zsiekaną cukinią, co ją w piwnicy po zbiorze trzymam, dokładnie ze skóry obraną, pestki pozbawioną. Brytfanna prawie po brzegi pełna, jeszcze lekko solą morską zroszona do pieca poszła takoż na godzin pięć, ale na temperaturę jeno 150 stopni. Na godzinę przed gości przyjazdem Szczęście Moje sałatę paluszkami porwało, do tego rukolę dołożyło i oliwą na pikantnie, nie za bardzo jeno dobawiło. By smak wyostrzyć doszły z sera naszego, któren w zaprawie oliwnej leżał tzatziki z resztą świeżych ziół, których jeszcze przymrozek w ogrodzie nie zwarzył. Ja zaś ryż basmati, co to pod kocem dochodził by każde ziarnko osobne było wydałem. Posiłek zakończyły pyszne rogaliki Pani Kasi, która w słodkim mocna niezwykle. Stół zaś ubarwiła buteleczka zacnego sauvignona przez Profesora przywieziona. Dyskurs leniwie się toczył, podczas którego niejednemu byłemu premierowi, czy ministrowi z czkawki oczka na wierch wyskakiwały, tako byli wspominani. Teraźniejszym takoż się dostało. Ale wszystko co miłe musi się skończyć, tako i pod dwór pojazd zajechał, nastał czas pożegnania. Jeno smak został...

poniedziałek, 09 listopada 2009
żeberka z jabłkiem i gruszką

Tem razem Moje Szczęście w kuchni zaszalało. Poszła ci ona na całość, jak to i zawsze. W sklepie mięsnym wypatrzyła żeberka, z wieprza sporego być musiały, mięsne takie a tłuszczem nie obrosłe. Ponad kilo do dom zniosła, w porcje udatne pokroiła a zmarynowała. Użyła do tego przypraw nie za wiele - sól morską, czosnek niedźwiedzi i sporą porcję pieprzu z Cayenne. Natarte lekkko oliwą skropione spoczęły pod pierzynką z jabłek słodko kwaśnych i spiórkowanej cebuli, ostrej co łzy wydusza. Tak to i sobie mało wiele chwil poczywały. Potem poszły do brytfanny, lekko wodą podlane, gdzie się dusiły by do miękkości dojść, pod przykryciem koniecznie. Gdy swój stan osiągnęły przełożone zostały na pokrywę brytfanny, która jednako za patelnię robić może i dodatkową kołderkę dostały, tem razem z w płaty  pokrojonej gruszki konferencji. Tak zgotowione poszły do piekarnika dobrze nagrzanego. Po 40 minutach były już pyszne, zbrązowione, smakiem wszelakim przeszłe. I co dziwne ostrości żadnej w sobie nie miały, mimo obfitości cayenne. Na górze czekała na nie brukselka z wody, bułeczką tartą z masełkiem polana i kapustka kwaśna z jabłuszkiem startem, olejem lnianem, na zimno tłoczonym dla zdrowotności polana. Tak to i z rezydentem żeśma się smakowitością wielką raczyli. Do tego doszedł kieliszek wina owocowego, młodego, tegorocznego, ale już swoją moc i smak mającego.

sobota, 07 listopada 2009
białe szaleństwo czyli krążymy wokół fety

No to i mamy po krótkim śnieżnym szaleństwie znowu piękną, polską jesień. Na wsi odpowiada mi każda pora roku, nie ma brzydkiego czasu a nadmiar zajęć powoduje, że nie ma czasu na nudę, zawsze jest coś do zrobienia, a jakoże ze Szczęściem Moim wzielim robotę nie na jedno a dwa życia tem bardziej. Czasu nie dogonisz, zawszeć ci on z przodu.

No ale jakom obiecał, że powiem, a właściwie napiszę słów kilka na temat sera co to się z fetą witał, trzebno go dotrzymać, to i to czynię. W naszej recepturze jest mleka pół na pół koziego z krowim, tak by pięć litrów wyszło.

Schłodzone czeka na wieczór, wonczas w jeden garniec idzie i do urządzenia pasteryzatorem zwanego, bardzo dobry zakup z Lidla, trafia nastawionego na ponad 70 stopni. Tam się pasteryzuje z godzinkę.

Latem skrzep wywołać można kąpiąc w niem kwiaty ostu, jesienią poręczniejszy jest sok z limonki jednej i kropli kilka podpuszczki. Skrzep pociąć trzeba cienkiem, długim nożem. Można też rozbijakiem do sosów robienia jeśli druty ma cienkie.Niech się dobrze w serwatce popłucze. Gdy chłodny odłowiony na płócienko i na odciekanie idzie, byle nie zbyt mocne. Prasa tylko lekko ustawiona. Jak się ładnie uformuje to do solanki go w roztworze bliskim nasycenia kąpać i pilnować by cały zanurzony był. Co dzień drugi przewracać by sól dobrze go obmyła. takie zabiegi czynić przez miesiąc, wonczas gotowy juże jest. Przed wydaniem na stół lub do sałatki dobrze jest tę część co do jedzenia przeznaczona wykąpać w wodzie źródlanej i na godziny dwie w lodowni odstawić, niech popływa. Niczem się od greckiego oryginału różnić nie będzie.

Cały można z krowiego mleka zrobić, jeno pamiętawszy, że to białe od zwierzęcia pochodzi a nie w kartoniku z napisem UHT się rodzi.

niedziela, 01 listopada 2009
okonie, bo sandacza zeżarł pies

No to i wracam powoli do życia. Wirus jakowyś mnie tydzień męczył, głos straciłem a i słabość naszła, takem i w łóżku zległ. No ale powoli wracam, to i do kuchni dojść radę dałem. Niestety oczy powinienem mieć dookoła głowy, bo na obiad dzisiejszy przewidziałem sandacza w warzywach. Ponieważ był ci on w lodowni, to na stole leżał by odtajać, ja w tem czasie do szklarni zaszedłem po jesienne ostatki. Na krzakach ostatnie wisiały pomidory i papryki. Gdym wrócił pies, bestia nieposłuszna rybę ze stołu ściągnąl i mimo, że jeszcze lodu pełna pół zeżarł, dobrze że zaczął od ogona, tom łeb i tuszy część uratował. Ale mięsa mało zostało i nie pozostało nic innego jak sięgnąć po raz wtóry do lodowni i wyciągnąć sprawione okonie. Warzywa skrojone, czyli papryka i leżąca w spiżarni cukinia poszły na oliwę by miękkości nabrać, gdy zrumienione dostały przetarte pomidory do towarzystwa i tak powoli bulbutały przyprawione solą, pieprzem i prawdziwym curry. Obok dochodził ryż pełnoziarnisty.Gdy ryby odtęchły poszły do formy posypane pietruszką cienko skrojoną i solą natarte, takie to sosem z dodatkiem czerwonej fasoli zalane zostały. Piec do temperatury 180 rozgrzany z góry i dołu juże na nie czekał. Nie za długo, minut dwadzieścia i pięć dojrzewały by na talerze z buraczkami zostać wydane. Do ryby białe wino i mimo psiego łakomstwa obiad w ucztę się zmienił.A jam zdrowieć począł.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl