środa, 30 listopada 2011
Europo nie daj ponieść się bykowi
 

Słowa, które padły ostatnio w Berlinie wagą swą równają się z tym co kiedyś powiedział Kennedy. Ten mur musi upaść. Mur atawistycznych niechęci, zaprzeszłych bóli, małostkowych zachowań co poniektórych podbudowanych na dodatek mocarstwowym zadęciem, szabelką w dłoni, która dawno zardzewiała. Panie Wołodyjowski larum grają! W pierwszym szeregu muszą stanąć najsilniejsi, dzisiaj to ci, których gospodarki płyną i to nie na spekulacyjnej bańce a w solidnej łodzi. Musimy wiedzieć za kim stanąć, kto naszym sojusznikiem, bo w polityce nie ma przyjaźni. O paradoksie historii, dzisiaj są nimi Niemcy, silni siłą swojej gospodarki, chcący z nami grać w jednej drużynie. Musimy stanąc z nimi w jednym szeregu by uratować Europę. Byk się zbiesił. Od Irlandii, poprzez Portugalię i Włochy rzuca się z nią na karku jak szalony. Nasza rola ważna, zrozumieć, że tylko w jedności siła, ambicje trzeba schować do kieszeni, ratować. Rozpadnie się ta Europa, którą dziś znamy, co za nią przyjdzie nie przyniesie nam nic dobrego. Wolę zachodnią demokrację od bizantyjskiego porządku, gdzie tylko car zmienił się w prezydenta.Gdy nie weźmiemy mocno udziału w grze inni rozdadzą karty. Dlatego też ministrze Sikorski trzeba Cię nam bronić jak brata, boś Ty z takim myśleniem nam bratem. Sam z siebie taki mądry nie jestem, bo przecież jestem tym co jem, a jem dobrze. Moje Szczęście tu przyczyną. Uwarzyła pyszną karkówkę. Najsamprzód sprawiła ją zacnie, nadziała skrojonym grubo czosneczkiem, wklepała przyprawy, w których przym wiódł czosnek tym razem niedźwiedzi, zaparowała to znaczy podlała wodą, mięso złożyła na kratce w w brytfannie, w zamknięciu dobre pół godziny warzyła,l potem dała na ostro i drugie pół bez przykrycia w podwyższonej o 50 stopni temperaturze czyli 150 dopiekła, na wierzch masełka dając,

 

co by skórka się wytworzyła własciwa. Podała z ziemniaczkami i rzodkiewką podpieczonymi na jednej brytfance z pieczenią i wspomnieniem z dzieciństwa - marchewką z groszkiem.  

 

Rozpadało się w ustach aromaty wydając. Taki hołd na cześć tej naszej biednej Europy, byle się nam zachowała.

niedziela, 27 listopada 2011
dzieciństwo wróć czyli przezroczysty schabowy

Zajeżdża do nas i to ku naszemu zadowoleniu coraz częściej Ola. Gościła już na ziemiańskich łamach i mam nadzieję nieraz zagości. Tym razem jak zawitała zdarzył się akuratny kawałek soczystego schabu. Ona dostała go w swe łapki i zadanie by obrobić. A śmiech a chichot złośliwy z ust jej nie schodził. Postanowiła przypomnieć nam czas miniony gdy mięso w okrawkach bywało kartkami wydzielane. Dla niej jednak był to smak dzieciństwa, takiego nie innego, ale na swój sposób radosnego. Wzięła więc mięso i metodą sztukmistrza ubiła tak, że co z jego drugiej strony się dzieje widać było. Wyszły płaty niezłe, ale nie przerwane nigdzie. Mąkę pszenną przesiała dokładnie, tortową, posoliła solą morską, pieprzu dodała. Potem już było tylko smarowanie dobrze rozbitym całym jajkiem i obtaczanie w mące, tak razy ze trzy. Potem już tłuszcz głęboki z oleju ryżowego i na nim smażenie na kolor złoty, nie za mocno, po dokładnym odcieczeniu na talerze. Towarzyszyły im ziemniaczki, nasze liniowe, z piwniczki, gdzie ładnie się przechowują, ale nie w sposób zwykły zrobione. Miały przypominać pieczone w ognisku i takie też były!A wzięła przygotowała miszkulencję z mąki pół na pół z solą, skórkę natarła oliwą, obtoczyła i włożyła na ponad godzinę do piekarnika 150 stopni. Wyszły pyszne! Marchewka kostkowana z zielonym groszkiem w zasmażce razem z brukselką talerze upiększyły.

 

Wcale źle nie było i komuny nie przypominało, zjeść się dało, choć jak co poniektórzy złośliwcy mówią, Ola panierkę lubi. Na przekąskę podała gniazdka z ciasta francuskiego z nadzieniem, które bardzo dekoracyjne i smakowite były.

 

Bo Ola umie i tak. Teraz w sobotę w "Bogocie" co się w naszym zamku mieści na swoich warsztatach raczyć będzie wraz z Panajotisem rarytasami greckiej kuchni. Ale tym niech się na swojej Kuchni Zmysłów chwali.

wtorek, 22 listopada 2011
miejsce spotkania - Plac Wolności w Poznaniu
 

No i namówiły mnie dziewczyny, będę promował moje sery na jarmarku świątecznym w Poznaniu. Zastąpi on Zielony Bazar z Rynku Bernardyńskiego. Udało się przekonać wszystkich  świętych i miejsce jest paradne, w samym centrum położone, bo namiot stanie na środku Placu Wolności. Malkontenci twierdzą, że to nie miejsce handlowe i konserwatywny Poznaniak nie przyjdzie tam po zakupy, ale z drugiej strony to czy chętnym na nasze sery i inne świeże marchewki jest ten właśnie? Po dotychczasowych doświadczeniach śmiem wątpić. Ja bym ze swoimi dzieciątkami na mróz przecie nie wyszedł, bo one żywe, szybko by obumarły, tak więc pomysł podchwyciłem i zobaczymy jak się w praktyce sprawdzi. Już wiem, że będzie Bożenka Sokołowska z Koziej Łąki, Rusłan ze swoją Frontierą, tak więc będzi po co zajść i popróbować. Ja zaś stanę w szranki z moim wędzonym co się znakomicie topi i na raclette można go podać wraz z moimi pomidorowymi powidłami.

 

Serdecznie więc zapraszam od piątku, od 10 na Plac Wolności.

niedziela, 20 listopada 2011
polędwiczki z kury
 

Dziwne rzeczy się na tym świecie dzieją. Szczęście Moje przyniosło do domu paczkę, na której napisane było - polędwiczki z kury. Długo na tem świecie już żyję ale o drobiowej polędwicy nie słyszałem, to i widać za krótko jeszcze, trochę do nauki mnie zostało. Córa moja młoda, co się na zootechnika uczy potwierdziła - tak się zwyczajowo mniejszą część kurzej piersi określa. Rzeczywiście, w opakowaniu były takie skrawki, okęski mięsa. Wziąłem obtoczyłem je w posolonej mące kukurydzianej pół na pół z przednią pszeniczną 400, pieprzu świeżo zmielonego dodałem i wrzuciłem na głęboki olej z pestek winogronowych, przysmażyły się na lekko złoty kolor pięknie, tłuszczu nie pijąc. Do tego były ziemniaczki duszone z koperkiem i przyprawiona cebulką i jabłkiem,  przez Moje Szczęście,  własno nożnie udeptana kiszona kapusta z olejem od Lecha Rutkowskiego na zimno tłoczonego posmak orzechów dającego.

 

Okazało się, że polędwiczki jednak swojej nazwy godne, z wierzchu chrupciutkie, w środku delikatniusie w ustach się rozpływające. Tak więc i niech im wszystkim będzie - nazwę przyjmuję, protestował nie będę. Takem i sobie dogodził by się exspose Tuskowego Donalda nie smucić. Zacisk pasa nam obiecuje, wszystko będzie dobrze dopóty, dopóki tenże z brzucha na szyję nie pójdzie.

wtorek, 15 listopada 2011
z wizytą u Ordynata
 

No i ruszyliśmy z Moim Szczęściem w Polskę, jak co roku w Dzień Niepodległości. Tym razem padło na Zamość, miasto idealne by dobrze człowiekowi służyć zbudowane. Myśl Hetmana Wielkiego do dziś mocno jest widoczna. Zaś rządzi tam Marcin Zamoyski,

 

już nie z nadania krwi a demokratycznego mandatu, miły i ciepły człowiek wygrywający w cuglach każde wybory. Zobaczyliśmy czym i jak włada, czysto, przyjaźnie, w ładnych barwach i blokowisk nie ma! Oczywiście w Stary Zamościu.  Ruszyliśmy też na Roztocze z jego serdecznymi plebanami, nie spod znaku księdza grzybka, a przesączonych ideą pracy organicznej, zbierających dorobek wiejskich pokoleń,

 

pokazujących jak się ludowi za Ordynacji żyło, widzieliśmy uroczyska gdzie jeno czarci furgają,

 

jechaliśmy brekiem ciągnionym przez parę dobranych koników polskich, jedliśmy biłgorajskie przysmaki, które grumko opisuje, czyli pierogi nadziewane kaszą gryczaną. popijaliśmy grzańcem smakowitym, nie odwiedziliśmy jeno przyjaciela naszego Włóczęgi bo czasu nie stało i wracać trzeba było do ziemiańskiego kieratu.

wtorek, 08 listopada 2011
moja własna strona, gdzie kupisz ser!

Trwało to długo, aż powiedzieć za długo ale w końcu jest! Moja własna strona, dzięki której można drogą kupna zrealizować marzenie o posiadaniu mojego sera. To tak żartem, teraz na poważnie - www.serygradzkie.pl powstała dzięki pracowitości i uporowi Mojego Szczęścia. Ona też w znacznej części zilustrowała to, co tam zamieszczone, pozostałe fotogramy dziełem jej i mojego dobrego znajomego Nikodema Pietrasa. Uch ażem się nie spodziewał, że tak ślicznie moje dzieciątka wyglądać mogą. Teraz jeno nagłaśniać, nagłaśniać i niech w świat idzie wieść, że www.serygradzkie.pl już się same promują!

 

PS Jażem to uczyniła, nie znając się zupełnie na takich rzeczach, ale faktycznie jak baba sie uprze... Strona nie jest jeszcze skonczona w pełni, wybaczcie. Postaram sie to naprawić niedługo. Emka1216

Tagi: sery
10:53, mag-43 , sery
Link Komentarze (11) »
czwartek, 03 listopada 2011
gdy czyścisz spiżarnię- miszkulencja!
 

Tak mi się nagromadziło w spiżarni, że garnców w szafie brakować zaczęło. Tu trochę, tam trochę, w mieseczce reszteczka. Uff, wszystko dobre, żal wyrzucić kurom. No tom wziął, wyciągnął brytfanne i na spód poszły warzywa z kabaczkiem na czele, które w przecierze pomidorowym były uduszone z mięsem mielonym, na to skrojone w plasterki ugotowane ziemniaczki, dalej kąski z kurczaka który ugotowany był, potem pieczony, ten przykryty został makaronem włoskim, zielonym bo z bazylią. Na wierzch poszły moje suszono wędzone pomidory polowe, z nich olej od Rutkowskiego zmieszany z czosnkiem niedźwiedzim, origano i lubczykiem rozciągnięty dwiema łyżkami śmietany i wylany do brytfanny. Wszystko to w zamknięciu pracowało w piekarniku przez godzinę na 150 stopni ustawionym. Wyszło tak, że paluszki lizać. Na talerzu co prawda bałagan,

 

ale to przecie miszkulencja.

wtorek, 01 listopada 2011
Kurczaczek wspominkowy

Dzień taki piękny, w szumie spadających liści można wspominać tych, którzy odeszli. To nie czas, smutku, jeno zadumy, przecie Oni żyć będą tak długo jak trwać będzie pamięć o nich. W naszym stołowym wiszą zgodnie mój Ojciec, obok Teść.

 

Jeden uśmiechnięty, radosny po kolejnym naukowym sukcesie, drugi poważny, jakby przytłoczony ciężarem wiszących na piersi orderów, Generał było nie było. W moim sercu żyją, trwają, gdy przymknę oczy są jak na jawie, tam w mojej jaźni zapalam Im lampkę wiecznego ognia, rozmawiam z Nimi, radzę się gdy przytłaczają problemy codziennego dnia. Nie mogę się przełamać by iść alejkami nekropolii. Ciężki kamień, który przytłoczył ich truchła jest dla mnie zimną barierą grodzącą od wspomnień. Wszak jednego i drugiego prowadziłem od światła do krainy cienia. Trzymali mnie za rękę oddając ostatnie stopnie ciepła. Dlatego wiem, że są, są we mnie, będą zawsze żywi, gdy ja będę stygnął przekażę promyczek wspomnień moim dzieciom, dalej będziemy trwali...

Ponieważ we Dworze Pani Matka obok duchowej strawy trzeba było i dla posilenia ciała coś zebrać. Ofiarą był kurczak. Poszedł cały w obfitości jarzyn w garniec. By smaku wykwintnego nabrać dostał po pięć ziarenek angielskiego ziela, czarnego pieprzu i takoż jałowca, pod koniec gotowania zaś pół łyżeczki szafranu. Wszystko miało być ugotowane na ale dente. Jarzyny poszły do sałatki, kurczak zaś do brytfanny. Wysmarowany został miodem gryczanym z czosnkiem i takoż tym niedźwiedzim, podlany lekko rosołem odkryty w temperaturze 180 stopni w piekarniku dojrzał. Rosół z zsiekaną, zieloną pietruszką w kubeczku, sałatka ręką Pani Matki obrobiona i kuraczek wspominkowy talerz zapełniły,

 

ciało było zadowolone, energii pełne, w te świąteczne dni.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl