czwartek, 14 listopada 2013
palenie tęczy

Znowu powiedzenie, brylujące na ustach ludzkości - obyś żył w ciekawych czasach, zyskało na wyrazistości. Święto narodowe upamiętniające odzyskanie niepodległości po tylu latach niebytu daje okazję do wypełznięcia z duszy Polaka wszystkich możliwych demonów. To już nie gromadka, to już dziesiątki tysięcy frustratów wychodzą na ulicę nie po to by świętować lecz wylewać nagromadzoną w sobie żółć. Co poniektórych nawet rozumiem. Minione dwie dekady nie dla wszystkich były czasem szczęścia. Transformacja i czas dzikiego kapitalizmu, który zresztą do dziś nie ustąpił, dotknęły tych najmniej zaradnych. Lecz przecie każdy musi dojrzeć i te zmiany, które pozwalają swobodniej oddychać, dają naszym dzieciom większe szanse niż życie w brudnym baraku, co prawda najweselszym, minionego obozu socjalistycznego. Ale nadal nie wiem skąd się biorą te ogolone łby, bijące w bruk glany, wywalone w górę łapy na pozdrowienie. Jedyny wniosek jaki mi się nasuwa to, że jest to wyraz słabości państwa. Z drugiej zaś strony nasz zachodni sąsiad też od czasu do czasu cierpi na takie przypadłości. Ale przecie my Polacy, kolorowe ptacy, byliśmy jeszcze nie tak dawno temu wzorami tolerancji i życzliwości ludzi wobec ludzi. Co się zmieniło, gdzie przyczyna, jak skutek wiadomy? Błędy w wychowaniu, ma rację Giertych gdy mówi, że czas wrócić do Sienkiewicza a nie Masłowskiej? Nie wiem, dumam, myślę i nic. Przypomniała mi się dawno temu czytana książka Brunona Jasieńskiego - "Palę Paryż". Tak jakby przez alegorię, dziś i znowu. Jedno jest pewne, selekcja negatywna ciągle działa. Nic nie umiesz, nic nie osiągnąłeś - idź do polityki. Tam nieudacznik może zostać kimś. Byle śliny w gębie starczyło.

Tagi: polityka
12:47, mag-43
Link Komentarze (12) »
piątek, 01 listopada 2013
zapieczony dzień duszom poświęcony

Tak jak wstecz patrzę, to i stwierdzam, że dzisiejsza rzeczywistość wcale ale to wcale mi się nie podoba. Straszni jesteśmy esteci, by zmarli nam nie przeszkadzali wypchnęliśmy ich z miast na obrzeża, by miejsca nie zajmowali kremujemy, przypominamy sobie o nich gdy nadchodzą listopadowe dni. Mój Starszy żyje we mnie na codzień. Czasem wykonując jakiś ruch łapię się na tym, że Jego kopiuję, widzę Go w swoim grymasie i uśmiechu. Cichutko się Go radzę jak mam postąpić, wszak to On był tym mądrym i wzorcem dla mnie ledwiem nad stól wyrósł. Dzisiaj młodzi za diabły się przebierają, zamiast sięgać pamięcią po doświadczenia minionych pokoleń. Dynia wydrążona ze świeczką na straganach stoi, a schodzi jak ciepła bułka. Wcale nie mówię, że listopad ma wiać smutkiem, nie, święto to ma być radosne, ale inaczej niż z amerykańskiego wzorca. Z uśmiechem na ustach wspominajmy tych co odeszli, patrzmy na to co nam zostawili w spadku, na Ich myśl i dorobek, lecz nie ten przeliczany na mamonę.

    No ale przecie nie samym intelektem człek żyje, to i Moje Szczęście myśl moją w formę zapiekła. Była to skrojona dynia Hokkaido razem ze skórką, kukurydza, kasza gryczana nie łuskana, dużo koperku zielonego, posiekany czosnek, brukselka przekrojona na pół.

Warzywa wszystkie i kasza podgotowane były przed włożeniem w naczynie. Na nie poszły plastry boczku mojego, wędzonego ze świni serwatkowej i lekko dojrzałego sera.

Całość polana została by skórkę dostać rozbitym w śmietanie żółtkiem. Gdy danie na stół wydane zostało wzbogacił je  sos czosnkowy na jogurcie. Wszystko rzecz jasna w miarę solą i pieprzem doprawione. Tak to i sobie dynię pożywaliśmy spoglądając od czasu do czasu na portrety Ojca Mojego i Rodziców Szczęścia Mojego co w jadalni nad stołem, jemu patronując, wiszą. Jeden ojciec  poważny, wszak Generał, drugi uśmiechnięty bo studentów wychowawca. A wspólne zdjęcie rodziców Szczęścia radosne i uśmiechnięte. Pamiętamy o Was, wszak żyjecie w nas i żyć będziecie póki pamięć nie zgaśnie.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl