środa, 30 grudnia 2009
ukochany boczuś przedsylwestrowy

Ponieważ zbliża się dzień kończący do tej pory anno domini nam panujący 2009 chciałbym za pośrednictwem tychże internetowych literek złożyć wszystkim życzenia wszelkiej pomyślności, tego zaś by nadchodzący conajmniej nie był gorszy od minionego. Wnosząc zacnym szampanem toast zakrzyknijmy wraz - VIVAT 2010!

Ja zaś przed  Sylewstrem polecę Wam mój ukochany boczuś pieczony ze skórą. By wyszedł należycie trzebno go bogato natrzeć przyprawami - lekko solą morską, dobrze pieprzem mielonem czarnem i zielonem, czosnkiem drobno posiekanem, czosnkiem niedźwiedzim, majerankiem, zmielonem kminkiem. Niech tak sobie w chłodzie poleży by przejść. Gdy wszystko wchłonie i zioła mokre będą na blachę go i do rozgrzanego na 180 stopni piekarnika skórą do góry. Tak niech tak pracuje z godzinę w nadmiarze. Jak skórka nabierze chrupkości to na drugi boczek go i znowu niech pracuje. Przewracać tak trza go z godzin cztery, bo boczek gruby ma być i mięsny. Wonczas smakowitości wielkiej nabierze i wydać go można z ziemniaczkami. i buraczkami własnoręcznie usmażonymi.   Gdy w przeddzień szaleństw jedzony na wiele ekscesów pozwoli, gdy ruchu będzie sporo to i nie zaszkodzi.

Niech się więc nam Swięci ten maluszek co go na młodziana chować będziem by jako starzec znowu w grudniu odszedł. Zdrowia, zdrówka, zdrowieńka....

piątek, 25 grudnia 2009
karp w postaci wszelakiej

No i Wigilia za nami. Nastał czas świętowania prawdziwego, dni dwa pełne spokoju, wśród najbliższych, refleksją napełnione.Można się wyciszyć, spojrzeć w głąb własnej duszy czyniąc rachunek mijającego roku. Ale ja na chwilę wróce do dnia wczorajszego. Było tak jakem sobie wszystko obmyślił. no prawie wszystko i o tym słowa dwa. Karpiam przygotował juże we wtorek. Sfiletowany w porcje przygotowany, solą morską przesypany, spoczywał przełożony cebulą w krążki skrojoną na dworze.

W czwartek przed wieczerzą, z godzinę, żem się za niego wziął. Przepłukany, dobrze ręcznikami papierowymi osuszony odszedł na bok.  W misce zaś powstała mikstura ciekawa - dwie szklanki mąki tortowej, dwa całe jaja, pół szklanki tartej bułeczki i gładko skrojony drobniusieńko czosneczek - ząbków cztery, to wszystko rozbełtane dwoma i pół szklankami lodowatej, gazowanej wody. Japończycy zwą to tempurą. W tem naleśnikowym cieście karp był kąpany, poczem wędrował do gorącego, głębokiego oleju z winogronowych pestek, gdzie w śliczną, żółtą kołderkę się oblekał. Dla tych co w cieście nie lubią obsmażyłem w mące i zupełnie gołe. Niemniej jednak ten tempurowy cieszył się największą sławą. Na drugi dzień do odgrzania powędrował do piekarnika, z którego wyszedł tako samo smakowity, że teść mój ryb na codzień nie jadający trzy kawałki bez oka mrugnięciem na ruszt wrzucił. Cebulka z przełożenia takoż się nie marnowała. Ciastem otoczona jak oponka z oleju wyskoczyła słodkością podniebienie wabiąc. Na koniec jeszcze jedno słowo - ryba lekkostrawną jest, gdyby nie to, wszystkie byśma przy stole rozpukli porutę wielką czyniąc. Tyle tego dobra na te dwa i pół dnia. Niech się dalej święci!!!!!

środa, 23 grudnia 2009
Wilia przy rodzinnym stole

Tem razem od zwyczaju odstąpie i jednego przepisu nie będzie. Oczami wyobraźni zobaczę to co jutro będzie, w kolejności stół zdobiąc imię Nowonarodzonego chwaląc.

Pierwsza to Wilia bez rodu seniora, ociec odszedł na mych rękach do lepszego ze światów, spokojnie usnął jeszcze się uśmiechając. Tak więc pamiętać będziemy, wiedząc, że duchem zawsze będzie z nami.

Najsamprzód opłatek połamany z życzeniami oby nam się. na stole czekają jajeczka przepiórcze w połówki czarnem kawiorem nadziane, po nich śledzie w postaciach różnych, tradycyjne, tako jakem je opisał, w czerwonem winie, gęstej śmietanie, słodko kwaśne szwedzki potop wspominające, pod pierzynką z warzyw gładko utartych conajmniej pięciu przykryte śmietaną zmieszaną z majonezem, octowe z bakaliami i jeszcze wielu innych. Wszystkiego jeno po kawałeczku, by miejsca starczyło. Teraz karp smażony, otulony tempurą, na wysokim tłuszczu, gorącem jak smoła w piekle, po niem pora na barszczyk z zakwaszonych buraków, postny mocnem wywarem jarzynowem rozciągnięty. W niem po trzy uszka dziane kapustą z grzybami pływają. Pora na przekąskę - latem zbierane prawdziwki, teraz kapelusze w mleku namoczone w jajeczku z tartą bułeczką skąpane usmażone. Po nich pierogi z kapustno-grzybowem nadzieniem i pikantnym serem spieczone na blasze. Gdy znikną sandacz w szarem sosie, rodzynką ubarwiony, za niem karp w galarecie cytrynką skropiony. Do śledzika wódeczka biała, kusztyczek, mocno zmrożona podana będzie, potem jeno szlachetne Chablis gardła spłukiwać będzie. By trawienie pospieszyć dzbany kompotu z suszu owocowego oraz orszada z żurawiny gazująca drożdżami podane będą. Po wieczerzy słodkie wyjedzie - tort,w tem roku na pomyślność makowy, drzewiej bywał orzechowy, pierniki zdobione i makiełki. Grać będziem laskowemi orzechami w cetno-licho i kolędy śpiewać przednie nalewki popijając. Dla dobrej wróżby spod obrusa ciągnione będą źdźbła siana.

Wszystkim, którzy do mnie zajrzą, w tem miejscu życzenia wraz z Emką składamy - By im się darzyło, zdrowia nie brakło, tak i niczego ani na stole ani w komodzie! Najlepszego!

poniedziałek, 21 grudnia 2009
wigilijny śledź tradycją wiedziony

No i Dzień Święty się zbliża, co to jednością nas z przodkami połączy. Tako jak i oni przy stołach siędziem, opłatkiem się połamiem i rozpoczniem tę jedyną w roku biesiadę weseląc się wśród żywych, pamiętając o tych co odeszli, czekając na tych co nadejdą. Jedno miejsce przy stole puste się ostanie i gdy do drzwi zapuka ten nieznany, przyjąć go trzeba, usadzić i wieczerzą uraczyć.

Jednego oprócz innych bogactw wielu zabraknąć nie ma prawa - wigilijnego śledzia, postnej ryby, co to czas czekania kończy. W mojem domu będzie ci on  w wielu postaciach, ale pierwszy ten w oliwie i o nim słów parę. Filety solone nadmiaru słoności trzeba pozbawić po to zaś w mleku przez połtora dnia poczywać muszą z dodatkiem liścia z laura, ziarnek angielskich i jałowca. Gdy juże kruchości nabierze w  wodzie dokładnie spłukany w kostkę musi skrojony i na dno półmiska wędruje. By niczego nie stracił dobrą, zwartą cebulą okryty z jednym w pól przekrojonym czosneczkiem i dziesięcioma dobrymi, grubymi rodzynkami - koryntkami i w paseczki skrojoną suszoną, wędzoną śliweczką. W toi takoż nowy liść bobkowy i ziarna z Anglii i jałowca. Nalany na pełno oliwą, może być sansa, w zimnej spiżarni tak dwa, trzy dni na wieczerzę czeka słodkości nabierając, łagodności w smaku, podniebienie sycąc by dzień Wigilii ozdobić!

środa, 16 grudnia 2009
Surówka z selera

Skorośmy gości się spodziewali zacnych, to i nie tylko o kapuśniaku, ale i o warzywach dla zdrowia pomyśleć należało. Leżą w przechowalni świeże, to znaczy wykopane z własnego, osobistego ogródka, późną jesienią selery. Pomyślałam więc, że coś dla zdrowia, smaku i wzmocnienia sił witalnych warto byłoby skomponować. Temat banalny, surówka  z selera.  Starłam więc na tarce z dużymi okami selery. Przyznam się, że z powodu ich smaku (słodkie i soczyste) i zapachu, musiałam obrać więcej niż należało, bo skonsumowana część została, bez czekania na pomieszanie z innymi składnikami.  Do tego starłam jabłek słodko winnych, obranych ze skórki do smaku. Trzeba pamiętać, żeby zaraz po utarciu skropić jabłka sokiem z cytryny, co by białego koloru nie straciły. Dodałam  ananasa, wcale nie w takich małych kawałeczkach. Wszystko porządnie wymieszałam z sokiem z połowy cytryny. Osobno w miseczce sos zrobiłam z oliwy, szczypty pieprzu Cayenne, odrobiny czosnku niedźwiedziego. A to dla złamania słodkości. Pamiętać należy, że do tej surówki, używam oliwy z oliwek, ale  innej niż extra vergine, która ma zbyt moim zdaniem ostry smak i intensywny zapach. Moim zdaniem bardziej pasuje ta, w kolorze złotym, łagodniejsza i bardziej neutralna.  Po wymieszaniu selera z  sosem, niech ten się chwilę odstoi i przesiąknie zapachami i składnikami. Nie wiem jak wy, ja to lubię. Gościom chyba również smakowało, bo półmisek pusty został.

poniedziałek, 14 grudnia 2009
przyszła zima - to ja kapuśniak

No i ochłódło, tako to i, że nawet snieg spadł. Dla oziminy to dobrze, jak przymrozi krzywda się jej nie stanie, pod pierzynką sobie poleży na wiosnę poczeka. Krowy, a właściwie jałowice mam już zamówione, prawdziwe simmentalki, czyli innemi słowy prawdzwiwe bawarki, zwierza serowara. Dojadą w styczniu. Pierwsza koza się okociła i jest już nowy, staroroczny przychówek, sztuk dwie. Na razie ich nie niepokoję, więc zdjęcia i opis pojawią się u Emki później.

Skoro zaś mróz ścisnął przyszła pora na kapuśniak. Mój taki zwyczajny nie jest, pracowitości wiela wymaga. Najsamprzód do gara idą - żołądków drobiowych kilograma pół, serc kurzęcych takoż, dalej świńskie ogony trzy i tyleż stópek tylnych na pół przerąbanych. Na wierzch zaś idą kości od schabu, wędzone. Przepłukane, do pełnego zalane, ledwie co z kilkoma ziela angielskiego kulkami i takoż jałowca, liśćmi z laura przyzdobione bulbutają leciuchno cały wieczór i noc na angielce, posolone co nieco. Potem zestawione do spiżarni wędrują by się mocno schłodzić. Wonczas smaluszek wytopiony można ściągnąć by nadmiar kalorii osłabić. Znowu na godzin kilka garniec na piec wędruje, tem razem już z warzywami w cieńkie słupki skrojonemi, by smak w głębię poszedł. Gdy te mięciuchne, mięso się odławia i kości psom w nagrodę, te zaś w kostkę średnio skrojone, raze ze skórkami w wywar wraca. Czas na kapustę, która musi być nie przekwaszona, średnia, z lekką twardością w liściu. Wonczas posiekać i wrzucić we wrzątek na następne godziny. Doprawić do smaku trzeba kminkiem, majerankiem i sosem sojowym, ja biorę teryiaki. Kwaśność dobieram aceito balsamico di Modena, ale porządnym. Gdy kapusta do pełnej miękkości dojdzie na stół wydawać można, Krogulec któren go poprobował, nos parzył, siorbnął raz po raz ale talerz pełen wyfasował. Jak na drapieżnika- nieźle. Również, jak na drapieżnika,  potrafi zaprzyjaźniać się w sposób bardzo bliski z kotami. A może to dlatego, że Piórko obok siedziało i charakter Krogulczy zmieniło? Na zdjęciu kota Kasieńka na Krogulczych kolanach. Na koniec zaś Szanownych Czytelników informuję, żem zgwałcony blog swój pod ocenę oddał i do konkursu go wystawił, co na bocznej listwie wyczytać możecie.

 

niedziela, 13 grudnia 2009
Zmiany

Postanowiliśmy z Emką połączyć i jednocześnie podzielić strefy wpływów. Blog Ziemianina będzie blogiem o charakterze kulinarnym, w którym również Emka będzie gotowała, a blog Emki, będzie blogiem ... ogólnorozwojowym? Chyba tak to można nazwać. Ziemianin czasami chce się wypowiedzieć również na tematy pozakuchenne, łaskawie więc, w tych szczytnych celach,  Emka udostępnia mu swoje miejsce na bloxie.

14:36, emka1216
Link Komentarze (4) »
czwartek, 10 grudnia 2009
Obama w Sztokholmie,a ja normalnie - mielone

W ciekawych, doprawdy czasach przyszło nam żyć. Niedość, że protestancką Ameryką rządzi czarny potomek mieszkańców serca Afryki o muzułmańskim imieniu, to jeszcze na dodatek będzie odbierał nagrodę Nobla, tę pokojową. To ten co teraz wysyła na wojnę, z góry przegraną, nikt jeszcze tam nie wygrał, kolejnych potomków zdobywców Dzikiego Zachodu. Nie można powiedzieć, agresorzy Afganistanowi już się przysłużyli, kraj pełen analfabetów coraz zręczniej posługuje się komputerami, nowoczesną techniką, nawet radia lokalne tam i w okolicy powstają vide Mułła Radio. Wszystko zaś po to, by niewiernym skórę wygarbować. To jedyne o czym tam myślą. A nasze podnóżki też ,w obronie zachodniej niby cywilizacji, ślą tam kolejnych najemników, pod pozorem, że to w Ojczyzny obronie. Narkotyki zaś, które finansują ten konflikt nadal szeroką rzeką na świat płyną.

Nic to, ja więc w domu normalnie - kotlety mielone, takie pokojowe, ręczne handgranaty, żeby było zwyczajnie, po prostu, po domowemu, jak za dawnych lat. Mięso wołowo-wieprzowe, a także indycze. drobniutko zmielone, doprawione solą pieprzem, trochę Cayenne, czosnku niedźwiedziego, do tego tak jak za PRL-u dodawano, wtedy jednak by ilość zwiększyć, teraz dla delikatności, odciśnięta, przedtem w mleku namoczona bułka, jajeczko całe no i tajemnic parę mojej Requiem in Pace teściowej- albo łyżki dwie gęstej śmietany, albo w środek kul formowanych odrobina dobrego masła,  dużo skrojonego świeżego koperku, może być pietruszka. Z zewnątrz wiadomo obturlane w bułeczce tartej i na gorący tłuszcz, u nas olej z winogronowych pestek kładzione. Do tego wyszły ziemniaczki z piwniczki, dobre, słodkomączyste (podsmażone na złoto) i brukselka z na masełku zrumienioną bułeczką. No i oczywiście mizeria, tą razą w łezki skrojona za radą Brokkerga (chyba jednak w słupkach lepiej nam pasuje). Jakeśmy sobie podjedli to i Obama nam przeszedł, a jako, że córki mam pacyfistki, żonę takoż, nikt mi się do armii nie zaciągnie dla tych kilku dolarów żołdu, więcem spokojny.

sobota, 05 grudnia 2009
schabowy z kurczaka

No i przymorziło z lekka, temeperatura się koło zera kręci. Co prawda dziwotą to być nie powinno, bo i grudzień,a święta jako to mówią za pasem. Moje Szczęście w temże miesiącu postanowiło przejść na potrawy lżejsze, czyli zejść z wieprza. Ale przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, więc zmienić trudno. Nie będzie schabowego, ale cóś tak obok, cóś w zamian. Piersi z doborowego kurczaka trza na grube kotlerty skroić, ręką zbić, lekko posoliwszy dać odetchnąć, jaja swojskie dobrze całe zbełtać i na talerzyku bułkę tartą mieć uszykowaną, skąpać i dokładnie okleić, na gorący tłuszcz, oliwę najlepiej z pestek winogron , bo nie daje zbędnego smaku, rzucić. Potrawa szybka, bo po 7-8 minut z każdej strony zesyczeć i odstawić. W garnczku ziemniaczki dochodzą, obok brokuł by ciekawej barwy dać. jak mawia Moje Szczęście - jada się gębusią, a je się oczami. Do tego tajemnica największa - mizeria z ogórków, ale skrojona w słupki, lekko grube, jeno w śmietanie, posolonej i sokiem z cytryny z pieprzem i czosnkiem niedźwiedzim, okąpana na pół godziny przed posiłkiem zrobiona. Ot i cała tajemnnica pysznego jedzonka.

wtorek, 01 grudnia 2009
potencjalna zupa z karpia na potencję

Jesień późna się już robi, wieczory szybko nastają, liści na drzewach braknie, ale nam jest wesoło! Pogoda dopisuje i twarze do słońca wystawić można, tako i nostalgia dostępu nie ma. Konie wziąć można w galopie pognać w pola. A ponieważ do sypialni wcześniej  niźli latem udać się trzeba to i menu odpowiednie być może. Szukając po pamięci wynalazłem zupę z karpia. W czeluściach lodowni jeszczem latem sprawionego znalazł, w dzwonka dzielonego, no to i nań przyszła pora. Najsamprzód warzywny wywar trza było nagotowić. Warzywa drobno skrojone, tradycyjna włoszczyzna z dodatkiem papryki czerwonej, pomidora całego, ze skóry obranego, różyczek kalafiora i imbiru świeżego spiórkowanego kilka godzin się wolno wzajem smakami przechodziły. Karp lód w wodę oddawał, suszony papierowym ręcznikiem, potem zaś natarty sosem ze świeżo wyciśniętej cytryny zmieszanej z sosem sojowym Teryiaki. lekko solą dobawiony na swą kolej czekał. Gdy wywar barwy dobrej pomarańczy nabrał dostał w się dzwony karpia i wdzięcznie je przyjął, bąbelkami drobnemi otoczył i szybko mięso zbielił. Tak ze dwadzieścia minut w towarzystwie krewetek malutkich, ćwiczył i jeno lekko zmielonem świeżo białem pieprzem i morską solą doszedł. Na talerze części dzwona poszły warzywem zdobione, lekko na koniec ostrym sosem Piri Piri skropione rosołem oblane same w gębę lazły. Tako i zupa ta ciało ożywia, że do alkowy chybko zmierzać można, chemii żadnej nie łykając. I z czystem sumieniem danie to reklamuję - teraz mogę, potem mogę i kiedy tylko i ile razy chcesz!

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl