niedziela, 31 marca 2013
kiełbaska świąteczna

No i przyszły te Święta, dziwnowate jakoś tak. Bo kto to widział w ten czas lepić zające i kury ze śniegu, jaja pod nimi.

Czas na kulig bardziej niźli bazi zbieranie. Moje pszczoły karmić muszę, a wściekłe, że aż strach, jednak przeżyły, jeno zbierać nie mają co i w ulach siedzą. We Dwór rodzina i przyjaciele się zjechali, to i Wam opiszę jaką to kiełbaskę, co po świniobiciu, drobno mielona się ostała i ją na stół wydałem. Najsamprzód trzeba lekko olejem dobrym głęboką patelnie wylawszy ułożyć porcyjki by dno zakryły, na nie pierzynką na półtora palca przykryć cebulą żółtą i czerwoną w piórka zsiekaną, tę wziąć i trochę poprószyć kurkumą, curry i czosnkiem niedźwiedzim. Tak zrobione trzeba pod przykryciem dusić by cebula była miękka, wtedy odkryć wrzucić pomidory, ja dałem moje suszono wędzone, dodać przecieru, mój z polnej Limy, podlać szklanką czerwonego wina.

Niech tak sobie pracują z dobrą godzinę na wolnym ogniu, smaki się przenikną, sos zredukuję na gęsto i można wydawać. Rzecz jasna wszystko poprzedzić musiało jajeczko ze święconki z rzeżuchą, którym rodzina się życząc wszystkiego najlepszego podzieliła.

Alleluja, życie się rodzi, zmartwychwstaje po zimie. Jeno, że jeszcze tego nie widać, ale przecie przyjść musi!

niedziela, 24 marca 2013
jest post, są krewetki

No i nam się zamieszało. Kardynałowie szybko się uwinęli, nie wiem czego do pieca nakładli, ale dym poszedł biały. W Metropolii zaś niejaka Ewa nowo obranego grubym słowem obrzuciła. Ja tam przeciwko nic nie mam, bo to każden osobnik płci męskiej, nawet ksiądz, mimo, że nie używa, posiada, ale forma nie ta. Było nie było demokratycznie obrana głowa jednej z największych religii świata, żeby w merytorykę uderzyła, poparcie by zyskałą, a tak forma walnęła ją w łeb. Co zaś najgorsze z krzywdą to dla teatru, który znam i bardzo poważam. Gdyby jej zabrakło na czele, żaden z pozostałych tego nie udźwignie, bo się nie nadają. Pretekst dała i to głupi. No ale dość o tym, post przecie to i wstrzemięźliwość w słowach takoż obowiązuje. Na stół poszły więc krewetki z krabami. Lekko to strawne, dlatego owocami morza zwane. Najpierw leciuchno podsmażone na dobrej oliwie, potem rozciągnięte pół wytrawnym winem, dorzucone płatki czosnku, grubo zmielony biały pieprz, czosnek niedźwiedzi, kurkuma utarta dla barwy, tak sobie musi chwilę bulbutać do zredukowania o połowę. Wtedy zaciągnąć trzeba wytworem z udziałem pomidorów, w naszym wypadku była to adżyka lekko nie za mocno pikantna, by smaku morza nie zabić.

Wtedy na stół wydać można z chlebem, z pełnego przemiału, którym sosik wylizać z talerza do kropli ostatniej trzeba. Tak to sobie poczywamy na Święta Wielkiej Nocy czekając.

niedziela, 10 marca 2013
makaron z owocami morza

No i przyszła pora by co lekcejszego zjeść, nie tam mięsem się objadać, ziemniaki w gardle widelcem popychać, pasa przy stole popuszczać. Temu celowi posłużyć mogą owoce morza. Danie to szybkie, smaczne wielce i nie wymagające dużo trudu. Dostać można oprawione już i zblanszowane zestawy w skład których wchodzą małe ośmiorniczki, mule, krewetki, przegrzebki czy sercówki.

Moje Szczęście dorzuca do tego jeszcze krojąc w małe odcinki paluszki krabowe, które rzecz jasna z krabami wiele wspólnego nie mają ale w tym zestawie dobrze grają. Tak więc niech najpierw do siebie dobrze przyjdą, gdy miękkawe wrzucić je na dobry olej, my na rzepakowym z Góry Św. Wawrzyńca czyli od naszego komiltona Lecha Rutkowskiego, lekko zrumienić, dodać trochę przecieru pomidorowego, u nas własny z polowej Limy, małą szklaneczkę białego wina i czekać by się zredukowała o dobrą połowę. Z solą uważać, dać białego pieprzu świeżo zmielonego i trochę kurkumy i cayenne. W garnku osobnym na głębokiej wodzie ugotować makaron spagetti, nasz był ze szpinakiem, więc zielony, na al dente.

Szybko idzie więc już po chwili wydać można. Smacznie, lekce strawnie, z uśmiechem na twarzy, czego na nadchodzący tydzień Wam życzę.

piątek, 01 marca 2013
delikatniusie zraziki w sosie chrzanowym

Ano przyznam się bez bicia, lubimy sobie z Moim Szczęściem od czasu do czasu dogodzić.Stara zaś prawda mówi, że przez żołądek do serca, tak to i trafiamy sobie na wzajem. Tym razem padło na zrazy. Mięso delikatne,młoda wołowina, ubite ręką zostało wysmarowane musztardą sarepską, chrzanem, posypane czosnkiem niedźwiedzim i bazylią. Chwilę tak poodpoczywało, potem zawinięte poszło garować na parę, na niej dobre pół godziny, dalej do głębokiej patelni, gdzie podlane lekko olejem Rutkowskiego i wodą z parowania, które to zostały rozciągnięte dobrym utartym chrzanem i musztardą stołową, dusiło się około pół godziny do zredukowania o połowę, wtedy na miejsce odparowanego naturalny jogurt. Na palniku obok poszły buraki zaparzone i ze skóry obrane, w grube plastry skrojone, których słodycz dociągnięta została sowitą łyżką gryczanego miodu z dodatkiem szlachetnego octu z Modeny, tak zglazurowane były dodatkiem. By talerz pełniejszy poszła jeszcze ukochana kapusta kiszona od Rafała Dendka spod Okonka, której niczym dobawiać nie potrzeba było.

Takeśmy sobie poobiadowali.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl