poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Trendy Chef i po nim

Przyszło nam, razem z Moim Szczęściem do Bydgoszczy ruszyć. Zaproszono nas, czyniąc partnerem imprezy, na wydarzenie o międzynarodowej randze, z udziałem Cordon Bleu. Na takie dictum ad verbum odpowiedź mogła być jedna - jedziemy. Hotel Słoneczny Młyn położony bajecznie, w centrum miasta a nad rzeką, niby ulica a oddalony i cichy. W sobotę waliły tam tłumy by ogrzać się w cieple sław, sama śmietanka polskiej kuchni, do tego młodzież a wśród nich przechadzający się niczem pawie dumne gwiazdkowi od Michelina mistrzowie z Europy. Wojciecha Modesta nie było bo i przecie on człowiek pracą zajęty, ale na pewno duchem był z obecnymi. Myśmy częstowali czym chata bogata.

Furorę robiły, oprócz serów rzecz jasna, nasze miodowe ogórki według XVIII wiecznego przepisu gdzie w zalewie jeno miód i ocet winny o znakomicie zbalansowanym smaku. Do galerii miłośników naszych serowych cudów przybyła rodzina Sowów. Pan Adam degustował, smakował i do torby pakował.

Ponieważ wraz z nami występował Michał Kuter poznańskiej już kultowej restauracji A Nóż Widelec z wielkopolską jagnięciną przez niego samego upieczoną, genialnym surowcem który na stałe postanowiliśmy wprowadzić to i udźca  P.Sowa podjadł i od razu zamówił by mu słać dla wyróżnienia od słodyczy. Ja zaś cicho się przyznam, że nie mogąc łakomstwa powstrzymać trzy babeczki z borówką upieczone pożarłem w skrytości do ostatniej kruszyny. Miło było niezwykle, ambicję moją również łechcąc, bo w spisie byłem umieszczony jako jedne z najlepszych serów w Polsce, Bydgoszcz sobie zapamiętamy.

piątek, 19 kwietnia 2013
zupa cebulowa a la ja

Co poniektórzy już mnie od czci i wiary odsądzali, że Moje Szczęście zaniedbuję, że tylko Ona mnie wygadza, a ja jeno co ładnie opisuję. Mimo nawału roboty, bo w polu nie wiada w co prędzej ręce włożyć, postanowiłem stanąć na wysokości zadania. Dodatkowo jeszcze jedna z owiec mi zeszła w połogu, ale potomstwo mnie zostawiła, więc recznie butelką karmić trzeba, jednak siarę odpiło i żyć będzie i już na meblach się rozkłada.

Wracając do kuchni ulubioną Mojego Szczęścia potrawą jest zupa cebulowa,  w nią to uderzę. Najpierw baza co niezwykle ważna jest. Wziąłem pół kilo kurzych łapek, pazurkami zwanych, do tego dwie indycze szyje, wszystko bogato zalane z liściem laurowym, angielskim zielem, ziaren pięć, po pięć róznych kolorowych pieprzów i tak niech sobie przez godzinę dobrą na wolnym ogniu pracują. Potem włoszczyzny nie żałować, gotować do miękkości, odszumować i wszystko odcedzić rosół jeno zostawiając, musi go być dobry litr, soli rzecz jasna do smaku,ja daję morskiej z Adriatyku. Na patelnię wrzucam trzy cebule w piórka pocięte, dwie żółte, jedną czerwoną, podlewam rosołem i duszę do miękkości, lekko podsypuję kurkumą, na koniec wrzucam cztery ząbki pociętego w plasterki czosnku. Gdy już leko brązowawe rozciągam rosołem i daję się przez kilka minut połączyć smakom. Obok powstaje grzanka, na dno miseczek idzie pocięty Kreuzer od Beaty Futymy z głębią smaku, wrzątek wlewam, kładę grzankę i nakrywam folią na kilka minut i wołam Moje Szczęście.

Dwór pełen aromatu a ja zadowolony z wykonanej pracy.

środa, 17 kwietnia 2013
kotleciki kurzęce delikatess

Moje Szczęście idzie dalej jako ta burza zrzucając zbędne kilogramy.Aże się obawiam by jej za mało nie zostało. Tak to i więc znowu dania, które w bioderka nie idą a smakowi zadość czynią. Ponieważ myśmy są zupne ludzie, więc drób często na stole gości. Gdy tuszka po ugotowaniu odłowiona nie zawsze chce się ją taką jeść. Można ją odkostnić i mięso na grubo pociąć w centymetrowe kawałki, do tego przyprawy- kurkuma, czosnek niedźwiedzi, pieprz cayenne, wszystkiego jednak w umiarze, za łącznik służą całe, dobre nasze jaja, tyle by masa gęstą była. Kotleciki trzeba uformować i delikatnie na rozgrzany olej kłaść, gdy się zezłoci na drugą stronę przewrócić i potem dać odpocząć. W garnku na gorącą wodę wrzucić bób, do dobrej miękkości ugotować, leciuchno oliwą zrosić by błyszczał, wydać z kotlecikami dołożywszy sałatkę z rukoli zmieszanej z kiełkami,

sałatą i sosem winegret, a także posypaną ziarkami słonecznika.

Ot i wszystko, smakowicie, nie tucząco i kolorowo. Tak to sobie i żyjemy.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013
a na obiad była lasagne

Wreszcie przyszła, jest, temperatura podskoczyła, kwiatki barwią zeszłoroczną trawę. Na pola wyszliśmy siać nawozy by pobudzić to co przezimowało. Jutro w ziemię pójdzie owies. Moje Szczęście też ruszyło by w ogrodzie porządki czynić, róże sadzić, płotki ustawiać, grabić to co zgrabić trzeba. tak więc wiele czasu i mecyi czynić nie można było by brzucho swego się domagające zapełnić. W lodowni stał pojemniczek mięsnego sosu z królika i dzika, pełen skrawków co od kości obrane zostały, no to wyciągnięty został. Do żaroodpornego naczynia poszły płaty makaronu lasagne nim przekładane.

Dla wzbogacenia dołożony został zsiekany boczuś z naszej serwatkowej świni, jako sos posłużył bulion co wczoraj był dobrze ugotowany bo zgalaretniał. Na wierzch znowu ten co w środku ale w cieniuchnych plastrach. Sos uczyniony był osobno. Na naszych pomidorach, co je w zapasie mamy, polowa lima w przecier uczyniona, do tego łyżka octu balasamicznego creme, plastry czosnku, zielona pietruszka i bazylia obowiązkowo, podgrzana miszkulencja, mało wiele posolona, lekko odparowana ozdobiła makaron. Zjedzone zostało do cna, sycące, smaczne i szybkie w przygotowaniu. Tak przecie można lodówkę z resztek zręcznie opróżnić.

niedziela, 07 kwietnia 2013
wołowinka na przekąskę obiadową

Trochem rozchorzał ostatnio. Ta zimowa aura wiosną poszła mi w kość, nos zapchała, nawet gorączką dała we znaki.Na to wszystko Moje Szczęście dało mi zakaz wychodzenia z domu i lekarstwa zaaplikowała. Najsamprzód było mleko na gorąco z masłem i miodem, potem na stałe herbatki owocowe zaprawiane naszym syropem z hyćki na miodzie, do tego rozpuszczone paskudztwa hot coś tam, anty grip coś tam, gdy i to mało skutkowało ruszyła z ciężką artylerią i trzy porcyjnym antybiotykiem we mnie strzeliła. Jestem już po, tak więc na równi wznoszącej, jeno że słaby bo tak te pastyle, które jak najrzadziej staram się brać, na mnie działają.Resztką sił zaordynowałem rosołek i to wołowo, z dobrego kawałka, kurzęcy na udkach z porządną włoszczyzną. Bulbutał sobie godzin kilka na wolnym ogniu, więc doszedł do starego złota. Warzywa w czas odłowione pocięte w średnią kostkę poszły do sałatki. Dodana została jeno mała, biała fasola,na to sos musztardowo-majonezowy z dodatkiem kurkumy i pieprzu cayenne oraz kiełki rzodkiewek.

Na parapecie w folię zawinięte przez tydzień dojrzewały by wewnątrz zmięknąć dwa avocado. Zostały ładnie wyskrobane od skórki i pestki, zmieszane z odrobiną soku świeżej pomarańczy z Sycylii, czosnku świeżego zmiażdżonego , trzy ząbki, ziarka taka mieszanka słonecznika, migdałów i żurawina suszona.

Pasta wyszła niezwykła, nią posmarowane zostały plastry zimnej wołowiny, do tego na talerzu sałatka i pyszność niezwykła powstała, lekkostrawna a radość dająca podniebieniu, do tego zdrowa na moje przypadłości.

czwartek, 04 kwietnia 2013
króliczek i karczek

Były Święta i już po nich, jeno pogoda się ostała. Śnieg nadal zlega, białe płaty świecą na polu, pszczoły znowu przyjdzie karmić, bo złe są a latać nie mogą, zresztą i nie miałyby się czym pożywić. Z zasobnego stołu zostały mi pieczenie. Włożyłem do brytfanny całego królika i karczek z dzika. oba dobrze przyprawione czosneczkiem, czosnkiem niedźwiedzim, moją mieszanką curry z dodatkiem pieprzu cayeńskiego, lekko posolone, dobrym olejem podlane. Takie zestawienie wydało mi się ciekawe niezwykle - wyrazisty smak jednego i łagodność drugiego, ciemne i białe. Obłożyłem całość w wolnych miejscach topinamburem.Na wolnym ogniu kilka godzin się dusiły, podlewane białym winem.Po dwóch godzinach zarzuciłem jak pierzynką skrojoną w piórka białą cebulą, dalej do miękkości tejże się dusiły. Potem dałem mięsu naturalnie wystygnąć i odstawiłem do lodowni. Następnego dnia wyjąłem, delikatnie od kości oddzieliłem, razem z sosikiem wyrzuciłem na patelnię, ten rozciągnąłem czystym jogurtem i tak podgrzałem.

Wyszedł aromat nieziemski, mięsa zgrzały się w jedno a rozpływały się w ustach, zrównoważenie wszystkich smaków, przy czem żaden nie przeważał. Nad tym wszystkim unosił się lekki dymek zapieczonego topinambura. Moje Szczęście dodało kapusty kiszonej od Rafała Dendka i przez siebie zrobionej ćwikły z chrzanem. Nic więcej potrzebne nie było.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl