niedziela, 27 kwietnia 2014
przepis na chaczapuri

Udało mi się uprosić Anielkę by swój przepis na chaczapuri podała. Od razu zaznaczam żem na kolana padać nie musiał ani stóp całować, życzliwa pani. Tak więc jak dostałem tak i przekazuję, dodając jeno, że ślina jak jakiemu odyńcowi nadal mi z pyska ciecze na samo wspomnienie uczty, którą nam we Dworze Anielka i Michał sprawili.

"30 g drożdży

300 ml letniej wody

2 łyżki cukru

0,5 łyżeczki soli

3-5 łyżek oleju

Mąka

Ser taki jak mozzarella (ale nie ten z płynem), ja przywożę gruziński suluguni, jest lekko słony 100 g roztopionego masła Po 1 jajku na każdy placek

Wymieszać drożdże z wodą i cukrem, dodać tyle mąki żeby ciasto było jak gęsta śmietana. Odstawić na 30-40 min. Dodać sól, mąkę i wyrobić miękkie ciasto, wyrabiać ok 20 min, aż przestanie kleić się do rąk, dodać olej, wyrabiać jeszcze 5-7 min i odstawić na 40 min. Musi podwoić objętość. Podzielić ciasto na 3-4 części, rozwałkować, tartą mozzarellę wyłożyć na brzegi placków i zrobić wałek, żeby ser był w środku, a placek nabrał kształt łódki. Do środka też włożyć ser. Wstawić do piekarnika 200 C na 15-20 min, kiedy ciasto zrumieni się, wyjąc i posmarować roztopionym masłem, a do środka łódki włożyć jajko, piec jeszcze 3-5 min, aż białko się lekko zetnie. Przed podaniem wymieszać jajko z roztopionym serem."

Na zdjęciu pól łódki jeno, bo danie było tak apetyczne, że jeść się chciało od razu, a nie zdjęcia robić! A sos czerwony od buraczków powstał. 

gruzińskie smaki

Zjechali we Dwór goście. Przemili, przesympatyczni, to normalne, jak większość naszych znajomych, ale ci są jeszcze bardziej nietypowi. Małżeństwo to mieszane, on Poznańczyk z krwi i kości, solidny, postawny, ona filigranowa, wdzięczna Ukrainka o ślicznym uśmiechu. To jednak nadal nic nadzwyczajnego, rzecz inna - ONI PRZYJECHALI Z WŁASNYMI GARNKAMI A W NICH POTRAWY! Ludzieńki moi mili, jakie to były pyszności! Anielka, ona to bowiem była autorką tych cudów, wydała najpierw zupę, była to charczo. Niby pomidorowa, niby gulasz, a jednak różna. Wywar przygotowuje się na wołowinie, której kąski w niej pływają, do tego ryż i papryka paląca jak ogień. Całość ma konsystencję, nie zupy do której przywykliśmy a gulaszu. Były w niej mielone orzechy, mieszanka świeżych ziół z odczuwalną nutą kolendry, cebula i całe papryczki chili. Pyszności jednym słowem rzadkie, paliła w gardło, ale spłukany naszym, domowym dwuletnim winem smak nie walił na kolana. Zaraz za nią wjechała jagnięcina długo pieczona na wolnym ogniu z pestkami granatu i bakłażanem. Wiem, że o tym pisać nie powinienem, ale wylizałem i wyssałem z sosu talerz. Mięso rozpływało się w ustach, mięciusieńkie, kruchuteńkie, nasycone smakiem. Nie będę podawał przepisu, bom przy gotowaniu nie był, ale powiem jedno - takich gości to ja przyjmować mogę codziennie! Deseru nie było, bo zaraz po mięsie wjechało chaczapuri. Jeżeli nie wiecie co zacz, powiem tyle, że smakowitość niezwykła - ciasto zapieczone z serem, lekkie i puszyste, obramowane wyższym progiem, w środku zaś rozbełtane jaja całe, wlane w odpowiednim momencie by się zupełnie nie ścięły, tak w postaci wiedeńskiej w środku pływały.

Przyznaję, pełny byłem jak ta beka ogórków ale to też pożarłem. Anielko i Michale! Drzwi naszego Dworu zawsze przed Wami otworem. Następnym razem postaram ja się czymś zrewanżować, ale tak wdzięczną pomocnicę chętnie do roboty najmę!

sobota, 19 kwietnia 2014
zielone babeczki

Święta nadeszły! Niby czas gdy radość powinna zawładnąć sercem, jednak zmącona tak jakoś. Wina po stronie czarnych stron ludzkiego umysłu. Stare Bizancjum chce się nam w nowej formie narodzić. Są na tym świecie ludzie, którym nie starcza, że mają co do garnka włożyć, czym się przyodziać, zimą jak ogrzać i żyć wygodnie. Roi im się panowanie nad światem. Mój Świętej Pamięci Ojciec krótko przed śmiercią powiedział - synu na tamtą stronę nic ze sobą nie zabiorę, a tu chcę zostawić dobrą pamięć po sobie. Tak długo będę żył jak długo w sercach waszych mój dobry ślad zostanie. Święte słowa niestety nie dla wszystkich przeznaczone. Dlatego też patrząc na dzisiejszy świat smuteczkiem mi trochę wieje.

Nic to, zielony kolor nadziei, dlatego też Wam, Kochani takoweż babeczki perswaduję. Wziąć 25 deko ugotowanego szpinaku, drobno posiekanego, tyleż samo brokułu, dodać dwa całe jaja, doprawić solą morską, pieprzem czarnym, świeżo mielonym, dosypać czosnku niedźwiedziego, może być świeży koperek, dobrze wymieszać na jednolitą masę, dla jej lekkiego zespolenia dosypać trzy czubate łyżki startej bułki, tąż samą wysypać foremki muffinowe. Rozgrzać piekarnik do 150 stopni i włożyć na 20 minut. Potem temperaturę zwiększyć do 180 stopni i tak potrzymać 15 minut, po wyjęciu z piekarnika posypać startym serem, oczywiście grądzkim (!) i pozwolić się we własnym cieple wystudzić.

Babeczkę włożyć do koszyczka i pójść na Święconkę z jajem co początek życia zwiastuje. Życzę Wam wszystkim tego co najlepsze, byśmy następnej Wielkanocy w niezmienionym, może lepszym świecie dożyli, by nam naszej kochanej Ziemi nie wysadzili lont podpalając ludzie źli, co niedaleko naszych granic stoją, byśmy doczekali chwili gdy pokrętna demokracja wyłoni takich, na których warto będzie głosować. Dzielę się z Wami święconym jajeczkiem i zieloną babką. Alleluja! 

czwartek, 10 kwietnia 2014
czas postu okraszony zielonym śledziem

Wiosna pełną parą, moje pszczółki pracowicie znoszą pyłek, mirabelka już przekwitła,czas na śliwy i czereśnie, bogato się zrobiło w ogrodzie.

Pola już obsiane, została jeno kukurydza, zboża przezimowały, zapowiada się pełny sąsiek latem, ale cicho sza, gdy kto ma warsztat pod gołym niebem, wszystkiego może się spodziewać. W kuchni zaś czas dań lekkich, czekamy wszak na Wielkanoc gdy to stoły uginać się będą od dobra wszelakiego. Szynki już zrobione, jeszcze lekko się dowędzają, teraz odpocząć powinny. Tak więc w kuchni czas na śledzia. Tym razem był inny, ale taki, że palce do tej pory oblizuję. Moje Szczęście wzięło pół kilo dobrego solonego i wymoczyło go w serwatce tak by jej słodkości nabrał. Skroiła go potem w paseczki ładne i kształtne by do buzi pasował. W miseczce obok ubiła dwa wyciągnięte łyżeczką dojrzałe, miękkie avocado, skropiła sokiem z limonki, dorzuciła usiekanego koperku i dymki, wszystko zamieniła w lekki puch dosalając i dopieprzając do smaku, ubogacając ząbkiem zmiażdżonego czosnku, strumykiem cienkim wlewając w trakcie dwie łyżki dobrej oliwy, zimno tłoczonej ze słonecznej Hiszpanii. W piękną, zieloną masę włożyła śledzia i dała mu sobą przejść. W garncu ugotowały się ziemniaki w mundurkach, mączyste takie a kruche zarazem.

Wszystko gdy wydane zostało na stół znikło w mig i jakem wcześniej napisał, do teraz budzi  tęskne wspomnienia, żądając powtórki.

środa, 02 kwietnia 2014
placek z dobrociami

Zaniedbałem się, zaniedbałem, przyznaję bez bicia, piany zwłaszcza. Niemniej jednak przyczyna tego zacna. Otóż wszedłszy kiedyś do księgarni w mieście Gorzowie przejrzałem z przyzwyczajenia półkę gastronomiczną. Ku swemu zdziwieniu stwierdziłem, że na niej nie ma pozycji o serach. Była jedna sprzed kilku lat i to na dodatek tłumaczona z angielskiego. Pani książkowa zapytana, czy gdyby miała możliwość zamówienia takiej pozycji wykonałaby jakikolwiek ruch w tę stronę, skoczyła w powietrze za ladą. Ależ oczywiscie - stwierdziła radośnie. Brakuje takich polskich pozycji, poszłyby jak woda. No tom się zawziął i od pewnego czasu wraz z Moim Szczęściem pracowicie walimy w klawiatury komponując to wielkopomne arcydzieło. Przyjęliśmy następującą konwencję - żadna ramota, luźna gawęda, na dodatek pisana z dwu punktów widzenia - Mars i Wenus. Do tego często, gęsto przeplatana konkretnymi przepisami i radami jak zrobić to co my robimy. Na razie osiągneliśmy poziom jednej ósmej tekstu, do tego będzie mnóstwo zdjęć. Tak więc wcale się nie lenię, jeno pracuję.

We Dworze zaś spokój. Kozy się wykociły, owce takoż, krowy dopiero czerwiec, lipiec. Do posiana została tylko kukurydza i pola będą gotowe, ozimina przezimowała akuratnie, można czekać na plony. ja zaś w kuchni postanowiłem zerżnąwszy podstawy od Włochów upiec placek z dobrociami. Pizzą nie będę tego zwał, niech nazwa pozostanie w Neapolu czy Wenecji. Polacy nie gęsi, swój język mają będzie więc placek. Wziąłem połtora szklanki dobrej pszennej mąki 650, wyrzuciłem na stolnicę, w naczyńku czekały - sto gram dobrego oleju rzepakowego,tłoczonego na zimno, szklanka podgrzanej do 35 stopni serwatki koziej do której wrzuciłem 1/3 kostki drożdży świeżych, łyżeczka cukru, łyżeczka soli i nic więcej. Ciasto zacząłem pracowicie wyrabiać po kolei i powoli dodając serwatki. Stolnicę i ręce od czasu do czasu posypywałem mąką, do tego momentu gdy dobrze wyrobione przestało się kleić. Wtedy odłożyłem je do miski, przykryłem ściereczką i pozwoliłem jak to się u nas w Wielkopolsce mawia - garować. Tak stało ze dwie godziny. W tym czasie pokroiłem mięso z ugotowanego kuraka, paprykę wielokolorową,cukinię młodą, por w drobne plasterki by go potem sparzyć dla oddania nadmiaru goryczki. W miseczce ukręciłem sos z adżyki Mojego Szczęścia z dodatkiem mojego jogurtu, dosolony i dopieprzony do smaku. Nadszedł czas by ciasto powtórnie wyrobić, urosło pięknie, więc wyrzucone na lekko posypaną mąką stolnicę poddało się pracy moich rąk. Gdy już dobrze sprężynowało rozwałkowałem nie za cienko, ot tak na pół palca, okręciłem wokół wałka i wyłożyłem by się nie porwało na blachę lekko posmarowaną olejem. Najpierw poszło mięso, na nie por, potem papryka i plasterki mojego koziego solana, dopełnieniem zielona cukinia. Całość oblałem sosem, który barwy nadał. Blach poszła na 40 minut do piekarnika rozgrzanego do temperatury 170 stopni. W międzyczasie Moje Szczęście ukręciło sos z avocado z czosnkiem, który ślicznie współgrał i w smaku i kolorze. Do tego było zielone z roszponką, kiełkami rzodkiewki i ziarnkami.

Danie było pyszne to i szybko z talerzy znikło. Tak to i we Dworze sobie dogadzamy w przerwach między pracą.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl