niedziela, 27 maja 2012
Roboty huk!

 

No to i się porobiło. Sery trzeba produkować, bo mleko się leje, do tego pomysł był i w życie wchodzi by przetwórenkę owocowo warzywną uruchomić. To i szparagi się kisi,

w zalewie konserwuje, eksperymenta różne z rabarbarem czyni, niedługo ruszą truskawki, po nich zaś hurmem inne owoce. Do tego pszczółki miodem ramki zapełniły, trzeba było odwirować. Wyszedł piękny, koloru starego złota, z posmakiem, ałyczy,  klonu i mniszka.

Teraz już czeka w słojach. Nie wiada w co ręce prędzej włożyć. Do tego jeszcze gryka do posiania, potem sianokosy, bo żywina nie będzie miała co jeść zimą. Gdzie tu czas na refleksję, zadumę nad życiem,pomyślenie czy jakiś koniec świata się nie zbliża? Taki to los rolnika, któremu jeszcze wydumki po głowie chodzą. Jakby jeszcze mało to najsamprzód był slowfoodowy Sandomierz a teraz równie sercu miły Lidzbark. Czy ja się mogę ze wspierającym mnie dzielnie Moim Szczęściem nudzić? Tem bardziej, że Ola Kuchnia Zmysłów nam sekunduje. Nie da rady, doba za krótka.

piątek, 18 maja 2012
będzie kuchnia z plusem
 

 

Zjechał w moje skromne progi Gieno Brzuchacz Wielki, a domu przyjaciel. Nie sam tym razem,   z całą filmową ferajną. Pojawiło się to towarzystwo bo Brzuchomoowca będzie celebrytą i gwiazdą telewizyjną! Kuchnia + nada, a właściwie już nadawać rozpoczęła, w niedzielę o 16.30 kapitalny program, którego tytuł Gieno sam wymyślił - Przez dziurkę od sera. No i mnie tam zabraknąć nie mogło. Tak więc zjechało się towarzystwo, dzień z życiorysu wyrwało i będę na małym ekranie. Dokładnie kiedy jeszcze nie wiem, ale jak wiedział będę napiszę. Powiem tylko, że niepoślednią rolę zagrał tu Krzywonos prezentując się w gienowych łapskach pięknie,


 

 

potem w potrawę go przerobił.

Od cyfra +

 

Więcej szczegółów nie zdradzę bo mi nie wolno. Teraz zaś jadę spotkać się z przyjaciółmi do Sandomierza na Dni Dobrego Sera. Na Zielonym Bazarze Ola będzie pełniła honory pani stoiska, a wiem że zrobi to godnie. 


niedziela, 06 maja 2012
konfitury i w ogóle dziać się zaczyna

Człek rozwijać się powinien, jak stoi w miejscu to cofać się zaczyna. Szare komórki pracować muszą, gimnastykować, porzucone w lenistwo wchodzą i wtedy im trzy ćwierci do śmierci. Tak szczęśliwie się złożyło, że znad morza Ola, pchła mała, zjechała, bo na jej talentach się nie poznali, a mnie w to graj. Dwór ją przygarnął no i bez zajęcia zostawić nie mógł. tak więc postanowiłem wraz z nią uruchomić ekskluzywną przetwórnie owoców i warzyw. Jej konfitury pomarańczowe już przecie sławne się zrobiły.

Sama Dama ze Starego Browaru do swojej kolekcji smakowitości je włączyła i regularnie nabywa. Teraz na ogień pierwszy pójdą szparagi, które kisić będziemy, dalej zaprawiać według receptury Pani Kasi,co to prawie jak rodzina, za nimi pójdzie rzewień rabarbarem zwany, no i zaczną się owoce - truskawki, czereśnie, agresty i porzeczki. wiśnie, jabłka, gruszki i wiele innych dobrodziejstw jak choćby kwiat czarnego bzu. W serowarni też się dzieje. Wymyśliłem i zrobiłem wędzoną riccotę na olchowym dymie.

Będzie się działo, będzie. By Wam smak pobudzić te piękne zdjęcia Mojego Szczęścia obejrzeć możecie. Dalej zaś do zakupów Was zachęcam.

czwartek, 03 maja 2012
miodek, pyszny miodek

Człek się uczyć winien całe życie, mózg jak mięsień, nie gimnastykujesz zanika. Najlepszym zaś ćwiczeniem jest zajęcie go czymś interesującym. Tak i ja postanowiłem będąc w wieku dojrzałym bliżej się z pszczołami zapoznać.

Tak więc zostałem bartnikiem. Ja, nerwowaty, w ruchach gwałtowny i te latadła co dla swej obrony mają żądła. Najbliżsi nie wierzyli, że to prawda a ja się z moimi małymi przyjaciółmi polubiłem, one wiedzą, że krzywdy im nie zrobię. Bzyczą i latają wkoło głowy wieszcząc, że rok dobry będzie, na tylnych nóżkach pożytek z kwiatów nosząc. kwitną wiśnie, rajskie jabłka, przekwitły śliwy i ałycze, będzie owocu trochę, bo zimnych ogrodników chyba już nie zmrozi. Rzecz jasna sam bym w to nie wszedł, mam Mistrza, co mnie w arkana zawodu powoli wprowadza.

To Kazio Jarnot z Lwówka, co na tej robocie zęby zjadł. Jego pszczoły też lubią. Jeszcze dwa tygodnie i będziem pierwsze podebrania robić. Nadstawki na ulach już stoją przez lokatorki zajęte. Oczyma wyobraźni widzę nalewki czynione na własnym miodzie, powidła pomidorowe i inne specjały. Och będzie się działo, będzie.

wtorek, 01 maja 2012
no to kurczak raz!

Warzywka i owszem. miłe są, ale od czasu do czasu, człek by cosik bardziej konkretnego zjadł. Moje Szczęście o tym pamięta i mnie nie zaniedbuje. Drób potrafi tak wysmyczyć, że aż ślina jako buldogowi cieknąć mi zaczyna. Wzięła, przedniego kurczaka, lenghorna, ładnie go sprawiła, dobrze obsypała,

lekko posoliwszy, czosnkiem niedźwiedzim z niedużym dodatkiem majeranku, odstawiła. Posiekała zgrabnie sporą garść selera i białej rzodkwi, tym kuraka nadziała, obłożyła go dodatkiem plastrami warzyw i tak przygotowanego wsunęła w rękaw do pieczenia, zawiązała i włożyła do pieca nagrzanego na 160 stopni.

Tam siedział przez dobrą godzinę. Barwy niespecjalnie zmienił, jeno sok dał. Myślałem ci ja, że może surowym chce mnie uraczyć, a tu patrzcie ludkowie mili - i warzywa i mięsko mięciusieńkie, w ustach się rozpływające.

Poezję nie tylko słowami można tworzyć, takoż na talerzu. Co raz to trafia mi do serca, którym i tak włada, najkrótszą drogą, bo poprzez żołądek.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl