niedziela, 26 maja 2013
siedzi baba na stole

Tak sobie siedzę i myślę. Chybam podobny do Tuska. Coś mi się wypaliło, ogień podgasł, za pióro chwycić się nie chce, nikt mnie nie przymusza. Jeno, że ja we Dworze siedząc pracą zajęty, sery tworzę, Zielony Rynek w Poznaniu podsycam, gdy on do tej Kancelarii na Alejach Ujazdowskich w Warszawie się przemyka, sam nie wiedząc co ze sobą począć. Władza wyniszcza, ściera uśmiech z twarzy. Pamiętam przeżycie moje z dawnego czasu gdym za notabla robił - po powrocie sobotnim ze stolycy wsiadłem niedzielnym rankiem do swojego samochodu, tyle że na tylne siedzenie, klepnąłem w nagłówek i zażyczyłem - jedziemy! A tu patrzcie szofera nie ma! Tak to władza człeka od ziemi odrywa. By więc na nią wrócić posadźmy na stole babę. Dobrze trzeba formę tłuszczem natrzeć, tartą bułką wysypać, w środek zaś włożyć zmieloną wieprzową szynkę, surową i świeżą  bardzo, wymieszaną z dwoma jajami całymi, jeno posoloną i popieprzoną czarnym z młynka, do tego dodać marchewkę młodą skrojoną z groszkiem, uklepać i wstawić do rozgrzanego na 170 stopni piekarnika.

Tam niech godzinę spędzi, wyłożyć ją, na stół wydać z ugotowanymi na krótko zielonymi szparagami. My by talerz ubogacić dodaliśmy sałatkę warzywną, z tego co z rosołu zostało.

No i nastrój lepszy, i chęci by do polityki wrócić zanikły, lepszy spokojny byt na polskiej wsi.

sobota, 04 maja 2013
zielona zupa pełna świeżości

Moje Szczęście to ci ma pomysły. Ja na Zielonym Bazarze szerzę kulturę jedzenia sera, ona dzielnie chochlę w ręku dzierży. Tym razem fantazja poszła jej w zupę. Nie jest to na szczęście ta z szyjek rakowych macicy co poznańskim restauracyjnym jest przebojem, ale wiosenna, świeża i zielona. Najsamprzód w garnku utopiła w kostkę pokrojony wędzony boczek z naszej świnki serwatkowej. Do boczku dodała płatki czosnku i sałaty różnego rodzaju porwane na małe kawałeczki. Jak nabrały ciemnego koloru, wodą zalała i doprawiwszy, gotowała ok 25 minut. Wszystko to z jogurtem wymieszała i następnie zmiksowała ale nie do końca, żeby zielenina w zupie widoczna była. Przed podaniem na wierzch dała miazgę czosnkową,  starty, mój ser na grubej tarce i duużo koperku. Wyglądało ślicznie, smakowało tak samo, mimo, że leciuchne nasyciło nas po zjedzeniu pełnej miseczki. Nic więcej nie trzeba. Nastrój był taki jaka pora roku - wiosenny.

piątek, 03 maja 2013
niech się święci 3 maja a my deser

Tak to i - niech nam żyje Maj, trzeci Maj! Nie udało się spróbować czekoladowego orła, nie wiem zresztą czy był z gorzkiej czekolady, inaczej tylko bym mógł nieco polizać. Ludkowie rostomili, śmiech  mnie ogarnia. Po Polsce hula jak starszy brat  w wierze po pustym sklepie skrajność. Jedni w bogoojczyźniane ubrani szaty na klęczkach wycierają kościelne kurze, inni łapią zrzucane biało czerwone ulotki, ważą je by wymienić na słoneczne okulary w kolorze lila róż, albo zjadają czekoladowego ptaka.No i patrzcie, znowu się dzielą, jedni na drugich patrzeć nie mogą. A może tak spokojne, skoro już tych 460 błaznów pod takim czy innym pretekstem dało nam wolny dzień to odpocząć sobie z najbliższymi, dzieci po główkach pogłaskać, żonę, męża przytulić, pójść na spacer do lasu, albo parku co najmniej. Oni zaś lubią pod byle pretekstem się nie lubić. My z Moim Szczęściem by frasunki dnia codziennego sobie osłodzić zjedliśmy deser, prosty niezwykle, bo to co najprostsze najlepsze zazwyczaj. Inspiracja znaleziona w książce naszego druga po patelni czyli "Łapy" - Grzesia Łapanowskiego. Nasz serek świeżaczek skrojony w plastry pół centymetrowej grubości, na talerzyku ułożony, lekko skropiony dobrą oliwą z truflami białymi, obłożony kuleczkami ze słodkiego melona, na to nasza konfitura z pomarańczy, zwana pomarańczowym miodem.

Ot i wszystko a smak taki, że aż kubeczki wariują ze szczęścia! Tak mało potrzeba a 3 Maja staje się dobrym świętem. Jeno co poniektórym owoc do przetworu użyty z krasnalami Frydrycha może się skojarzyć i my takoż za lewaków uznani będziemy.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl