niedziela, 24 czerwca 2012
wianki u Hrabiny
 

Tradycji stało się zadość. Jak co roku ruszyliśmy podwodami do sąsiedniej miejscowości by uczcić Dzień Imienia  Hrabiny Łąckiej Tyszkiewicz. Czy potraficie sobie wyobrazić moi mili mieszkańców wsi, która  w całości należała do jej przodków, ale dziś w XXI wieku, prowadzących ją pod ręce nad jezioro by posadowiła na wodzie wianek

 

i śpiewających - kochamy Cię, Alleluja, kochamy Cię? Jak nie z tej rzeczywistości, do tego sołtys o swojskim imieniu i nazwisku Wacek Słoma, dyskutujący o czterech rycerzach wyekwipowanych przez okoliczne wsie na bitwę pod Grunwaldem,za co później o cztery lata Lwówek otrzymał prawa miejskie, że już starczy łożenia na miasto, teraz czas na sołectwa, one muszą pięknie wyglądać i za podatkowe pieniądze mieć kwiatki i rabatki. Hrabina swój rodzinny dom odnowiła pięknie, błyszczy jak perełka na tle obdrapanej rzeczywistości,

 

do tego zdobyła miłość mieszkańców, stojących dziś za nią murem. Jej imieniny to święto całej wsi, na którą ta stawia się w komplecie. Do tego patrząc na włościan miłym okiem okoliczne ziemiaństwo, dziś mieszkające na ogół w metropolii i nie zajmujące się rolą, dystyngowani panie, panowie, dobrze po osiemdziesiątce. Obraz jak nie z tego wieku. Kochamy Cię Pani Nino! W przetwórni zaś powstają konfitury z morwy, zdrowe niezwykle.

sobota, 16 czerwca 2012
jak w rolę celebryty wchodzę...
 

Ludkowie rostomili, jeśli chcecie obejrzeć mnie i dzieciątka moje serami zwane zerknijcie w niedzielę do Kuchni+ gdzie Gieno Miętkiewicz przez Dziurkę od Sera spoglądać na mnie będzie. Co sobie przypomnę ten "tynk" na gębie to mnie pusty śmiech ogarnia. Tak jednak są wymogi szklanego ekranu i by im sprostać Pani Reżyser ganiała za mną z pudernicą w ręku bym nie blikował. Ale czego się nie robi dla przyjaciół. tak więc ci co na kablu siedzą i mają w zasobach Kuchnię niech o 16.25 zerkną życzliwie i nie ganią za to moje skromne parcie na szkło, jeszcze w rękawie mam jednego asa ukrytego, ale o tym sza, powiem dopiero gdy będzie pięć minut przed premierą!

wtorek, 12 czerwca 2012
Wiwat Biało Czerwoni i szparagi

Nie wiedziałem ci ja, że emocje sportowe tak mocno łączą się z jedzeniem. Mimo, że kibic ze mnie żaden do oglądania tego jak określają narodowego święta nakłoniła mnie moja młodsza latorośl, co z dwoma uczelnianym koleżankami praktyki zawodowe u mnie odbywa. Ba, nawet browara z tej okazji staremu ojcu postawiła. Ja zaś, ponieważ w gospodarstwie szparagi się przetwarza, postanowiłem tychże garstkę ugotować. A jak się krygowały, a jeść nie będziemy, a my nie głodne. Nic to zrobiłem po swojemu. Dobrze obrane włożyłem do gorącej wody z łyżką soli i takąż cukru, do tego sto gram porządnego octu jabłkowego. Gotowanie nie trwało więcej jak 10 minut i wyłowiłem cedzakiem do płaskiego naczynia. Polałem lekko spróżoną tartą bułeczką na oliwie z oliwek, właściwie zgrzaną. Panny, nie, nie ale jak na boisku dziać się zaczęło, jak  adrenalina w żyłach krążyć zaczęła poczęły widelcami dziabać, piszczeć, krzyczeć, stwierdzały, że tylko jedzenie emocje im uspakaja i kilo ugotowanych jako sen złoty znikło. Szczęściem mecz skończył się jak się skończył, więc spokojnie warzywo zdrowe mogły strawić. Tak to jadło z piłką się spotkało.

niedziela, 10 czerwca 2012
omlet dla królowej
 

Pani Matka wpadła w żołądkowe perturbacje. Z tegoż też powodu skróciła swój pobyt w sanatorium. Schudła też niemożebnie, wyssało z niej wszystko co można, a przecie można było niewiele. Do tego stomak się skurczył. Jak do mnie wróciła przystąpiłem do pracy nad jego rozciągnięciem. Musi być tak żeby jadły usta i oczy. Zgodnie z zasadą, że śniadanie zjada się samemu, więc ma być obficie i dobrze. Wziąłem cztery jaja gęsie, rozdzieliłem białka od żółtek, te pierwsze lekko posoliwszy ubiłem na sztywno, potem przyszła kolej na wielkie i piękne w kolorze, wieżą rozbiłem, takoż szczyptę soli dawszy i płaską łyżeczkę słodkiej papryki. Mieszając pianę wolno wlewałem żółtą masę nie pozwalając jej siąść. I to był koniec cudów. Patelnia lekko przeciągnięta oliwą i wlane wszystko pracowało przez 10 minut na wolnym ogniu od czasu do czasu kolistym ruchem ruszane by całe zastygło. Na wierzch tylko szczypior ścięty i można było podawać.

Królewski stół by się takiego śniadania nie powstydził. Pani Matka zjadła ze smakiem wszystko do ostatniej okruszynki, nie dość tego jeszcze zażądała kromeczki z konfiturą truskawkową przez Olę - Kuchnię Zmysłów spreparowaną, która takoż do naszego luksusowego butiku trafi.

piątek, 08 czerwca 2012
kwitnie hyćka, kwitnie

Białe kwiaty na przydrożnych krzakach wabią mocnym aromatem. To i my niemi przyciągnięci zapasy na zimową porę czynim. A ponieważ Pan Bóg przykazał się dzielić z bliźnimi swemi darami to i je wstawimy na naszą stronę www.serygradzkie.pl. Będą dwa rodzaje. Jeden wykwintny, dla tych co wyszukane smaki lubią, na naszym miodzie, co go pszczółki pracowite zebrały i na cukrze, dla tych co chorobę zimową porą będą chcieli przepędzić.

Ola - Kuchnia Zmysłów smak odpowiednio ubogaciła dobrą cytryną i pomarańczą, tak więc pije się to jak małmazyję jakowąś. We Dworze też zapas odpowiedni zostanie. Najważniejsze zaś to, że śladu chemii w tym nie ma, choćbyś nie wiem jak szukał żadnego E z cyferkami się nie doszukasz,

kwiaty zaś zbierane przy naszych, wewnętrznych drogach, gdzie jeno co to ktoś rowerem pojedzie, albo z podwórca koło gorzelni, gdzie prócz koni nikt nie zagląda. Zimowe ziębiska i kaszle od tego uciekną wnet.

poniedziałek, 04 czerwca 2012
byliśmy w Lidzbarku

No i byliśmy w stronach od naszych odległych na prastarej Ziemi Warmińskiej, gdzie snują się duchy Prusów i Jadźwingów, gdzie Krzyżak mieczem dzwoni z krwi o biały płaszcz ocierając. Kraina przecudna, dziwów pełna. My zaś nic jeno w luksusy subtelną ich wonią wabieni szybko bieżymy. Hotel Krasicki w gościnne swe progi nas przyjął, chlebem i solą powitał. Wszystko to zasługą panów Mirka Sienkiewicza i Jurka Wiśniewskiego, ludzi nadzwyczajnych, dlaczego zaś takich dalej wyjaśnię. Zaprosili nas w imieniu tej krainy na Dni Dobrego Sera, tak więc odmówić nie było można. Podjęli gościnnie, chlebem i solą, winkiem dobrym i jedzonkiem pysznym niezwykle, co dziełem Mistrza nade Mistrze Krzysztofa Mazurka było, czyli szefa kuchni zamkowej. Zapowiadało się perłowo. Przyszedł sobotni ranek, pogoda wycięła hołubca chichocząc złośliwie. Zwaliła namiot Spomleku do fosy, zbiła szyby w chłodziarkach, powaliła pomniejsze pałatki. Do tego zaś niebo na to zniszczenie płakać łzami deszczu zaczęło, wiatr poły podrywając zawywał. Przecie w taki ziąb pies z kulawą łapą tu  nie przyjdzie! Inni by się załamali, nosy zwiesili, po mysich dziurach się chowając. Para moich bohaterów cios przyjęła dzielnie, imprezę do wnętrza przeniosła, wici, że tak się stało wszem i wobec rozniosła. Ludkowie moi mili, Lidzbarczanie nie zawiedli, stawili się tłumnie, Burmistrz takoż człek godny zwijał się jak w ukropie, robił co mógł i roli podołał. Wspierał go dzielnie Marszałek Województwa.

Impreza co dwa dni trwała udała się tak, że lepiej nie można, wsparła go dzielnymi muskułami załoga Agrovisu nie patrząc na godziny, byli na każde życzenie. Dzięki tym zacnym ludziom mogłem porozmawiać z szefową KUCHNI, gdzie w ostatnim numerze moje zdjęcie, Madame Wrońską i jej niezwykle zacnym mężem Pawłem,

którego pióro wysoko cenię. Powiedziała na widok mojej wystawy - ach, to sławne Sery Grądzkie, ażem rumieńcem jako dzięcielina spłonął. Edyta Olszówka z apetytem pojadła Grądzkiego, mówiąc, że i owszem.

Marszałek Protas rzekł, że Francuzy mogą sobie z tyłu za moimi stać. Było więc miło niezwykle! Oświadczam więc wszem i wobec - za rok w Lidzbarku Warmińskim będę! Przy takich ludziach i takiej atmosferze miasto to godne miana Stolicy Polskich Serów Zagrodowych, Farmerskich czy jak je zwać będziecie. Chylę jeszcze raz przed organizatorami za niezłomność ducha czoła i wytrwałości życzę.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl