piątek, 27 czerwca 2014
trochę mnie zatkało...

No i tak to bywa czasami, że człeka przytknie tak, że ni dechu złapać nie może. Tak to i ze mną było. We Dworze praca rwała się jako ten ogień w rękach. Sianokosy przerywane deszczem, trudno było zebrać, do tego festynów różnych wielość niezwykła. W Lidzbarku musiliśmy być, źle napisałem, nie musieliśmy a bardzo chcieliśmy. Jest to jedyna jak do tej pory w Polsce czysta impreza gdzie wystawiają się tylko i wyłącznie serowarzy rodzinni, farmerscy, czy zagrodowi. Jak się zwał tak się zwał, nieważne, to jest nasze serowe święto. Podróbek jest sporo, oryginał jeden. Widząc, że rośniemy w siłę podszywają się pod nas wielcy gracze marketowi, ci którzy wyrośli ze spóldzielni mleczarskich, teraz już nimi nie będąc, operując na globalnym rynku łakomym okiem patrzą na to co robimy zastanawiając się jak tylnymi drzwiami na naszym stoliku się umościć. No ale nic to, damy radę i nie pozwolimy sobie w kaszę dmuchać.

Równie pracowicie jak ja czas wiosenny i wczesnoletni spędziły moje pszczółki. Z ramek lało się płynne złoto. Akacja, bo to już drugie miodowanie, dała sporo, wiadra podstawione pod wirówkę napełniały się w mig.Będzie czym okraszać przetwory, będzie sporo syropu z hyćki, dla nie wiedzących - z kwiatu dzikiego bzu. Natomiast znakomitą letnią przkąską na ten czas mogą być kluseczki serowe. Robię je z bouche de chevre, czyli tłumacząc na nasze koziej gęby. Serek to zacny wykonany techniką mozzarelli ale w kształcie rurki o przekroju 4 centymetrów. Kroję go w plasterki grubości około centymetra, panieruję lub nie, rzucam na rozgrzaną patelnię pokrytą leciuchno dobrą oliwą i obsmażam na złoto, minutka z jednej, minutka z drugiej. Serek się nie topi, lekko tylko spływa po krawędziach. Na stół można go równie dobrze wydać z miodem jak i polędwiczką z kurkami.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl