niedziela, 14 lipca 2013
dary lasu i ogrodu

Zaczyna się we Dworze piękny okres. Na stół wędrować poczynają dary lasu i ogrodu.

Klucznica Elyżbietta, ćwierkając radośnie, wywlekła na rowerową wycieczkę do lasu, przyjaciela domu Wojtka, kiedyś najznamienitszego sportowego dziennikarza miasta Poznania, teraz stypendystę ZUS-u. Energia mu została więc mimo cienkich opon i hałd piachu nie dał się dzielnie pedałując. Tamże, znaczy w lesie naszli maślaki i kozaki, do dom je zwożąc.

Moje Szczęście w przeddzień gotowania zmacerowała polędwiczkę świni serwatkowej, pogłębiając jej kruchość. Natarta ziołami z ogrodu w oliwie swojej kolei czekała. Na dno grubego garnka poszła z ogrodu przyniesiona, w plastry skrojona młoda cukinia, na to mięso, dalej grzyby (co to je Elyżbietta i Wojtek zebrali), do tego płatki czosnku.

A by sos stworzyć nasza adżyka pikantna. To wszystko dusiło się powoli. Na sam koniec garściami wielkimi, by aromat w nozdrza bił, zasypane zostało świeżo zrywanym koprem zielonym. Obok zaś piękna, bez śladu łyka jakiegokolwiek fasolka, w naszych stronach szabelkiem zwana, do tego bób młodziutki. Gdy duszenina doszła do siebie, a było to na niskiej temperaturze, 100 stopni nie przekraczającej, więc długo, wraz z jarzynami potrawa została na stół wydana. Żal mój był wielki, myślałem, że mi co na rozpoczęcie tygodnia zostawią, głodna Litwa jednak wyżarła wszystko. Elyżbietta z tego znana, że nawet mycia szczędząc talerz wyczyściła.Jeno bobu i fasolki na pociechę trochę stało, tom je podwieczorkiem wyjadł.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl