poniedziałek, 31 października 2011
serów mniej i mniej
 

Z jesienną pluchą, gdy zielonki już nie ma, tak i mleka coraz mniej. Normalna kolej rzeczy, prawo przyrody, kozy przygotowują się do wykotów, więc trzeba je powoli zasuszać. Tak to i jesiennych serów będzie mniej. Szczęściem  półki w dojrzewalni pełne, bo latem szedł litr za litrem w białe złoto się zamieniając. Teraz dochodzą do siebie, żyją pod skórką, smaku i aromatu nabrawszy. Czarne Krzywonosy, sciemniałe Herbowe. są pomarańczowe Grądzkie, dochodzą te z macierzanką i majerankiem, jest i Bomba czosnkowa nadająca się do starcia na makaron czy sałatkę. Czekają w szeregach karnych by pojechać do tych co je chwalić będą.

Tagi: sery
10:07, mag-43 , sery
Link Komentarze (4) »
piątek, 28 października 2011
kaczusia pyszna,pysznowata
 

Moje Szczęście poszło na głęboką wodę, postanowiło zrobić od początku do końca siama kaczkę, kaczusię i to całą, a wydana miała być przed gronem zacnym, które fuszerki nie popuści. Najsamprzód oczyściła dokładnie, potem środek wyłożyła ząbkami czosnku marynowanego, jabłkiem i gruszką, solą natarła, ziołami z oliwą z lekka. I teraz będzie niespodzianka - przez dobrą godzinę podlawszy wodą wstawiła na kratce w brytfannie na palnik. Obłożona jabłkami, gruszkami i krążkami cebuli kaczka,  się parowała na ogniu nie za dużym, gdy woda prawie całkiem wyszła, dodała na dno nieco oliwy,  posypała pokrojonym selerem naciowym i wstawiła do piekarnika by dopiec do końca i skórkę uczynić chrupiącą. To było ze trzydzieści minut na 180 stopni. Wyszło cudo, jam sam ją kroił a mięso było jak masło, nie rozpadało się a mięciusie było nadzwyczajnie.

 

Sos o aromacie wyciskającym ślinianki, jabłuszka, gruszki z czosneczkiem piękną stanowiły ozdobę i omastę.

 

Poszła i minęłą jak sen złoty, Szczęście Moje wszyscy wołają o bis!

niedziela, 23 października 2011
znowu byłem na Zielonym Bazarze
 

Dziewczyny, które wymyśliły sposób na ożywienie martwiejącego Rynku Bernardyńskiego w Poznaniu nie popuszczają, muszę się tam stawiać regularnie w każdy sobotni poranek, by słowa  raz danego dotrzymać.

 

I jak się okazało impreza ta działa na mnie motywująco - zrobiłem kozi bunc, był jaśniutki, zwarty, czysty, no i co najważniejsze szybko znalazł amatorów. Do tego w pudełeczkach czysty grani, słodziutki i niewinny, a może służyć dzieciom, które nic co krowie jeść nie mogą. Moje dojrzałe jak zwykle cieszyły się niesłabnącym powodzeniem, znikały aż miło.Człek do tego sobie pogadał z miłymi ludźmi a pogoda dopisała nadzwyczajnie. Tak więc do następnego sobotniego ranka!

środa, 19 października 2011
serowarzy się jednoczą

Otóż Mości Szanowni Czytelnicy! W ostatnich dniach Dwór zaszczyciło niezwykle zacne towarzystwo. Zjechali się bowiem Mistrzowie Mleka w postaciach różnych. Był Rusłan, tym razem niestety sam,bez Sylwii, razem twórcy genialnej Frontiery z owcy, Mistrzyni cudeńka istnego koziej chałwy Bożenka Sokołowska, Honoratka i Tomek Strubińscy spod rąk których wychodzi Kozidymek, Mariusz Purgała autor Klasztornego, no i na okrasę Farmerka Beata Futyma, wszystkim znana ta od Kreuzera. Z boku uśmiechając się życzliwie przyglądał się nam, bo i Moje Szczęście było, Gieno Brzuchomoowca. Na stół wydany został bursztynowy rosół z kogutków, potem też same razem z sosem z dziczyzny upieczone.

 

Nie jedzenie tym razem było tematem a nasze bolączki i problemy. Premier Tusk w czasie spotkania obiecał nam, że w rozwiązywaniu spraw pomoże. To i my by go za słowo trzymać postanowiliśmy się zrzeszyć. Tak powstała idea powołania najpierw Stowarzyszenia Serowarów Rodzinnych a jego śladem takiejż Izby Gospodarczej. W jedności siła, jednego szybko złamią, gdy będziemy jak ta wiązka rózg liktorskich rady nie dadzą. Poza tym Premiera trzeba szybko łapać za słowo, czas mija, wybory za nami, pamięć ułomna. Tak więc - Serowarzy całej Polszczy łączcie się! Tworzymy wszak nową jakość, budujemy wartość dotąd nieobecną, której już zazdroszczą nam Francuzi czy Włosi. Coś z niczego i mamy poparcie Was, smakoszy, którzy wiedzą co dobre.

czwartek, 13 października 2011
Poznań zaprosił mnie w swe progi
 

Zebrało się grono zapaleńców, no i rzecz się dokonała. Na Rynku Bernardyńskim w Poznaniu co sobotę od godziny 9 ruszył Zielony Bazar. Dziewczyny mnie wypatrzyły w Wąsowie i odpuścić nie chciały. Mam się z moimi serami stawić i już. No to wyjścia nie było, Panie każą, sługa musi. Ruszyłem się z Dworu i do nieulubionego miasta zjechałem. No i rzeczywiście zeszło się luda co niemiara, brali aż miło było patrzeć, a przecie pogoda nie była nadzwyczajna, deszcz popadywał, wiało. Nic to, tak więc takim zainteresowaniem pobudzony i w tę sobotę stanę wraz z innymi producentami wyrobów chemią nie skażonych i takich, bez obrazy żadnej, których w Biedronce nie uświadczysz. Będą świeżaki, Krzywonos rzecz jasna, czysty Herbowy, a i z macierzanką, pomarańczowy z papryką, będzie można i kiełbasy koziej popróbowac. Sercem otwartym witał będę. A o tym, że moje sery kozie spod ogona nie wypadły niech świadczy to pismo,

 

które załączam.

środa, 12 października 2011
królik cały a pyszny
 

To i wybory za nami, tak jak było, tak jest. Ciekawym jednego, jak ci co obiecywali wywiążą się z dawanych obietnic. Mnie osobiście słowem ręczył Premier Tusk, że będzie wsparcie dla zagrodowców sery produkujących. Zobaczymy czy nie plewa i z wiatrem uleci. Ja się przypomnę. Tak to i do kuchni wróciłem, bo Moje Szczęście całego królika, świeżego dostarczyło i zrobić trzeba było. Najpierw natarłem go świeżą bazylią i lubczykiem zielonym, do tego zbity czosneczek, soli morskiej nie za dużo, oliwą natarty dzionek cały tak sobie poleżał . W brytfannie złożyłem go do pieca. W zamknięciu popracował dobrą godzinkę, potem drugą otwarty, polewany dobrym reńskim, białym winem.

 

Skóreczka delikatniusia na nim powstała, roszony nie wysechł, był pyszny, delikates, mecyja co na sześć nie za dużych porcji starczyła. Do niego poszły kluseczki zielone, takie bo dałem porcję gotowanych ziemniaków przez praskę, porcję szpinaku ugotowanego i podpróżonego zer śmietaną, porcję mąki ziemniaczanej, wszystko po równo i następnie pszennej tortowej by ciasto do palców lepić się przestało. Do pomocy miałem zręczną kuchareczkę Olę, tę co to indyjszczyzną nie tak dawno nas pasła. Ciasto poszło w wałek i na szagówki skrojone do gorącej, posolonej wody.

 

Z sosikiem spod królika wchodziło zacnie. Tak to i od czasu do czasu się we Dworze jada.                              .                                                                                                             

piątek, 07 października 2011
przyjęcie u córci
 

Przyjemnie jest gdy człeka od czasu do czasu przyjmą i dobrze zrobione jedzonko pod nos podstawią, potem statory zniosą i o nic troszczyć się nie każą. W ostatnim czasie kolejne, ale nie za duże lecie obchodził ojciec mojego wnuka,

 

no i córcia kryjąc wszelkie szczegóły przed wszystkimi przyjęcie wydać postanowiła. Rzuciła na szale wszystkie swoje umiejętności i doświadczenia, a przecież jeszcze nie ma ich za dużych i popłynęła na głęboką wodę. Najpierw przekąseczka - śledzik w dwóch rodzajach, jasny i czerwony, zaciągnięty papryką, skrojony w wąskie paseczki, zawinięty w zręczne koreczki. Przypomniał mi teraz szerzej nieznane moskaliki w octowej zalewie. Tak mi przekąska smakowała, żem zgromadził wstydliwie w serwetkę zawijając, niezłą kolekcję wykałaczek. Potem był szampan i gromkie sto lat dla dziarskiego płetwonurka, taki bowiem jego zawód, zupa krem delikatny i maślany z wielu warzyw dobrze przetartych.

 

Clou programu był długo oczekiwany indyk.

 

Tu strach był największy, przecie ptaka tego łatwo przesuszyć i w niesmaczny wiór zamienić. Nic z tych rzeczy, córcia pilnowała go na przemian i tak samo troskliwie jak wnuka, polewała sosem co pod niego ściekł, nie odkrywałą, przyprawiła jak się należy ingrediencji nie nadużywając. Wyszedł piękny, kruchuteńki i soczysty nad wyraz, wiem bom sam go kroił. Przyjęcie zakończył tort sprawiony przez matkę jubilata.

 

Wszystkie renomowane cukiernie mogą się przy nim schować! Jeśliście z okolic Poznania jedźcie do Chyb, szukajcie domu sołtysa, tę funkcję bowiem pełni, pytajcie o Ewę, piecze na zamówienie. Była to leciuchna biszkoptowa chmurka, przełożona, potem przykryta różnymi kremami, w ustach wszystko to się rozpływało, kubeczki smaku wprawiając w pełną orgię. Oczy ciągle chciały ale kałdun tak pełny, że ruszać się było trudno. Córuś, możesz stać przy kuchni, wstydu nie przyniesiesz, dostarczysz zaś doznań o które w dzisiejszym czasie coraz trudniej.

wtorek, 04 października 2011
Wąsowo w slow foodowej aurze
 

Wąsowo świeciło w ostatnią niedzielę niczem gwiazda na firmamencie dobrego jedzenia. Jan Wieła z rodziną wyprzedził mnie o dobrych kilka lat. Będąc dobrym gospodarzem, no i mając lepszą ziemię zainwestował w budynki. Folwark Wąsowo jest piękny, czysty z równymi wystrzyżonymi trawnikami,

 

może być wzorem, tak więc bo było gdzie zjechało tam nas wielu. Była Beatka Futyma z mężem serami nagrodzonymi,

 

chlebami uroczył Damian Nowak, konkurował z nim Kaziu Kucz, był mistrz nad mistrze Hieronim Błażejak ze swoimi nalewkami,

 

do tego różane konfitury ze szczecińskiego, ryby spod Międzychodu, wędliny od doktora Maryniaka, obok zaś wabiła Kruszewnia, na dworze zaś karmił Stefan Słociński wyrobami ze świni złotnickiej. Smak na smaku i smak gonił. Do tego wielkopolski Slow Food edukował kulinarnie dzieci,

 

zabawa niezwykle przednia i miła. Pogoda dopisała nadzwyczaj więc było się czym cieszyć. Impreza jest drugą z rzędu i należy mieć nadzieję, że tak będzie dalej. Moje sery takoż świeciły na pięknych, czystych blatach stołów przygotowanych dla wystawców. Brawo Panie Janie, biorę z Pana przykład i dzielnie będę gonił. Mam nadzieję, że Linie będą też tak kiedyś wyglądały.

niedziela, 02 października 2011
Premier a sery
 

Wybory przed nami, ważą się losy, co też będzie dalej. Nas serowarów, ale i innych wytwórców unikalnych wyrobów zaprosił do siebie Premier. Ponieważ na takie zaproszenie nie odpowiada się inaczej jak przyjazdem, tak to i ja wsiadłem w "Lecha" i pojechałem. Przyszedł, popróbował, potem usiadł i przemówił. Obiecał, że przejrzane zostanie prawodawstwo nasze i unijne i na ile nasze od tamtego odstaje. Powiedział, że będzie tropił absurdy, stropił się gdy usłyszał, że ci których wyroby powinny być chlubą gnębieni są bzdurnymi kontrolami, że milimetr mniejsza etykieta, lub brak spacji mogą być powodem wielotysięcznej grzywny. Tak być nie powinno. Jako pierwszy w naszej nowej historii ma szansę sprawować funkcję pierwszego ministra po raz wtóry. Będziemy czekać, spokoju nie damy, słowo nie plewa, będziem rozliczać i patrzeć czy była to jeno przedwyborcza słomiana szmatka, gadka czy słowa prawdziwego gospodarza. Na razie było widać, że Premier odrobił lekcję, którą dostał w Korycinie i wie o czym mówi, ale jakże często w tym kraju kończyło się na słowach. Marnowano ludzką inwencję, zapał i talenty, urzędnicze durnoty ważniejsze były od zdrowego rozsądku. Poczekamy i zobaczymy co się będzie działo po 9 października.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl