środa, 31 października 2012
wszystkich świętych....

To już trzeci rok minął od czasu gdy Mój Starszy po raz ostatni uścisnął mi dłoń i znieruchomiał. Cielesność zniknęła, duch został. Często łapię się na tym, że szukam podobieństw w swoich zachowaniach i Jego, w gestach słowach, skrzywieniu ust gdy stoję przed lustrem goląc się. On dla mnie żyje, nie odszedł. Dlatego tak trudno pójść mi na cmentarz, stanąć przed zimną płytą z wyrytym na niej Jego imieniem.Data skończenia ziemskiego rozdziału napawa mnie smutkiem. Kiedy spoglądam na jego uśmiechniętą twarz na fotografii, która wisi w naszym salonie mam odczucie, że jest, że zaraz wygłosi którąś ze swoich profesorskich perror, że powie, że pokieruje. Obok niego mój drugi wielki przyjaciel, ojciec Mojego Szczęścia, generał a nie jak wojskowy, jak mówi oficerska córka Moja Pani Matka. Jego też się radzę w chwilach zwątpienia. Dopóty, dopóki masz rodziców jesteś dzieckiem, ja jestem półsierotą, ale i tak jest powód do małej radości, teraz zmąconej niepokojem, bo idąc do domu poślizgnęła się i złamała nogę, Moja Starsza co chwilę powtarza, że jestem pierworodny i że mnie kocha. Pojadę na nekropolis, rozłożę zielone gałęzie z lasu, który tak kochał, ale nadal bez świadomości, że On tam, metr pod ziemią. Dla mnie jest ze mną. Teraz zaś najważniejsza Mama i jej zdrowie. On za nią tęskni ale wie, że mnie nie może Jej zabrać. Czuję to

piątek, 19 października 2012
kaczusia milusia

Moje Szczęście postawiło na kaczkę. Od czasu do czasu trzeba podniebieniu podmaślić. Ładna była, francuska, więcem ją natarł miodem, własnym, pasiecznym wymieszanym z octem balsamicznym i solą. Tak postała sobie ze dwie godziny. Szczęście nagotowiło farsz – starte winne dwa jabłka i żółty kabaczek, do tego czosnek niedźwiedzi i trochę tego zwykłego, bazylia i takie różne inne.

Tak spreparowana, obłożona krążkami cebuli i jabłka i obsypana słupkami selera i marchewki poszła do brytfanny lekko podlanej olejem z winogronowych pestek i odrobiną wody.

Najpierw przez około godziny dojrzewała na parze, puszczając soki, potem pół godziny dochodziła w piecu nabierając skórki. Trzeba dodać, że by sos był dobry kołderkę przecież dostała z jabłuszek i cebuli lekko posypanych pieprzem cayenne by za słodka nie była, a boczki okrywała marchewka z selerem.Tak sobie trwała do obiadu, a gdy pora właściwa nadeszła poszła na stół z chlebusiem od Michała Kutera z poznańskiej restauracji NóżaWidelec na Czechosłowackiej, od którego uzależnić się można, do tego kapustka kiszona Rafała Dendka z ekologicznego gospodarstwa.

Uczta była co niemiara z aromatami takimi, że jeszcze do tej pory na wspomnienie ślinka mi cieknie!



niedziela, 14 października 2012
pstrąg łososiowy a la carte

Pojawił się na półkach pstrąg łososiowy. Moje Szczęście postanowiło na nim poprobować swoich talentów. W szklarence ostały się prawie ostatnie pomidory, więc je zerwała, cebulkę takoż, fioletowej bazylii ci u nas dostatek. pachnąc pięknie suszy się na werandzie. Tych to składników użyła. Najsamprzód na niewielkim oleju z pestek winogron zredukowała skrojone pomidory z cebulką, płatkami  czosnku, obficie użytą bazylią, do tego kurkuma, sól, pieprz rzecz jasna.

Pstrąg w tym czasie odpoczywał przetarty oliwką, lekko posolony,  czosnkiem niedźwiedzim posypany. Gdy sos wodę stracił porcje ryby jak na królewskim łożu na nim wylądowały.

Ogień zmniejszony i tak 15 minut parował. Delikatniusi, pieszczący podniebienie wylądował na talerzu w towarzystwie jesiennej kapustki czyli młodej brukselki i ćwiartek pomidorowych popieszczonych jogurtem. Tak to się we Dworze jada. Trzeba sobie lekko podmaślać. Idzie jesień w swej ponurszej części, potem zima, byle tylko śnieżna.

Dzięki tym czerwonym kulom czuliśmy ostatni posmak lata.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl