czwartek, 16 października 2014
tunezyjskie wspominki

 

Wyjeżdżając do krajów północnej Afryki człowiek odczuwa lekki niepokój. Wspomnienia arabskiej wiosny nadal są bardzo żywe. Tu jednak piszę, a podpisuje się pod tym również Moje Szczęście - do Tunezji możecie jechać bezkarnie. Nie spotka Was żadna krzywda. Spotkacie miłych, uśmiechniętych, a zarazem pełnych wewnętrznej godności ludzi. Jestem frankojęzyczny więc problemów z porozumieniem nie miałem żadnych. Każdy mieszkaniec tego kraju, który do szkół chadzał zna ten język funkcjonujący na równi z arabskim. Jechałem tam przekonany, że spotkam tam wielu hodowców moich ukochanych kóz, że zobaczę wiele produktów mlecznych. Nic bardziej mylnego. Owszem stada zabiedzonych stworzeń chodziły w pobliżu śmietnisk starając się tam pożywić, próbując przeżuć plastikowe torby. Lecz wiadomo - cyckowe pyskiem się doi, z takiej zaś karmy nic nie poleci. Mleko pozyskuje się z farm dotowanych przez państwo, więc tylko krowy żywione wysokoenergetyczną paszą, więc i surowiec nie najwyższej jakości. Żeby było śmiesznie kwasowy twarożek sprzedają jako produkt spożywczy, bo i rzeczywiście na nazwę serek on ci nie zasługuje. Biała maź bez jakiegokolwiek smaku. Włosi zwariowaliby gdyby spróbowali tutejszego produktu nazwanego mozzarella! jest on zapakowany tak jak u nas sprzedaje się karmę dla psów w foliowe, kilogramowe "kiełbasy". W smaku przypomina nie wiadomo co. Są i miejscowe sery dojrzewające. Nie sądzę by którykolwiek leżakował dłużej niż dwa tygodnie. Nazywają się niby jak należy gouda, edam, ale w smaku oryginałów nie przypominają za grosz. Do tego drogie są jak psi. Oczywiście na półkach delikatesowych leżą również przemysłowe oryginały z Francji czy Włoch. Te jednak są zupełnie poza zasięgiem portfela przeciętnego Tunezyjczyka. Co krok spotykały nas takie dziwy. Przecież posiadając zaplecze w postaci wielu ośrodków wypoczynkowych na wybrzeżu nie byłoby dużego problemu ze sprzedażą dużych ilości produktu odpowiedniej jakości.

Niestety kiedy o tym mówiłem natykałem się na duże oczy i brak zrozumienia. Przecież dobrze jest jak jest. Tunezyjczycy słyną ze znakomitej, pikantnej przyprawy. Nazywa się Harissa. Zrobiłem z nią ser. Jak dojrzeje co najmniej miesiąc zdam Wam relację co do doznań smakowych.

niedziela, 12 października 2014
świnia w dole

Jak co roku wyprawiliśmy we Dworze nasze wspólne święto. Tym razem bylo ono nadzwyczaj huczne. Ponieważ pogoda dopisała niesamowicie, prawie połowa października a można było biegać w krótkim rękawku, wszystko odbyło się na podwórcu. Na wszelki wypadek stanął namiot ze stołami, w odpowiedniej zaś odległości w wykopany był dół na człowieka głęboki. Jego dno wyłożyliśmy polnymi kamieniami i na tym całą noc paliło się ognisko. Świnia była przygotowana dzień wcześniej, ponacinana skóra z wtartą solą z przyprawami, do środka zaś nakładziona dynia, czyli po naszemu korbol, jabłuszka i polowe pomidory. Cała zaś zawinięta w podwójne płótno. Tak przygotowana poszła rankiem do doła, gdzie żar rozgarnięty i przysypany piaskiem. Wtedy to na nią poszło ze dwadzieścia centymetrów znowu piachu i ognisko paliło się do 17 kiedy to z udziałem dzielnych strażaków, ubranych w ogniowe stroje nastąpiło wyciągnięcie jej z żarowej czeluści.

W dzieleniu pomagał mi dzielnie nasz przyjaciel Piotr z kultowej restauracji TOGA w Poznaniu.

Najlepsze kąski były od szynki, ale i karkówka cieszyła się powodzeniem. Dzięki przyjaciołom z SETKI strumieniem lało się piwo Skalak. W kuchni polowej uwarzyła się zupa z korbola, pomidorów na króliku i kurakach. Była pyszna. Do tego śląska i biała z kotła. Tak więc jedzenia nie zbrakło, humoru takoż. Goście rozeszli się dopiero gdy zapadły egipskie ciemności, ale wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni z żalem stwierdzając, że na coś takiego czekać muszą cały rok.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl