czwartek, 26 stycznia 2012
bułeczki - kartoflaczki
 

W ostatnich dniach Dwór pęka w szwach, kręci się tu tyle luda, że nawet dla nas zwyczajnych gości wielu sytuacja niezwyczajna. Dlaczego tak, gdy będę mógł to Wam opowiem, na razie wiąże mnie tajemnica. Podpisano zaklepano i trzepać językiem po próżnicy nie mozna. Wstaję teraz dobrze przed słońcem. Dnia poprzedniego zarobiłem ciasto. Mąka tortowa, pół na pół z gotowanymi ziemniakami. Skoro świt rozpuściłem w ciepłym mleku z cukrem drożdże, poczekałem aż ruszą, dolałem do ciasta, nadmiar wilgoci wyciągnąłem mąką, odstawiłem by kula w cieple urosła, potem powtórne wyrobienie i podział na kuleczki, te znowu miały podrosnąć, gdy gotowe na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, wysmarowanym masłem, one z wierzchu zaś dobrze zbełtanym jajem.

 

Wtedy całość do piekarnika nastawionego na 180 stopni i tam dojrzewały przez godzinę,

 

zrumieniwszy się pięknie. Wtedy wydałem je na stół i znikły jeszcze ciepłe w łakomych gąbkach, razem z sałatką i pomidorami,

 

z którymi wspaniale się łączyły.

piątek, 20 stycznia 2012
sery w Hiltonie
 

Wielem ci ja czytał o sławnej rodzinie Hiltonów. Chcąc nie chcąc człek się nawet a zwłaszcza w internecie na niejaką Paris natknie. Nie w moim ona guście, bo po pierwsza za sucha, po drugie ze skłonnością do łajdaczenia a ja już swoje lata mam. A tu proszę, proszę okazuje się, że moje drogi los z nazwiskiem tym skrzyżował. No ale ad rem - zwiedział się o moich serach szef zarządzający jednym z najlepszych gdańskich hoteli, właśnie wyżej wymienionego Hiltona. Na zwiedzeniu nie poprzestał jeno zadzwonił i zamówił. I teraz największa niespodzianka, nie trwało dni kilka a dostałem pięknego maila. Moje dzieciątka cieszą się ogromnym wzięciem i zaraz o następne kilogramy wołają! Ażem się zrumienił jako ta lelija, ale paczkę szykuję i słać będę. Niech im tam na zdrowie.

niedziela, 15 stycznia 2012
moje placuszki
 

Życie biegnie tak szybko, że nadążyć nie można. Zaczęło się już pierwszego kiedy to po szaleństwach nocy sylwestrowej trzeba było proszczaki odbierać, maciora pierworódka ale dała sobie radę i dziesiątkę rzuciła. Chwilę później, w dniach rzecz jasna, poszła druga i też dziesięć dała. Potem gość miły w dom zajechał - Maciej Nowak i telewizornia, ta od śniadania, mnie i gospodarstwo pokazała. Na tym nie koniec, szykuje się jeszcze większa zabawa, ale o tym sza, cicho, ani słowa nie rzekę, dopiero jak pewne będzie to rąbka tajemnicy uchylę. Teraz zaś powiem com wydumał po wizycie w piwniczce. Zobaczyłem, że bardzo ładnie i rześko przechowały się nasze ogrodowe, żółte kabaczki. Wyciągnąłem na światło, obrałem ze skórki i zmieliłem malakserem na miałko dodając pół szklanki oliwy i pół mleka. Było tego dobre kilo. Wtedy wrzuciłem do garnca pół kilo mąki tortowej 405 i pół żytniej 1000, do tego cztery całe, dobre jaja. Wyrobiłem na masę płynną, lekko podlewając mlekiem by konsystencję miało właściwą. Do tego sól, pieprz i garam masala i czosnek niedźwiedzi by smak był odpowiedni. Masa szła na patelnię tylko olejem przetartą robiąc zezłocone placuszki, każdy z jednej trzeciej zupnej nabierki. Gdy od patelni same odchodziły wrzucane na płaską część dużej brytfanny, były przelewane adżyką, do tego moja śmietana i chrzan tarty.

 

Gdy zapełniona była w części domowników zaspakającej poszła do piekarnika by się zapiec. Do obiadu zostały jeszcze wydane kąski z piersi kurczaka w panierce i szparagi,

 

które pracowitymi rękoma Pani Kasi w sezonie z każdego włókienka zostały obrane i w lekkiej zaprawie solnej,w słoikach na taki dzień czekały.

środa, 11 stycznia 2012
Zapraszam na film

Dla tych, którzy nie widzieli, a chcieliby zobaczyć załączam link do programu:

http://dziendobry.tvn.pl/video/amatorzy-smierdzacych-serow,111,newest,18196.html

I cały film:





poniedziałek, 09 stycznia 2012
goście byli, a ja będę w Dzień Dobry TVN
 

Zjechał w moje progi gość niezwykle miły i o sercu szczerym - Maciej Nowak, obieżyświat kulinarny. Nie zjechał sam lecz z całą ekipą telewizyjną, by pokazać moje dzieciaczki w Dzień Dobry TVN. Sama Jolanta Pieńkowska będzie ich w środę między 9 a 10 próbowała, a to podniebienie wyszukane, na "francuzach" wielokrotnie testowane, drżał więc będę. A że ci co byli ,to ludzie poczciwi bo moje zwierzęta ich polubiły od psów po kozy i konie, to i mniej się boję.

 

Podniebienia ich też wymościłem, dostali smażone rydze, rosołek przedniości niezwykłej jak aksamit podniebienie pieszczący, po kawałku piersi kapłona, o przekroju moich serów nie wspomnę. Do tego był kieliszek-karczmiak mojego wina, do nalewek nie doszliśmy, bo komu w drogę temu konie zaprzężone, a do Warszawy kawałek jest. Jak skośne zeszli, to nie wiada kiedy nie przez Stryków, a bezpośrednio pojedziemy. Ja im tam szczęśliwej i prostej drogi życzę, a w środę jak ten głupi w ekran będę ślepił, bo to wiadomo co człek przed kamerą nagada.

 
niedziela, 08 stycznia 2012
pęczak pyszny z udkami
 

Moje Szczęście postanowiło stawić czoła kaszy, a że odważną jest wzięła na warkstat trudne zadanie bo pęczak.

 

Najsamprzód ziarenka lekko podgrzała na suchej patelni, potem dokładnie odmierzając dwa do jeden wodą zalała. Do towarzystwa wrzuciła szczyptę soli, po pół łyżeczki kurkumy i pieprzu z Cayenne, pora mocno zsiekanego by się rozszedł, gotowała powoli towaru doglądając. Gdy kasza wodę wypiła wlała krzynkę, nie za dużą, dwie, trzy łyżki dobrej oliwy pierwszego tłoczenia, wymieszała, posypała zielonym koperkiem z dodatkiem niedźwiedziego czosnku, garnek w koc zawinęła i dała pod pierzynkę.

 

Teraz wzięła kurze udka, umywszy dobrze wysuszyła dokładnie, zamarynowała w obfitości pełnej zalewie  i złożyła w brytfannę. Natarła swoją adżyką, dodała mojego przecieru pomidorowego, który latem robiłem z dodatkiem bazylii, pod spód dała trochę oleju z winogronowych pestek a całość obłożyła ćwiartkami soczystego i słodkiego jabłka - Joniki.

 

Sos się zrobił pyszny, udka kruchutkie, gdy chwilę w piekarniku otwarte postały ślicznie zbrązowiały. Całość nie trwała więcej jak godzinę. Do tych pyszności wydała groszek z marchewką, do którego jabłko skroiła, zamiast dosładzać,  lekko zasmażony.

 

Z tego wszystkiego jeno kosteczki zostały, bo i sos wylizany był do czysta. Dobrze mam, od czasu do czasu rzecz jasna.

piątek, 06 stycznia 2012
Ślimaczki Reniafera na Święto Trzech Króli
 

We Dwór w okresie świątecznym jak to zwykle bywa zjeżdża gości mrowie. Zasady wszyscy znają - gospodarzom głowy nie zawracać, bawić się dobrze i coś zacnego po sobie zostawić. Tym razem jest to  to, co pod spodem macie, z przyjemnością na stronie swej zamieszczam liścik wczoraj otrzymany,  a Wam przyjemną lekturę zostawiam!

"Hej Ludkowie Nasi Mili!!!

Reniafer mówi, że mam napisać, że w  podziękowaniu za przepisy i miłe towarzystwo, przesyłamy Wam przepis na  ślimaczki i że bardzo się cieszymy, że możemy razem z całym narodem świętować  jutrzejsze święto Trzech Króli. Ta druga część wypowiedzi nie wynika bynajmniej  z tego powodu, że zapiłyśmy te ślimaczki. Reniafer po prostu podchodzi do tego w sposób subiektywny, bo jako pedagog ma jutro wolne. Niestety, ja pracuję więc ja podchodzę do jutrzejszego święta z mniejszym optymizmem. W  każdym razie, żeby nie było zbyt pesymistycznie (nie nadużywamy, jutro  pracuję i w ogóle) zapewniam wszystkich, że ślimaki są po  prostu RE-WE-LA-CYJ-NE!!! Niebo w gębie po prostu, a przy tym malownicze w  krwawej zalewie, co widać na załączonych zdjęciach.
Moja cała zasługa przy powstaniu  tegoż specjału sprowadza się do zrobienia zdjęć oraz konsumpcji. Reszta to dzieło Reniafera.

Z pozdrowieniami znad miski
ślimaków. 
R i M."

 

A oto przepis:

ŚLIMACZKI

Zalewa

1l wody

1 szkl. Octu10%

1 szkl. Oleju kujawskiego

5 łyżek cukru

1 łyżka soli

2 liście laurowe

2-4 cebule pokrojone w półksiężyc

5 ziel angielskich

1 przecier pomidorowy Pudliszki 200g

1 ketchup Pudliszki 200g

Wszystkie składniki zagotować około 5 minut

5filetów z kurczaka pojedynczych pokroić w większą kostkę ok. 3-4 cm

Filety pokrojone posolić ,posypać słodką papryką – otoczyć w mące tortowej rozbełtać 2 całe jajka w których obtoczyć filety a następnie w tartej bułce i smażyć na gorącym oleju kujawskim na złoty kolor. Gorące usmażone wkładać do ciepłej zalewy można zrobić na 1 dzień wcześniej wtedy są smaczniejsze.

SMACZNEGO

 

 

 

 

 



wtorek, 03 stycznia 2012
obiad już w 2012
 

Zaczął się nam ten nowy roczek, niemowlak ci on a jaki uszczypliwy. Rozpoczął swoje panowanie od zamachu na portfele. Wędruje wszystko w górę, że aż niemiło. Najbardziej straszy podwyżka w paliwach. Mówią, do norm unijnych nam trzeba dobić, nie może być mniej a tyle samo. No i dobrze jak taka równość to dlaczego nie we wszystkim? Dopłaty rolnicze nasze a ich jak niebo i ziemia, pensje w polskich firmach a ichniejszych żadnego nie mają zestawienia. Chodzi po prostu o to, że do budżetu trafi o ponad 2 miliardy złotych więcej, ot i cała tajemnica. A że ruszy lawina i wszystko pójdzie do góry, bo transport zdrożeje, rolnik albo nie uprawi, albo naleje tego płynnego złota, to już nikomu nic. Humor więc przy tym obiedzie w nowym roku był lekko zwarzony, ale nic to żyć trzeba. Był więc tort naleśnikowy Felixiany, inny w kolorach niż poprzedni, był zawijaniec z łososiem i szpinakiem, który w internecie furorę robi, były  Renaty roladki ze schabu zręcznie papryczką nadziewane, w sosie utopione,

 

  galarcik Marty, co to palce lizać,

 

miast ziemniaków -sałatka ziemniaczana,

 

do tego sosy wszelakie i słodkości co niemiara. Torty dwa - pierwszy puszysty z wiśniami, drugi wysypany płatkami migdałów, do tego pierniki zacne nie lada, murzynek czekoladowy na najprzedniejszej tabliczce dzieło Oli. Tak więc cukier pobudził serotoninę i jakoś żeśmy to przeżyli.

niedziela, 01 stycznia 2012
no i nadszedł ten Nowy
 

Tak to i więc mamy Anno Domini 2012. Znanym już obyczajem powitaliśmy Go we Dworze. Gości zjechało co niemiara, same miłe twarze, królowała Pani Matka, obok Pani Kasia. seniorki godne co jeno do północka dociągnęły, ale tradycji stało się zadość i po niej dopiero poszły w objęcia Morfeusza. My zaś zgodnie na wieś by w towarzystwie włościan nadmiar kalorii wyhasać. Było zaś co, bo stół uginał się od dań. Był barszcz, który na rosole co cały dzień na westfalce pyrkał, potem zakwasem zalany, do niego uszka nadziane wędzonką zmieloną, doprawioną zeszkloną cebulą. Dalej poszły gniazdka Oli z ciasta francuskiego nadziane konfiturą z cebuli,

 

tort naleśnikowy barw wielu Felixiany,

 

nieodmienne pyszny, kąski z piersi kurzych przywiezione przez Martę, krokiety Pani Kasi faszerowane dziczyzną, śliweczka zawinięta w boczuś na ciepło na wykałaczce.

 

Gdy północ wybiła każdy zjadł dwanaście winogron,

 

po jednym na każdy miesiąc Nowego Roku, strzelił szampan, były życzenia i śmiech. Na wiejskiej sali zaś tańce, hulanki, swawole. Oby nie był tylko gorszy jak ten co odszedł, będzie dobrze, czego i Wam życzę!

niedziela, 25 grudnia 2011
obiecałem tort i jest tort
 

Co na stole jest w naszej wigilii opisałem, bogaty ci on, obfity, aż trudno do końca dotrwać. Pani Matka czuwała nad wszystkim i wszystko było jak się należy. Strach pomyśleć co będzie gdy Jej zbraknie. Oni, a zwłaszcza one są spoiwem trzymającym bujnie rozwijające się gałęzie w jednym pniu. Lecz gdy seniorzy odchodzą do lepszego ze światów pień pęka, społowień nie ma jak zlepić, zaczynają żyć własnym życiem, może i tak trzeba, ale zawsze żal. Jednak korzystając z tego, że są z dokładnością wielką spisałem jak powstaje tort makowy Pani Matki i wiedzą tą się z Wami dzielę, tak więc wpis nietypowym będzie bom jeno obserwował i pisał a nie czynił:

50 dkg maku

40 dkg cukru

10 jaj

2 łyżki tartej bułki

Żółtka utrzeć z cukrem, dodać sparzony, osączony, trzykrotnie zmielony mak, połączyć z pianą ubitą z jajecznych białek, dodać tartą bułkę i łyżkę proszku do pieczenia ciast, wymieszać drewnianą łyżką i przełożyć do tortownicy, piec przez godzinę w temperaturze 160 stopni, podzielić nitką na 3 warstwy i nasączyć koniakiem, może być Martell, najmniej trzygwiazdkowy, odłożyć by pokłady odpoczęły.

Krem:

6 całych jaj

1 i pół szklanki cukru

1 i pół szklanki mleka

1 i pół kostki masła

Jaja ubić z cukrem i zaparzyć mlekiem, dalej trzepać, po lekkim przestudzeniu dodawał utartego masła, gdy masa stęgnąć zaczyna przełożyć warstwy i potem z wierzchu, na koniec orzechami ozdobić można. W chłodnym trzymać przed wydaniem na stół.

Taki właśnie był, wiem wiem kalorii ci w nim bez liku, cholesterolu bez miary, ale smak za to jaki! Je się go jeno raz do roku i basta. Więc Szanowni liczarze centymetrów w pasie nie krzyczcie i tak Wasz pisk zginie w wielkim chórze zachwyconych gości. Wszystkiego Najlepszego od całej ziemiańskich familii na ten drugi Dzień Świąt.

piątek, 16 grudnia 2011
gulasz na szybko czyli obiad błyskawica
 

Do Świąt jeszcze chwila a żyć trzeba. Jak mnie Pani Matka chwilowo opuściła to i jakość posiłków spadła. Ale jak trzeba to i sobie potrafię lekko podmaślić. Miałem kawałek wieprzowej szyneczki, skroiłem w kosteczkę, obtoczyłem w dobrej garam masali, dodałem do niej czosneczku niedźwiedziego, rzuciłem na olej z winogronowych pesteczek.

 

Obrumieniły się kawałki szybciutko, tym bardziej, że skoro zimny czas nastał gotuję jeno na westfalce w której żywy ogień huczy.

 

Wtedy dołożyłem marchewkę z groszkiem i obranego ze skórki ogrodowego bakłarzana, który w skrytce się przechował, gdy warzywka zmiękły dostały mojej śmietany zmieszanej z chrzanem, chwila perkania i danie mogło iść na stół, ponieważ zestaw konsumencki szczupły wydano z chlebkiem. Moje Szczęście kiedy zjechało na wieś też się ze smakiem pożywiło. Ot i tak sobie spokojnie żyjemy, jeno ja na Plac Wolności w mieście Poznaniu dojeżdżam by sery promować i tak będzie do Świąt. Mordęga jasna, ale czego się dla moich piwnicznych  śliczności nie robi.

wtorek, 13 grudnia 2011
Wigilia za pasem
 

No i tak, jakże niedawno zasiadaliśmy za stołem, łamali opłatkiem, było nas więcej, seniorów powołano przed niebieskie ołtarze. Smutno, ale za to berbecie kręcą się pod nogami, mojego brata dwójka wnucząt, do tego Ignacy nasz, zmiana pokoleń, została Pani Matka i niech się trzyma jak najdłużej. Pora już taka, że nad wigilijnymi daniami czas zacząć myśleć. Zacznie się od pieczonego w łupinie ziemniaka, zrobię tak jak Ola wymyśliła.

 

Sól i dobra mąka, pół na pół, pyrka zmoczona w oliwie i obtaczana w tej miszkulencji, tak ze dwa, trzy razy, potem do piekarnika na prawie godzinę w temperaturze 150 stopni. Do niej pójdą śledzie mojego brata. Będzie ich co niemara.

 

Na pewno w śmietanie, potem w czerwonym winie z bakaliami, delikatny w oliwce zmacerowany, pod jarzynową pierzynką, różny w kolory, przykryty mieszanką śmietanowo majonezową, na słodko w miodzie. Próbować trzeba będzie po tyci by się nie zapchać. Po nich pójdą borowikowe kapelusze, w mleku namoczone, spanierowane i usmażone, teraz dobrze ukiszony barszcz z maleńkimi uszkami, za nim pierogi z kapustą i grzybami i serem, podsmażone. Teraz czas na rybę królewską - karpia. Będzie w mojej śmietanie, co ją trzy dni wczęsniej ściągnę, uduszony, za nim saute i spanierowany. Może pokuszę się na kilka kawałków w tempurze. Dalej w galarecie marchewką przyozdobiony, może Moje Szczęście wyda wersję po żydowsku. Czas na słodkie - tort makowy,

 

piernik co długo dojrzewał, makagigi, kutię brat obiecał.

 

Dobra kawa by się zdała w miedzianym kociołku uwarzona. Można śpiewać kolędy, będzie kilkanaście głosów, pójdą w niebo lube dźwięki, tak do Pasterki. Bóg się rodzi, moc truchleje...

środa, 07 grudnia 2011
sery za nos ciągnące

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ano nawiedziłem ci ja z kartonikiem pełnym dobroci Krystiana Szopkę, mistrza patelni i sztuki kulinarnej, któren to rządzi w poznańskim Sheratonie, tam bowiem moje sery na stałe goszczą. Usłyszałem ciekawą powiestkę, którą i Wam opowiem. Otóż w okresie przedświątecznym sama śmietana, creme de la creme polskiej kuchni zbiera się w Warszawie, przygotowuje to co uznaje za najwyższą półkę i wystawia to na licytację dla tych, którzy mają się czym dzielić a co najważniejsze w zamian za smakołyki chcą się dzielić. Były tam i homary, hamburger z niebiańskiej, najprzedniejszej polędwicy, ryby z wód nieznanych. W tym pięknym zestawie znalazły się i moje sery jako deska kończąca posiłek z jakiegoś pysznego afrykańskiego dziwadła, nawiasem mówiąc zestaw poszedł licytacyjnie za dwadzieścia parę tysięcy. Filmik można obejrzeć pod adresem:

http://dziendobry.tvn.pl/video/hamburger-za-kilkadziesiat-tysiecy-zlotych,107,newest,15813.html



Tak je wabiły, że Krystian rąbka tajemnicy musiał uchylić i okazało się, że Polacy nie patałachy i jako Francuzi sery takoż umieją robić. Tak więc trafiają na coraz zacniejsze stoły bijąc po drodze wszystko co pomniejsze na  swoją chwałę!

PS mam dzisiaj duże trudności z umieszczeniem zdjęć, przepraszam za pateractwo. Emka1216



Tagi: sery
22:16, mag-43 , sery
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 05 grudnia 2011
śledziowe gniazdka na świąteczny stół

Dzięki kommiltonowi mojemu zacnemu  Gienowi Wielkiemu Brzucho Mówiącemu. któremu to żal czasu na kiepskie jedzenie, zacząłem uczestniczyć w niezwykle zacnej imprezie - Nocy Śledziożerców. Nie uwierzylibyście ludkowie rostomili co to człek wymyślić z tej ryby potrafi. Były już gołąbki, kiełbaski, mój w soli zapiekany,carpaccio, cukiereczki na wzór carte d"or, szczytem wyrafinowania był zaś tort czekoladowy ze śledziem. Gwarantuję i mój kulinarny honor kładę, że wszystko to w pełni zjadliwe i najlepszych restauracji godne. Zresztą wytwórcy tych cudeniek to sami artyści w swoim fachu, restauratorzy wybitni, smakosze z samej górnej półki. Jak ważna to dla mnie impreza niech dowodem będzie, że światło kładzie również na domowe dyskusje. Moje Szczęście myśli czym by tu można zaskoczyć, twórczo się w dzieła włącza. Świadkiem tego będąc coraz to częściej u nas bywająca Ola z Kuchni Zmysłów, rzuciła się na głęboką wodę i raz spać nie mogąc wymyśliła, co zaś w kilku zdaniach opowiem. Najsamprzód gniazdka nie za dużej wysokości upiekła z ciasta francuskiego, ładnie skleiła, z resztek wykonała małe pączusie. Na spód położyła kawałek najprzedniejszego śledziowego matjasa, na niego starte jabłuszko z sadu rodzicieli, co za gatunek zwiedzieć się nie mogliśmy bo oni je zwą zajęczymi pyszczkami, ale winne,dalej chrzan bielutki, ociupinę majonezu żółtego, posypka z drobno zsiekanego pora, na to zaś pączuś dla ozdoby i konfitura z czarnej porzeczki.

 

By pobudzić ślinianki najpierw zjada się malućkiego, potem ciastko gryzie się tak by wszystkie smaki w buzi się złączyły. Ludzie - niebo w gębie, najeść się nie można, wyrafinowanie i poezja godna Rimbauda! Śmiało ten wynalazek mogę Wam polecić jako godny wkład w Wigilijną Wieczerzę.

Tagi: wigilia
16:43, mag-43
Link Komentarze (2) »
środa, 30 listopada 2011
Europo nie daj ponieść się bykowi
 

Słowa, które padły ostatnio w Berlinie wagą swą równają się z tym co kiedyś powiedział Kennedy. Ten mur musi upaść. Mur atawistycznych niechęci, zaprzeszłych bóli, małostkowych zachowań co poniektórych podbudowanych na dodatek mocarstwowym zadęciem, szabelką w dłoni, która dawno zardzewiała. Panie Wołodyjowski larum grają! W pierwszym szeregu muszą stanąć najsilniejsi, dzisiaj to ci, których gospodarki płyną i to nie na spekulacyjnej bańce a w solidnej łodzi. Musimy wiedzieć za kim stanąć, kto naszym sojusznikiem, bo w polityce nie ma przyjaźni. O paradoksie historii, dzisiaj są nimi Niemcy, silni siłą swojej gospodarki, chcący z nami grać w jednej drużynie. Musimy stanąc z nimi w jednym szeregu by uratować Europę. Byk się zbiesił. Od Irlandii, poprzez Portugalię i Włochy rzuca się z nią na karku jak szalony. Nasza rola ważna, zrozumieć, że tylko w jedności siła, ambicje trzeba schować do kieszeni, ratować. Rozpadnie się ta Europa, którą dziś znamy, co za nią przyjdzie nie przyniesie nam nic dobrego. Wolę zachodnią demokrację od bizantyjskiego porządku, gdzie tylko car zmienił się w prezydenta.Gdy nie weźmiemy mocno udziału w grze inni rozdadzą karty. Dlatego też ministrze Sikorski trzeba Cię nam bronić jak brata, boś Ty z takim myśleniem nam bratem. Sam z siebie taki mądry nie jestem, bo przecież jestem tym co jem, a jem dobrze. Moje Szczęście tu przyczyną. Uwarzyła pyszną karkówkę. Najsamprzód sprawiła ją zacnie, nadziała skrojonym grubo czosneczkiem, wklepała przyprawy, w których przym wiódł czosnek tym razem niedźwiedzi, zaparowała to znaczy podlała wodą, mięso złożyła na kratce w w brytfannie, w zamknięciu dobre pół godziny warzyła,l potem dała na ostro i drugie pół bez przykrycia w podwyższonej o 50 stopni temperaturze czyli 150 dopiekła, na wierzch masełka dając,

 

co by skórka się wytworzyła własciwa. Podała z ziemniaczkami i rzodkiewką podpieczonymi na jednej brytfance z pieczenią i wspomnieniem z dzieciństwa - marchewką z groszkiem.  

 

Rozpadało się w ustach aromaty wydając. Taki hołd na cześć tej naszej biednej Europy, byle się nam zachowała.

1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10 ... 36
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl