czwartek, 22 listopada 2012
kocham brukselkę

Jesień, słota, wilgoć co pod kaftan się nieproszona wciska, taki mamy czas. Jednak nic to i teraz mamy drobne radości. W ogrodzie ostała się brukselka, warzywo dziwne, jednak już od XVII wieku znane. Gdzie i jakie jej początki nie wiada. Mówią, że wyszła ze skrzyżowania jarmużu ze zwykłą kapustą. Ja ją kocham. Jemy małe główeczki o tej porze jak się da i kiedy się da. Była faszerowana, zasmażana z orzechami i żurawiną,  gotowana - to pospolicie,

 

tym razem dodana do kurzęcego gulaszu, który nie smażony lecz duszony był. Najpierw kęski obtoczone w czosnku niedźwiedzim, posolone z kurkumą, natarte oliwą przednią sobie odpoczywały, potem na patelnię wrzucone, podsypane naszą, suszoną bazylią dochodziły wodą podlewane. Do tego pomidorek był wrzucony, czosnek świeży takoż. Do tego muszelki ugotowane al dente i bohaterka dzisiejszego wpisu.

W pamięci zostaje mi potrawa prosta a smakowita niezwykle. Gotuje się do miękkości pół kilo brukselki i takoż ziemniaków, tych mączystych. Potem przez praskę jedno i drugie przecisnąwszy dokładnie trzeba połączyć. Na patelni w małą kostkę skrojony boczek podsmażamy razem z cebulą czosnkową, potem jeno masę włożyć,wymieszać i lekko zapiec. Pyszność taka, że aże ślina mi leci, ale mnie boczek zakazany, więc pomarzyć jeno można.

sobota, 17 listopada 2012
dzień faszerowania

Przyznaję się i to bez bicia, w domu mnie nie było, ale ponieważ wcześniej zeznałem na face gdzie jestem ukrywał nie będę - Zielony Bazar pochłonął mnie w przedpołudniowych godzinach, spotykanie miałem z moimi wielbicielami. Sery brali jak się należy, żadnego, no prawie żadnego restauratora, oprócz nieśmiertelnego Piotra z Togi, w krótkim rękawie, co na temperaturę nie patrzy nie było, ale pozostałych przyjaciół Grądzkich dość. W tym czasie Moje Szczęście faszerowało, faszerowało wszystko co jej pod rękę podeszło. Pieczarki skrojonym sercem brukseli z cebulką, brukselkę pieczarką,

pierś kaczęcą, indyczą

i jednym i drugim i trzecim. Wszystko zręcznie doprawiając ulubionym czosnkiem niedźwiedzim i kurkumą. Nawinęła się pierś indycza to ją też nafaszerowała. Wszystko to delikatnie podpiekane na sosie grzybowo cebulowym. Ludkowie rostomili - jakiem zjechał we Dwór wszystko ciepłe było i pyszne niezwykle. takiego Szczęścia jeno zazdrościć i gębą ruszać bo czym innym w tym momencie nie wypada!

niedziela, 11 listopada 2012
pierogi wybijają się na niepodległość

Ludkowie rostomili, co też się wyrabia na tym świecie? Nagle Naród wziął się do maszerowania i to po to żeby sobie udowodnić, że jest niepodległy. Tak to nadmiar demokracji na mózg się rzuca. Niepodległość i niezależność w duszy winna być i w sercu a nie podeszwach. Moje Szczęście zaś popróbowało swoich sił w innej konkurencji. Rozwałkowało ciasto, z żytniej mąki poczynione,  na płatek cieniutki, ale poprzez żółtek dodatek mocny niezwykle. Tak więc mąki pół kilo, żółtek cztery, jedno całe jajo, soli trochę i pracy w rękach, potem wykrawanie i lepienie. Tak to już wiecie, że pierogi. Były farsze dwa-jeden mięsny, drobiowy z wołowiną, drugi warzywny, szpinakowy.

W pierwszym przewagą był indyczy udziec i pieczeniówka wołowa, zmielone wymieszane, doprawione, nie ponad miarę solą i pieprzem z surową cebulką podpieczone na patelni. Sztuka polegała na maksymalnym wypełnieniu mieszka i dokładne go zaklejenie. Pierogi były pękate, grubiuchne, sosik własny w środku puszczały. Drugie zaś wypełnione były zmielonym szpinakiem takoż lekko podduszonym na patelni z czosnkiem, kurkumą, czosnkiem niedźwiedzim by miał swój charakter, bom ja dietetyk, tak więc tłuszczu nie było! Lepienie i dokładność swoje dały, ani jeden w gotowaniu nie pękł. Wkładane na bulbuczącą wodę gdy gotowe wypływały i rozkładane pojedynczo na szmatce do obeschnięcia, potem przed podaniem podgrzane tylko w piekarniku na 70 stopni.

Zniknęły w mig, mięsne były nie dla mnie alem jednego z drugim podłapał, pyszne były.

poniedziałek, 05 listopada 2012
łosoś w cytrynowym pieprzu

Na stole, we Dworze ryba często gości. Nie dość, że zdrowa to jeszcze Moje Szczęście opanowało do perfekcji metodę jej przyrządzania. A nie było łatwo, oj nie. Wzięła cztery porcje łososia norweskiego, ach gdzież te czasy gdy za Ćwierciakiewiczowa można było - weź świeży, wiślany łosoś. Natarła dobrą oliwą, ostatnimi czasy u nas króluje hiszpańska, dwie posypała grubo mielonym pieprzem cytrynowym, a dwie czosnkiem niedźwiedzim  i do odpoczynku odstawiła. Na patelni tym czasem próżyły się czerwone warzywa - pomidorek, papryka, drobno skostkowana marchewka,pod spodem zaś skrojony w cienkie plasterki nasz liniowy ziemniak,na oleju z pestek winogron.  Gdy trochę, nie do końca zmiękły,

doprawione czosnkiem niedźwiedzim, kurkumą, pieprzem cayenne, ziarnami łuskanego słonecznika, solą rzecz jasna, dostały na wierzch rybę. Wtedy też wszystko poszło pod przykrycie by aromatu nie tracić. Tak pracowała około 15 minut, potem jeszcze 5 bez przykrycia. Łosoś rozchodził się plasterek po plasterku,

pyszny, różowiutki, taki jak w najlepszej restauracji. Warzywka z ziarnami słonecznika, do tego uzupełnieniem smaku, chrupiący ziemniaczek. Nic dodać ani ująć!

czwartek, 01 listopada 2012
Ser Grądzki się pyszni

W serowarni mleko się zmienia. Powoli na łąkach coraz mniej do skubania, zielonego ubywa. Stwory będą musiały przejść na siano. Udało się też zwieźć sporo balotów jęczmionki i owsianki. Daję na podściółkę a tu znika, tak im smakuje, że wyskubują do cna. Przyszedł czas na uzupełnienie zapasu Grądzkich. To jeden z moich ulubionych krążków, niejako po nazwie na sztandarze umieszczony. Najlepiej nadaje się nań mleko z rannego udoju, dobrze przetrawione, powolne. Wtedy jeszcze ciepłe idzie do kociołka by temperaturę na 31 ustabilizować, potem dorzucić kulturę, ta limburską zwana, zaś mleko z białego w pomarańcz zmienić. To zasługa szlachetnej na słońcu suszonej, słodkiej papryki szegedyńskiej. umieszać ją trzeba by farbę puściła. Tak to sobie stoi z dwie godziny, wtedy podpuszczka idzie i znowu odstawka. Po godzinie skrzep błyszczący, lekko opadnięty, serwatką pokryty się pojawia. Pociąć go trzeba, drobno tak centymetr na centymetr, dobrze mieszając od spodu ku górze, znowu dać odpocząć, temperaturę o dwa stopnie co poł godziny podwyższając by do 36 doszła. Ziarno wodą ciepła trzeba przepłukać, wytrwale mieszając. Gdy gotowe co ręką się wyczuje odłowić sitem i w chustę złożyć, odcisnąć i do formy. Co dwie godziny przewracać i coraz większym ciężarkiem odciskać. Tak dwa dni ćwiczyć. Potem z chusty wyciągnąć i grubą solą natrzeć, dać odpocząć o przewracaniu nie zapominając.

Gdy skórka po tygodniu błyśnie do dojrzewalni odłożyć i tak przez trzy miesiące doglądać.Ser Grądzki- dojrzewający, kozi, z elastyczną, twardą skórką.

W barwie pomarańczowy dzięki dodaniu słodkiej papryki szegedyńskiej. Pracuje na kulturze limburskiej. Podaje się do dobrego wytrawnego, co najwyżej półwytrawnego białego reńskiego, może być riesling z „górnej półki”. Jest to dziwo co też dobrze smakuje z ciemnym, krzepkim piwem, łamie się smakiem nawet z porterem. Wtedy będzie on do jedzenia zdatny i z dobrym reńskim, białym go podać można. O dziwo to jeden z serów nieliczny, któren z piwem wydawany być może. To zresztą było w zamyśle kiedym go tworzył.

23:24, mag-43 , sery
Link Komentarze (4) »
środa, 31 października 2012
wszystkich świętych....

To już trzeci rok minął od czasu gdy Mój Starszy po raz ostatni uścisnął mi dłoń i znieruchomiał. Cielesność zniknęła, duch został. Często łapię się na tym, że szukam podobieństw w swoich zachowaniach i Jego, w gestach słowach, skrzywieniu ust gdy stoję przed lustrem goląc się. On dla mnie żyje, nie odszedł. Dlatego tak trudno pójść mi na cmentarz, stanąć przed zimną płytą z wyrytym na niej Jego imieniem.Data skończenia ziemskiego rozdziału napawa mnie smutkiem. Kiedy spoglądam na jego uśmiechniętą twarz na fotografii, która wisi w naszym salonie mam odczucie, że jest, że zaraz wygłosi którąś ze swoich profesorskich perror, że powie, że pokieruje. Obok niego mój drugi wielki przyjaciel, ojciec Mojego Szczęścia, generał a nie jak wojskowy, jak mówi oficerska córka Moja Pani Matka. Jego też się radzę w chwilach zwątpienia. Dopóty, dopóki masz rodziców jesteś dzieckiem, ja jestem półsierotą, ale i tak jest powód do małej radości, teraz zmąconej niepokojem, bo idąc do domu poślizgnęła się i złamała nogę, Moja Starsza co chwilę powtarza, że jestem pierworodny i że mnie kocha. Pojadę na nekropolis, rozłożę zielone gałęzie z lasu, który tak kochał, ale nadal bez świadomości, że On tam, metr pod ziemią. Dla mnie jest ze mną. Teraz zaś najważniejsza Mama i jej zdrowie. On za nią tęskni ale wie, że mnie nie może Jej zabrać. Czuję to

piątek, 19 października 2012
kaczusia milusia

Moje Szczęście postawiło na kaczkę. Od czasu do czasu trzeba podniebieniu podmaślić. Ładna była, francuska, więcem ją natarł miodem, własnym, pasiecznym wymieszanym z octem balsamicznym i solą. Tak postała sobie ze dwie godziny. Szczęście nagotowiło farsz – starte winne dwa jabłka i żółty kabaczek, do tego czosnek niedźwiedzi i trochę tego zwykłego, bazylia i takie różne inne.

Tak spreparowana, obłożona krążkami cebuli i jabłka i obsypana słupkami selera i marchewki poszła do brytfanny lekko podlanej olejem z winogronowych pestek i odrobiną wody.

Najpierw przez około godziny dojrzewała na parze, puszczając soki, potem pół godziny dochodziła w piecu nabierając skórki. Trzeba dodać, że by sos był dobry kołderkę przecież dostała z jabłuszek i cebuli lekko posypanych pieprzem cayenne by za słodka nie była, a boczki okrywała marchewka z selerem.Tak sobie trwała do obiadu, a gdy pora właściwa nadeszła poszła na stół z chlebusiem od Michała Kutera z poznańskiej restauracji NóżaWidelec na Czechosłowackiej, od którego uzależnić się można, do tego kapustka kiszona Rafała Dendka z ekologicznego gospodarstwa.

Uczta była co niemiara z aromatami takimi, że jeszcze do tej pory na wspomnienie ślinka mi cieknie!



niedziela, 14 października 2012
pstrąg łososiowy a la carte

Pojawił się na półkach pstrąg łososiowy. Moje Szczęście postanowiło na nim poprobować swoich talentów. W szklarence ostały się prawie ostatnie pomidory, więc je zerwała, cebulkę takoż, fioletowej bazylii ci u nas dostatek. pachnąc pięknie suszy się na werandzie. Tych to składników użyła. Najsamprzód na niewielkim oleju z pestek winogron zredukowała skrojone pomidory z cebulką, płatkami  czosnku, obficie użytą bazylią, do tego kurkuma, sól, pieprz rzecz jasna.

Pstrąg w tym czasie odpoczywał przetarty oliwką, lekko posolony,  czosnkiem niedźwiedzim posypany. Gdy sos wodę stracił porcje ryby jak na królewskim łożu na nim wylądowały.

Ogień zmniejszony i tak 15 minut parował. Delikatniusi, pieszczący podniebienie wylądował na talerzu w towarzystwie jesiennej kapustki czyli młodej brukselki i ćwiartek pomidorowych popieszczonych jogurtem. Tak to się we Dworze jada. Trzeba sobie lekko podmaślać. Idzie jesień w swej ponurszej części, potem zima, byle tylko śnieżna.

Dzięki tym czerwonym kulom czuliśmy ostatni posmak lata.

niedziela, 30 września 2012
indyk i córcia magister
 

Jesień mamy piękną tego roku. Prawdziwa, polska, złota, nostalgią mijającego czasu struny trąca. We mnie zaś radość. jeden z moich "mercedesów" com je na własnym memłonie wychował magistrem został i to nie byle czego bo prawa. Średnia ocen 4,5, mimo ludzi nieżyczliwych, jako Premier gromko zawołam - yes, yes, yes! Dzisiaj z wnukiem zjechała do dziadków na wieś ku radości Mojego Szczęścia.

Ta też togoodziana szybko po bukiet poleciała. ja zaś stanąłem do garnców gdzie teraz moje miejsce najlepsze. Indycze filety na kotlety skrojone leżały w lodowni natarte miodem z czosnkiem, posypane curry, oliwą zalane. Dzień wcześniej Elyżbietta klucznica w lesie pobliskim grzybów nazbierała, obrała i zblanszowała, tom je na patelni dobrze poddusił na oleju z pestek winogron. Na nie poszedł przetarty kalafior jako sosu zagęszczacz. Indyk pory na oleju zamknął, lekko brązowej skórki dostając, wtedy przykryty został grzybami z kalafiorem. Rozciągnięty odrobiną białego wina, do którego dolane zostało pół szklanki syropu z hyćki na miodzie. tak się chwilę dłuższą dusiło, wtedy poszły trzy łyżki tajskiego sosu sojowego by słodycz złamać i sto gram jogurtu, na wierzch zaś czosnek niedźwiedzi. Parę minut by wszystkie smaki sobą przeszły i ta część gotowa. W tym samym czasie parowały się "kluchy na łachu" czyli pyzy drożdżowe, obok zaś obrany ze skóry ładny burak gotowany wcześniej, pokrojony w plastry doprawiony łyżką miodu i połówką wyduszonej cytryny, glazurował się.

Od kulinaria 2012

Tak więc kolorowo i smakowicie, dostatnio i z sezonem zgodnie uczciłem sukces mojej najstarszej latorośli a Igo

swoim rojberstwem czas nam umilał.

środa, 26 września 2012
tuńczykowy stek

Moje Szczęście doszło do wniosku, że ostatnimi czasy zbyt obficie się odżywialiśmy i trzeba do ryb wrócić. A że przyjemność chciała mi zrobić to wybrała cosik w moim, nie swoim guście. uważa bowiem, że tuńczyk zbyt mięsny jest, mało rybny. Może i tak, ja zaś kocham i to jeszcze stek na dodatek! Najpierw pory zamknęła na krótko go obrumieniając na oleju.

Potem zaś dogotowała go przykrywając pierzynką ze szpinaku rozciągniętego jogurtem z płatkami czosnku, na wierzch zaś dając tenże sam ale świeżo miażdżony, ostrożnie sól i pieprz, potrawa po piętnastu minutach gotowa. By zaś talerz był bogaty na głębokiej patelni w wodzie do odparowania udusiła, z płatkami czosnku, zielony szabelek pokrojony na trzy doprawiony czosnkiem miażdżonym, w garnku zaś pod przykryciem parowały różyczki kalafiora. Pyszności były to niezwykłe, tak dietować mogę codziennie, czego i Wam życzę!

wtorek, 18 września 2012
naleśniczki, co przez nie patrzeć można
 

We Dwór zjechała Graffi, com jej tytułu rozszyfrować nie mógł. Czy od Grafiny pochodzi, czy też od ortografii. Ale zawsze miłym jest widzianym gościem, Felixiana, co to o wpisach u mnie zapomnieć zupełnie raczyła ,odjechała bo jej śląskiego powietrza w naszych lasach brakować zaczęło. Nowy gość zaś w naleśnikach bardzo gustuje, Moje Szczęście więc przy patelni stanęło, bo gość w dom Bóg w dom i inaczej być nie może. Patelnię rozgrzała tłuszczu nie używszy, ciasto zaś to mąka tortowa 300 gram, dwa kurze żółtka i jedno jaje całe, mlekiem rozciągnęła by ciasto płynne w miarę było, posoliła i delikatnie na przygotowaną kładła. Wychodziły delikatniusie, cieniusie, takie, że patrzeć przez nie było można. Kładła na bok do wystygnięcia. Na patelni drugiej farsz był gotowiony. Pół kilo grubo zmielonej szynki surowej, do tego cebula zsiekana, czosnek niedźwiedzi, kurkuma, którą bardzo lubi, pieprz. Zrumieniła ładnie i kładła na naleśniki, które w kopertę zamykała. Tak przygotowane ułożyła do chwili snu w naczyniu żaroodpornym i włożyła do pieca rozgrzanego na 150 stopni, tyle żeby zapiec na 20 minut.

 

W tym czasie ugotowały się różyczki białego kalafiora. Obiad gotów i wszyscy zadowoleni.

piątek, 14 września 2012
addio pomidory, addio ukochane

No i łapie nas jesień, w kolanach strzykać zacznie, z nosa lać ciurkiem, pluchy najdą, słońce chmurami się obejdzie. Żal. W szklarence pomidory już się kończą. Jeszcze wisi kilka serc bawolich, nie wiada czy małe co na wysokich piętrach upiętych pędów jeszcze są dojdą do czerwoności. By godnie uczcić odejście lata Moje Szczęście uwarzyło smażone złote jabłka, tak tłumacząc z języka Moliera- pomme d"ore. Najsamprzód na patelence skrojoną w kostkę kiełbaskę podsmażyła, odłożona na bok, pomidory skroiła w grube plastry obtoczyła w mące, położyła na rozgrzaną patelnię by lekkiego złotka dostały, obrzuciła skwareczkami, odrobiną startego sera  i zalała gęstą śmietaną, czym doprawioną, to jej tylko słodka tajemnica.

Na tym bowiem dobroć tego polega, by tłustym obtoczyć. Mnie niby tego nie wolno, ale raz na miesiąc dyspensę dostaję. Ludkowie rostomili smak ten całą zimę pamiętać będę. Delikatny, słodki słońcem, lekko kwaskowy, pełen aromatu, zamknięte w czerwonej bani słońce. Rzecz prosta niezwykle, czasu bardzo mało zajmująca, a jakże pyszna. Nieraz próbę podejmowalim by zimą tę potrawę upichcić. Nic z tego, woda, ubarwione krążki z pestkami, na języku nicość. Znowu przyjdzie czekać do lata.

poniedziałek, 10 września 2012
pszczółki, kochane pszczółki

No i jestem po ostatnim miodowaniu. Dały niewiele, jakosik im gryka do gustu nie przypadła. Alem i ich specjalnie nie dręczył. Większość z nadstawek zniosły na dół by królowa czerwić mogła. teraz pora karmienia, trzeba się przecie pracusiom odwdzięczyć za to co zabrane latem by spokojnie zimę przeżyły.

Syrop sporządzam na cztery kilo cukru dwa i pół litra wody, to do specjalnych pojemniczków wlewam a one wypijają. Lubię słuchać jak gwarliwie w ulu brzęczą, nawet wieczorem późnym pracując. W spiżarni zaś na miłych gości czekają ogórki miodowe, co według osiemnastowiecznego, dworskiego przepisu sporządzone, znalezione gdzieś na karteluszkach przez przodków spisane. Weż litr miodu świeżego by płynął, dolej litr octu z naturalnej rektyfikacji, co ma 10 procent, na to wrzuć garztkę gorczycy, liść estragonu, kawałek liścia bobkowego i dwa angielskie ziela, podgrzej ale nie za wiela, jeno by miód dobrze z octem się połaczył, zalej ogórki ciasno poukładane w łódki skrojone.

W spiżarni dwa miesiące trzymaj by smak i zapach octu zniknął a jeno kwasek w słodkości ostał. Niebo w gębie gdy zimą takie cudo otworzysz. Nasza przetwórenka ma tego dzieła zapas zacny.

piątek, 31 sierpnia 2012
Jedzonko pyszne a lekkie dla każdego

Deszcz, jesienny deszcz, za oknami mgła. Zaczyna się jesień. Początek, polska, złota, potem zaś szaruga, mgły, zimnice przenikające paltoty, kurtki, szczypiące w czubki palców. Tak więc cieszmy się tym co mamy, korzystajmy z ostatnich, radosnych błysków słońca.Niech ta jesienna radość przełoży się na talerze. W ogródkach urodzaj wielki warzyw, więc korzystać trzeba. Można wziąć koper włoski, na pół przekroić, obgotować w lekko posolonej wodzie, poczem wyłożyć do żaroodpornego naczynia, zalać dobrym jogurtem i zapiec. Do sąsiedztwa dołożyć można marchewkę, takoż obgotowaną, potem panierowana tartą bułką, oliwą podlaną i zapieczoną.

By stół był bogatszy może dojść por biały, na pół skrojony, obłożony plastrami kalarepki. Postępowanie z nimi takież same, najpierw gotowanie, potem zapiekanie. Piec ustawiamy na 150 stopni i pół godzinki wystarczy. Gdy chcemy swojemu lub swojej podmaślić szczególnie dołożymy pierś kurzęcą, lekko posoloną i popieprzoną, może być wcześniej zamarynowana w oliwie z papryką i bazylii, następnie złożona w naczyniu do gotowania na parze, przykryta plastrami brzoskwini i tak przez dobre pół godziny warzona. A do tego, jako, że sezon pomidorowy, sałatka z pomidorów z cebulką na jogurcie, posypana prawdziwą bazylią.

Zaręczam będzie wszystkim smakowało, lekkostrawnie a dla żołądka dobrze. Mogą to jeść również ci co na diecie. Po takim jedzonku lekko się myśli, do głowy głupie myśli nie przychodzą, by ciężko zarobioną kasę wkładać w jakoweś piramidy finansowe. W nich faraonów chowano i niech tak pozostanie.



piątek, 24 sierpnia 2012
warzywa są w ogródku

Czas ostatni bujny był niezwykle.Najsamprzód Stary Rynek w Poznaniu, gdzie moja Bomba czosnkowa sięgnęła po Kulinarne Dziedzictwo,

potem zaś Gruczno gdzie przyjaciele licznie zjechali. Sery nieco się w zapasach przerzedziły, bo swoich wielbicieli mają. Ja zaś w domowe pielesze zjechawszy popatrzyłem gospodarskim okiem co by można z ogrodu do garnca wrzucić. Kabaczki obrodziły licznie, pomidorów nie braknie, cebulka jest. Skroiłem towarzystwo w plastry i piórka, podlałem oliwą i próżyć zacząłem. Z wierzchu jeno lekko solą dobawiłem i curry. Na drugiej patelni podsmażyłem kulki uczynione z mielonej chudej wołowiny i obkrojonej łopatki, do tego łyżek kilka oliwy, czosnku niedźwiedziego bogato, czosnku zmiażdżonego takoż, nie za dużo soli i trochę pieprzu cayenne. Wyrobione mięso łatwo się formowało. Gdy skórka się zbrązowiła dodałem do warzyw, sos zaś który z kabaczka i pomidorów wypłynął wciągnąłem szklanką kaszki kus kus.

Gdy wszystko minut parę popyrkało na stół wydałem. Ot, niekłopotliwe i szybkie letnie danie co każdemu do gustu przypadnie.

Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl