Kategorie: Wszystkie | dieta | emka gotuje | gościnnie | kuchnia Felli | kuchnia i dom na wsi | sery
RSS
piątek, 24 sierpnia 2012
warzywa są w ogródku

Czas ostatni bujny był niezwykle.Najsamprzód Stary Rynek w Poznaniu, gdzie moja Bomba czosnkowa sięgnęła po Kulinarne Dziedzictwo,

potem zaś Gruczno gdzie przyjaciele licznie zjechali. Sery nieco się w zapasach przerzedziły, bo swoich wielbicieli mają. Ja zaś w domowe pielesze zjechawszy popatrzyłem gospodarskim okiem co by można z ogrodu do garnca wrzucić. Kabaczki obrodziły licznie, pomidorów nie braknie, cebulka jest. Skroiłem towarzystwo w plastry i piórka, podlałem oliwą i próżyć zacząłem. Z wierzchu jeno lekko solą dobawiłem i curry. Na drugiej patelni podsmażyłem kulki uczynione z mielonej chudej wołowiny i obkrojonej łopatki, do tego łyżek kilka oliwy, czosnku niedźwiedziego bogato, czosnku zmiażdżonego takoż, nie za dużo soli i trochę pieprzu cayenne. Wyrobione mięso łatwo się formowało. Gdy skórka się zbrązowiła dodałem do warzyw, sos zaś który z kabaczka i pomidorów wypłynął wciągnąłem szklanką kaszki kus kus.

Gdy wszystko minut parę popyrkało na stół wydałem. Ot, niekłopotliwe i szybkie letnie danie co każdemu do gustu przypadnie.

wtorek, 12 lipca 2011
Felixiany pierożki z ryżem i różnościami

 

 

Nareszcie się objawiła po raz kolejny i częstuje nas swoimi pysznościami Felixiana - Ania nasza kochana. A oto czym dzisiaj nas raczy:

"Pogoda w drobną kratkę. Dzisiaj na odmianę natura chcąc wynagrodzić ostatnie chłody i nadrobić temperaturowe zaległości bardzo się postarała. W taki czas potrzeba na stół podać coś lekkiego.

 

Tym razem wybór padł na pierożki z ciasta francuskiego z dość nietypowym farszem. Tym bardziej, że rulonik tegoż ciasta czekał w lodówce na zastosowanie.

 

W nadzieniu pierożkowym wzięły udział: 2 torebeczki ryżu jaśminowego (co za aromat po ugotowaniu), kilka kawałków suszonych pomidorów skąpanych w oliwie, 15 dkg szynki, 3 większe cebule, parę listków świeżutkiej bazylii, sól, świeżo zmielony pieprz, 2 jajka i 5 łyżek śmietany.Kiedy drobno posiekane cebulki zeszkliły się na blado-złociutko na patelni, zaprosiły do siebie pyszne, pokrojone drobno pomidory i bazylię, sól, pieprz. Z dodatkiem kilku łyżek warzywnego bulionu dusiło się to towarzystwo na małym ogniu przez 5 minut. Po lekkim przestudzeniu doszły do masy: ryż, skrojona w kosteczkę szynka, 2 całe jajka i śmietana.

 

Po tym czasie rozmrożony płat ciasta francuskiego już tylko czekał na podzielenie w kwadraty i nałożenie farszu. Brzegi kwadratów posmarowane białkiem pięknie się posklejały po złożeniu ich w zgrabne trójkąty. Jeszcze tylko pozostało pomalować wierzchy pierożków rozbełtanym żółtkiem i wstawić je na blasze wyłożonej folią do pieczenia, do rozgrzanego do 220 stopni piekarnika. Kiedy nabrały złocistej barwy poszły pysznić się na talerzach wespół z fasolką szparagową i zagęszczonym sosikiem ze świeżo przetartych pomidorów z dodatkiem masełka, soli i szczypty cukru. Czegóż trzeba innego w taki skwar na stole?" felixiana

 

 Smacznego wszystkim życzę!

 

poniedziałek, 13 czerwca 2011
Felixiany szpinakowe placuszki i sos serowy

I uraczyła nas nasza przyjaciółka Felixiana nowym pysznym dankiem. Szkoda, że tylko na zdjęciach.

"Ostatnimi czasy po przeżyciach jakie zafundował mi mój komputer odmawiając współpracy, po perypetiach z przeniesieniem wszystkich danyc, programów i innych archiwaliów do nowego sprzętu, przyszedł czas na  odreagowanie. Bywa, że na kłopoty pomaga pobyt w kuchni.

Jak często w dni weekendowe, w ramach odśmiecania głowy z codziennych problemów, uruchomiłam twórcze myślenie na tematy kulinarne, czyli pełen luzik i improwizacja. Rezultaty bywają różne, ale zwykle coś smacznego wychodzi.

 

Tym razem zastanawiałam się czym zastąpić klasykę na talerzu czyli wykluczone
zostały ziemniaczki, kasze, ryż i  makarony. I jeszcze żeby pasowało do rybek, bo piękne sole natarte solą cebulową i obficie posypane świeżym posiekanym koperkiem czekały na ciąg dalszy. Placki? Doszłam do wniosku, że mogą być, ale Boże broń nie takie zwyczajne, ziemniaczane: może by tak szpinakowe? Paczuszka szpinaku często u mnie w lodówce obecna, czekała na stosowną do użycia chwilę.

 

Od pomysłu do przemysłu czyli: trzy całe jajka  poszły do miseczki i zostały ubite na puszystą piankę, dołączyły do tego 3 łyżki mąki tortowej, odrobina soli i rozmrożony i odsączony na gęstym sicie szpinak. Jeszcze odrobina czosneczku i masa na palcuszki gotowa. Miała konsystencję gęstej śmietany i fikuśny... zielony kolorek.

Pomyślałam: zielone placki? Nic to, na patelni zieloność złagodnieje. I tak też się stało, a smak przeszedł oczekiwania.

W tym czasie ryby trafiły na patelnię. Miały być tym razem bardziej dietetyczne, wobec tego znowu dylemat: parowar, czy patelnia? Zwyciężyła patelnia, ale po mojemu, bez panierki, z niewielką ilością oliwy e.v. (2 łyżki). Po minucie, kiedy rybki były lekko ścięte, dolałam 3 łyżki wody i nakryłam szczelną pokrywką. Rybki tak uparowane osiągają szczyt subtelnej delikatności po kilku zaledwie minutach.

Do kompletności dania brakowało jeszcze jakichś jarzynek, a pod ręka były kalafior i żółta fasolka szparagowa. No i dobrze, ale nudno. No to z zakamarków pamięci wydobyłam jakieś fragmenty przepisu na sos serowy. I to było to! Znowu trochęimprowizacji i wyszedł sos palce lizać.

 

Poszły do niego: szklanka słodkiej śmietanki, serów rozmaitych jakie pod ręką były po ok. 5 dkg, czyli gouda, radamer, edam, jakieś pleśniaczki. Powinien być parmezan i roquefort, których jednak u mnie brakło, ale i tak sos osiągnął smakowitość nadzwyczajną. U Ciebie za to wybór serów jest tak duży, że mógłbyś zrobić sosik w wielu wykwintnych wariantach.

Zatem sposób na sos jest taki: śmietankę w rondelku zagotować dodając po kolei wszystkie serki, odrobinę soli, pieprzu świeżo mielonego. Mieszając czekamy aż sery się całkiem rozpuszczą i gorący podajemy w miseczce. Kalafior z wody, ryba i placuszki podane z takim sosem, posypane świeżutkim koperkiem to czysta poezja i pychota. Polecam, a efekt murowany!" felixiana

Skromność Ani jest przysłowiowa i przykładowa. Zastanawia się czy aby na pewno trafi w gusta czytelników. Aniu zapewniam, ślinka cieknie i brodę moczy!

piątek, 13 maja 2011
Felixiany naleśnikowe rozmaitości i kieszonki kurczakowe
 

 

Po ogarnięciu rozgardiaszu pourlopowego uaktywnię się i ja. Jednak Feli doskonale mnie zastepuje, nie darmo pierwsza podkuchenną ostała się. Zapraszam do smaczności.

"Słowa winno się zawsze dotrzymywać, zatem konsekwentnie dzisiaj przepis na francuskie naleśniki z warzywnymi różnościami oraz kurczakowe kieszonki, czyli kolejne słońskie kulinarne wspomnienie. 

 

Dlaczego naleśniki francuskie? Bo z natury puchate i mięciutkie lubią bardzo zwijać się w ruloniki z pikantnymi warzywnymi różnościami.

I tak: trzy szklanki mąki, najlepiej tortowej (czyli ok. pół kilograma) zalewam w naczyniu 2 szklankami  ciepłego mleka i 1,5 - 2 szklankami letniej wody, dodaję szczyptę soli i mieszam dokładnie, żeby nie było żadnych grudek. Gładziutka masa powinna odpocząc sobie około pół godziny. Mąka pęcznieje z cieplutkimi dodatkami i to jest połowa sukcesu jeśli chodzi o puchatość naleśników. Masło w ilości 12 dag rozpuszczam na małym ogniu, studzę i dodaję do mąki. Potem do masy wędrują cztery żółtka, jeśli napatoczyły się jaja duże lub pięć, jeśli małe.

Znowu mieszanko. Do oddzielonych białek dodaję  pół łyżeczki cukru (do naleśników z farszem pikantnym), albo całą łyżkę cukru, jeśli miałyby to być naleśnieki z farszem słodkim.

Stara dobra szkoła naszych babć i mam głosiła: do potraw pikantnych szczypta cukru, do potraw słodkich - kilka kryształków soli. To zawsze dodaje właściwego smaczku. I tego się trzymam.

 

 

Ubijam białka na sztywniutko. Wtedy łączę wszystko dodając stopniowo  ciasto do ubitej piany i leciutko mieszam, żeby piana nie opadła. I tyle. Smażę na złoto puchate naleśniki na dwóch patelniach, bo zawsze jakoś wypada mi ich zrobić więce, więc tak jest o wiele szybciej.

Kiedy mąka chłonęła "mokrość" ciepłego mleka i wody, przygotowałam farsz z warzyw co to są przeważnie w domu pod ręką: ze 2marchewki, 2 pietruszki-korzonki i  duży seler starte na grubej tarce, por - białą część pokrojona w półtalarki. Można oczywiście użyć 1lub 2 opakowań mrożonej mieszanki warzywnej krojonej w paseczki. Wtedy przygotowanie farszu trwa odpowiednio krócej, z czego niejednokrotnie przy braku czasu korzystam.

Potem do kompletu 2 -3 papryki drobno poszatkowane, 1 cebula, dymka jak sie trafi, 30 dkg pieczarek startych na grubej tarce, albo w jarzynowym kręciołku (prawda, jak się często w kuchni przydaje takie urządenie?). No wreszcie do całości kompozycji - 1 puszka tuńczyka rozdrobnionego w sosie własnym (jeśli się lubi).

Na pierwszy ogień idzie cebulkę pokrojona w drobną kosteczkę: szkli się w rondlu z dodatkiem oleju ryżowego lub oliwy e.v.  Potem dochodzą pieczarki i duszą się razem parę minut. Pozostałe jarzynki w oddzielnym naczyniu dochodzą miękkości również w towarzystwie przedniej oliwy i przypraw jakie kto woli. Ja dodaję pieprzu czarnego, czosnku niedźwiedziego, curry i cayenne. I wtedy łączy się wszystko: jarzynki z pieczarkami i chwilę jeszcze razem podgrzewa.

Farsz trzeba trochę wystudzić, dać czas składnikom na "przegryzienie", a wtedy i dodać lekko odcedzonego z własnej zalewy tuńczyka z puszki. Zapewniam, że z takim tuńczykiem farsz jest jeszcze smaczniejszy! Mieszam, solę do smaku, ewentualnie dodać dodatkowo świeżo zmielonego pieprzu i gotowe!

Smarowny farszyk pięknie rozściela sie na jeszcze ciepłych naleśnikach, a te zwijają się w ruloniki.

Pyszne są odgrzane na malutkim ogniu na patelni, na paru kroplach oliwy, zyskując chrupiącą skórkę. Wypróbowałam, że można je podać i na zimno, choć jednak nie to samo. Na talerzu ozdabiamy je kleksami  jednego z dwóch sosów, które opisałam już wcześniej: tutaj

Sos śmietanowo-jogurtowy z 2 łyżek dodatkiem majonezu, 1 łyżki przecieru pomidorowego, soli, pół łyżeczki cukru i pieprzu, jest bardzo uniwersalny i pasuje zarówno do sałatki warzywnej jak i do naleśników. Sos żurawinowy, bardziej wyrafinowany też jest tu w sam raz: jak kto lubi :-)

Dodam jeszcze, że naleśniki oczywiście nie muszą być francuskie, tylko zwyczajne, ale... :-)))

I tyle o naleśnikach, bo jak starczy cierpliwości miłym czytaczom blogowym, opowiem jeszcze  o kurczakowych kieszonkach, które również przedstawiły się wśród zlotowych kulinarnych rozmaitości.

 

Kieszonki kurczakowe mają tę zaletę, że jak do każdej kieszonki można do nich napchać co dusza zapragnie. Tym razem miałam pomysł, żeby wrzucić tam wątróbkę drobiową (20 dag), 30 dag pieczarek, suszone pomidory albo z oliwy, albo kilka listków suchych, posiekaną zieloną pietruszkę i dymkę, dwie łyżki kaszki manny i jajo.

Z przypraw wystąpiły: sól kamienna, pieprz czarny mielony, oregano, tymianek, bazylia, czosnek niedźwiedzi i garam masala.

Same kieszonki można przygotować na dwa sposoby: z udek ( i tu trzeba cierpliwie wytrybować kostki, ale można dojść do wprawy  mając ostry długi i giętki nóż), albo tak jak były przygotowane do Słońska, ze względu na większą ilość i czas: po prostu kilka piersi ładnie i delikatnie rozbitych na większe płaty.

Udka lub piersi solę, smaruję oliwą i nakładam nadzienie, po czym spinam  wykałaczkami. Jeśli chodzi o udka, to najlepiej na jedno nałożyć sporo farszu, a drugim przykryć i razem spiąć. Kieszonka staje się wtedy dużą "kieszenią", ale można oczywiście dowolnie ją podzielić na  talerzu.

Piersi nadziewam pojedynczo, składając je na pół.

 

 

Oczyszczoną i rozdrobnioną wątróbkę oraz również rodrobnione pieczarki lekko podsmażam na patelni odparowując nadmiar soczku jaki wtedy powstaje. Wtedy dodaję wszystkie inne smakowite ingrdiencje: pomidory, cebulkę, pietruszkę, mannę , przyprawy, jajko i farsz gotowy.

Wypełnione po brzegi kieszonki idą do rondla i obsmażają się na złoto na kilku łyżkach oleju ryżowego.

Potem ubrane w grube i szczelne ubranka z folii alu, polane oliwą pozostałą z obsmażania i ozdobione oliwkami w dowolnym wydaniu (czarnymi lub zielonymi, bez pestek) wygrzewają się około 45 minut w najpierw gorącym piekarniku (200°) a potem w temperaturze 180°. Oliwki dla odmiany można zastąpić np. śliwkami suszonymi. 

Po otworzeniu ubranek foliowych kieszonki prezentują fantastyczny aromat, sa delikatne i soczyste. U mnie wystąpiły z surówką z tartej marchewki dosmaczoną odrobiną soku pomarańczowego i dwoma łyżkami śmietany (u mnie taka postać marchewki ma duże wzięcie) i dla kontrastu z brokułami z wody. Ale tu już koncepcję z czym podać kieszonki pozostawiam wyobraźni stołowników.

W Słońsku kieszonkom towarzyszył sosik żurawinowy, bardzo sie z potrawą komponujący. Smacznego życzę!"  felixiana

czwartek, 28 kwietnia 2011
Felixiany świąteczne polędwiczkowe ruloniki

Feli swoja obietnicę zrealizowała. Przysłała przepis na kolejne pyszności w jej wykonaniu. Zapraszam:

"Zapowiadałam kolejną część słońskich smaków, ale na drodze stanęły Święta, no i jakoś łatwiej stołowe aktualności było mi opisać. Do słońskich potraw rychło powrócę.

Wielkanocne dni zostały kulinarnie uczczone: w pierwsze święto tradycyjnym ale i przednim żurkiem z jajkiem, czarną kaczką z pomarańczami i jabłkami. Ale to żadne w kuchni nowum i rewelacje. Za to w dzień drugi odezwała się kulinarna wena czyli  pełna improwizacja.

 

W chłodzie cierpliwie czekały sobie wieprzowe polędwiczki, same ciekawe, co też z nimi pocznę i jak się zaprezentują na świątecznym stole. I może nie ma tu nadto dużo możliwości, ale jak się włączy myślenie, to całkiem zacne rzeczy z tego wychodzą.

Jako, że lubię rzeczy zakręcone, jak i jak już wiadomo jarzynki w każdej postaci , to i wymyśliłam sobie polędwiczkowe ruloniki.

 

Sześć ładnych polędwiczek zostało potraktowanych tłuczkiem, ale na tyle delikatnie, że pozostając całe rozciągnęły się w piękne duże medaliony. Po tych torturach posolone, natarte świeżutko zmielonym pieprzem i skropione oliwą e.v. poszły znów do chłodu, żeby poodpoczywać i poczekać na odpowiednie towarzystwo.

A do towarzystwa przeznaczyłam mrożony szpinak. Odparowany na patelni z odrobiną soli i hiszpańskiego czosnku nabrał konsystencji miękkiej i pachnącej masy. Potem ułożył się wygodnie na płatach polędwiczek  i zaprosił jeszcze czosnek niedźwiedzi, majeranek i płatki suszonych pomidorów, aby oddały mięsku swe aromaty. Na to  jeszcze lekkie skropienie oliwą e.v. i polędwiczki mogły być zwinięte w zgrabne ruloniki, nie wymagające nawet spinania.  

Potem opieczone krótko na patelni na ryżowym oleju nabrały właściwej złocistości i powędrowały do folii. Ułożyły się wygodnie w brytfannie i poszły do piekarnika nagrzanego do 200 °C. Po mniej więcej 20 minutach tej spiekoty obniżyłam miłosiernie temperaturę do 185 st. i piekły się tak jeszcze  około 40 minut. Namiocik z folii sprawił, że nic ze swej soczystości polędwiczki nie straciły, za to nabrały delikatnej miękkości.

 

W takim wydaniu polędwiczki bardzo lubią różne sosiki, ale najbardziej świątecznym i pasującym wydał się lekki a niezwykle oryginalny sos żurawinowy.

Intensywny dość smak przesmażonej żurawiny łagodzi nadzwyczajnie w tym sosie majonez połączony z jogurtem naturalnym. Trzeba do sosiku:

5 łyżek przesmażonej żurawiny (domowej lub ze sklepu), 3 łyżki majonezu, 1 jogurt naturalny, sól i odrobina pieprzu czarnego. Wszystko mieszam, doprawiam do smaku solą i pieprzem.  Żurawina jest zazwyczaj dość słodka, więc jeśli trzeba, dodaję nieco soku cytrynowego.

Zapewniam, że połączenie jest wyborne! Dla jarzynkowego uzupełnienia dania i przygotowałam jeszcze sałatkę z ulubionej sałaty lodowej, papryki żółtej i czerwonej rozdrobnionej w kręciołku, pokrojonych w kosteczkę pomidorów i zeszatkowanego ogórka. Warzywka skąpały się w sosie śmietanowo-jogurtowym z 2 łyżek dodatkiem majonezu, 1 łyżki przecieru pomidorowego, soli, pół łyżeczki cukru i pieprzu.

A jakby było nie dość kolorków i smaczności, danie ozdobiły pyszne paseczki lekko słodkiego żółtego melona i pomidorki koktajlowe.

Danie wyszło bardzo lekkie, delikatne i smakowite. Całkowicie obyło się bez jakichkolwiek innych a konkretnych dodatków: ziemniaczków, ryżyku czy też kluseczek. Błogie uśmiechy były wystarczającą nagrodą za przygotowanie świątecznych ruloników. Felixiana"

Polędwiczek na zdjęciu nie posiadam, ale w Słońsku Feli potraktowała nas swoimi naleśnikami z tymże żurawinowym sosem.

 

Były ... nie do opisania, a sos pieszczący podnienbienie nie do podrobienia.

piątek, 22 kwietnia 2011
Felixiany Słońskie smaki 2 - czyli pierożki curry i serowe babeczki
 

List właśnie otrzymałem od Ani - Felixiany, o której specyjałach przygotowanych na słoński stół,  pisałem w poprzedniej notce. Pozwólcie, że zacytuję w całości, słówka z jej pisania nie roniąc:

"Jako, że zapowiedziałeś przymuszanie do opisania "dobrodziejstw" jakie przygotowałam na nasze słońskie przyjaciół spotkanie, to mimo intensywnych przedświątecznych zajęć, zasiadłam do pisania. Nasłuchawszy się ku mojej ogromnej uciesze pochwał na temat smakowitości potraw i mając świeżo w pamięci uśmiechnięte buzie i znikające ekspresowo pierożki, z radością podzielę się przepisami.

Jednak nie wszystko dziś tu przedstawię, żeby nie przedobrzyć i nie dodawać przysłowiowych "dwóch grzybków w barszcz". O kieszonkach kurczakowych z różnościami i o naleśnikach francuskich z farszem jarzynkowo-tuńczykowym, będzie następne słońskie kulinarne wspomnienie.

Na dziś opowiem o pierożkach curry skrywających drobiowo-pieczarkowy farszyk i o serowych babeczkach z porami i szynką.

 

Na pierożki w ilości około 30 sztuk potrzeba przedniej mąki 30 dag mąki, proszku do pieczenia z pół łyżeczki, jajo, ale nie Twoje gęsie, jeno od kury, łyżki 4 zimnego masła. Potem pół szklanki kwaśnej śmietany (tu z westchnieniem wspominam Twoją wyborną śmietanę). Na koniec dla dosmaczenia szczyptę soli, pół łyżeczki kurkumy i łyżeczkę curry.

Wszystko to zagniatam. Najlepszy sposób jaki znam na przygotowanie kruchego ciasta, to cierpliwe posiekanie widelcem o długich "zębach"  wszystkich składników. Kruche ciasto bardzo nie lubi ciepła ręki, więc najpierw siekanie, a dopiero jak składniki się prawie połączą, zagniatam szybko i ciasto idzie do lodówki trochę odpocząć po tym znęcaniu.

 

W tymże czasie przygotowuję farsz. Na tą ilość pierożków potrzeba: dwie  pojedyncze kuraczakowe piersi, pęczek szczypiorku albo dymki, pęczek zieloności pietruszkowej, cztery łyżki oliwy e.v. albo oleju ryżowego, pieczarek 20 dkg, jajo kurze, soli do smaku i pachnącej curry 1 łyżeczka.

Piersi piekę na małym ogniu około pół godziny na oliwie. Upieczone i ostudzone idą do zmielenia.  Pieczarki posiekane kręciołkiem na drobniutko, duszę kilka minut na tłuszczu pozostałym po smażeniu piersi. Siekam szczypiorek i zieloną pietruszkę.  Jajko rozbijam: żółtko wędruje do farszu, a białko posłuży do posmarowania pierożków przed pieczeniem. Mieszam wszystkie ingrediencje i dosmaczam solą, świeżo zmielonym czarnym pieprzem i curry.

Wtedy pierożkowe ciasto po odpoczynku w lodówce rozwałkowuję na grubość 2 - 2,5 mm. Szklanką wycinam krążki, nakładam kopiato farsz i zaklejam pękate brzuszki pierożków.

Blachę wykładam folią do pieczenia (ten wspaniały wynalazek pozwala na wielokrotne użycie i nie trzeba natłuszczać), układam na blasze pierożki, smaruję je białkiem i posypuję suszonym koperkiem. Pierożki wygrzewają się w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez jakieś 25 minut, do uzyskania wspaniałej złocistości. A potem to już tylko zostaje oczy i brzuszek cieszyć.

Po pierożkach kolej na następną przystawkę, albo jak kto woli zagryzkę do np. pysznego kapuśniaku, który nam zaserwowałeś w Słońsku, czy inszej zupki.

 

Przygotowuję na ciasto: 40 dag mąki, do tego 4 topione serki topione o naturalnym smaku, każdy po 10 dag, kostkę margaryny, a do smaku odrobinę soli i i łyżeczkę gałki muszkatołowej (bardzo pasuje jej smaczek w potrawie).

Do farszu za to wybieram cztery większe pory, przygotowuję 3-4 plastry chudziutkiej szynki, (tak około 20-25 dag). Potrzeba jeszcze troszkę soli, cukru i łyżeczka gałki muszkatołowej.

 

Białą część porów i kawałek zielonej kroję na pół, dokładnie a potem w półtalarki, około 0,5 – 1 cm. szerokości. Zagotowuję wodę z łyżeczką soli i łyżeczką cukru, blanszuję chwilę pory, na półmiękko i dokładnie odcedzam. Do porów dodaję szynkę skrojoną w drobną kosteczkę. Doprawiam do smaku gałką muszkatołową , solą i pieprzem.

 

Zagniatam ciasto na babeczki metodą taką jak przedtem pierożki. Posmarowane oliwą foremki babeczkowe wypełniam ciastem i farszem. Potem farsz chowa się pod pierzynkę z krążków ciasta wyciętych szklanką i doklejonych na brzegach.

Pomalowane białkiem lub całym jajkiem babeczki posypuję suszoną zieleninką, np. koperkiem. Pieką się  w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez ok. 20 minut. Złociście rumiane i wspaniale pachnące, pysznią się na półmisku, przyciągając  zgłodniałe brzuszki.  

Jako że święta za pasem, życzę Wesołego Alleluja, spokoju, smacznych pisanek i innych pyszności  na stołach, Gospodarzowi, Szczęściu Jego, Pani Matce oraz całej Rodzince, a także wszystkim odwiedzającym te smaczne blogowe strony. felixiana"

PS. Nie muszę chyba nikomu mówić jakie pyszotki to były! - Emka1216

                                                                                 

                                                                                             

poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Felixiany kotlety ziemniaczane, kurczakowa improwizacja i takie tam przemyślenia
 

Nawiedziła nas wirtualnie nasza kochana Feli. Zaczęła znów kusić nas swoją lekką i smaczną kuchnią. Oddaję jej głos.

Natłok spraw trudnych, uciążliwych i po prostu przykrych  powoduje, że zamiast walczyć z przeciwnościami  losu, odparować niesłuszne ataki jak by należało, czasem człowiek  się wycofuje, chowa we własnym wnętrzu, jak w skorupce ślimaka. Bo w tej skorupce-norce wydaje się panować spokój, bezpieczeństwo i sprawiedliwość.  Ale pamiętać też trzeba, że ta skorupka też jest dość krucha. I cała rzecz polega na tym, żeby ją tak wzmocnić, aby nic już nie było w stanie zagrozić.

A co nas, niepoprawnych wrażliwców, nieodpornych na ludzkkie złośliwości potrafi tak wzmocnić? Dobre słowo kogoś bliskiego i niezawodnych przyjaciół, wyciągnięta ręka, uśmiech, pomoc w wytworzeniu dystansu i odwrócenie uwagi od raniących spraw, no i chęć oczywiście własna wydobycia się na powierzchnię. No i jeszcze perspektywa przesympatycznego spotkania ze wspaniałymi ludźmi i to w takim otoczeniu - jednym słowem: wiosna i wyprawa na Zlot do Słońska!

Tak więc już nieco zdystansowana, mogłam wyjść nieco poza prozę życia w kuchennej ostoi  i uruchomić twórczą improwizację.

I choć potrawa nie na miarę dziejów, to jednak  wyszło z tego niezłe i kolorowe (tak lubię najbardziej) danko.

Wzięły udział w tworzeniu:

Ziemniaki w ilości ok. 1 kilograma, 2 cebulki średniej wielkości, jajka również dwa (chyba, że ma się pod ręką gęsie jajo jak u Ciebie, to wtedy jedno), ok. 10 dkg mąki pszennej lub ziemniaczanej. W moim wydaniu użyłam mąki ziemniaczanej. Dalej wystąpiły: pieczarki, seler naciowy, czerwona papryka i piersi kurczaka, kilka marchewek, zielona pietruszka.

 

Najpierw zatem ugotowane i przeciśnięte przez praskę ziemniaczki zaprosiły do towarzystwa przesmażone na oliwie extra virgin cebule, przedtem pięknie zeszatkowane jarzynkowym "kręciołkiem", jajka i mąkę.

Potem dla dosmaczenia trafiło trochę soli i świeżutko zmielonego pieprzu czarnego. Wszystko to po wymieszaniu dało pyszną masę, gotową żeby uformować z niej zgrabne owalne kotleciki.

Na koniec jeszcze zyskały ubranko z tartej drobno bułki i poszły sie wygrzewać na patelni na niezbyt gorący olej ryżowy aż do uzyskania pięknej rumiano-złocistej skórki.

 

Żeby więcej barw na talerzach zagościło, wymyśliłam sobie do kompletu sznycelki ze zmielonych piersi kurczaka, drobno zeszatkowanej papryki i selera naciowego oraz zielonej pietruszki. Masa sznycelkowa doprawiona została jeszcze solą, pieprzem, cayenne, i czosnkiem niedźwiedzim.

Może być coś prostszego a zarazem bardzo smakowitego? Efektu wizualnego i pychoty dopełniły pieczarki w plasterkach usmażone na masełku i marchewka skrojona tradycyjnie w kosteczkę z odrobiną beszamelu. Ot i wszystko. Zapraszam na leciutki obiad! felixiana

Smacznego życzę. 

                                                                                                         

niedziela, 16 stycznia 2011
Felixiany kolejne jarzynkowe wariacje czyli terrina cukiniowo-warzywna

Jak zwykle niezawodna Felixiana, nadesłała nam przepis, przy którego czytaniu ślinka cieknie. Aromaty bazylii i pietruszki przenikają przez ekran komputera wywołując realne wyobrażenie doznań smakowych. Poczytacie to przyznacie mi rację. Zapraszam:

 

„Moje niesłabnące gorące uczucia do wszelkiej maści warzywek podsunęły mi kolejny sposób na lekkie, a sycące danko i w dodatku mieniące się kolorkami na talerzu jak lubię.

O tej porze roku ciągle są dostępne młodziutkie cukinie (wolę nie kombinować gdzie one tam sobie rosną i dojrzewają, ważne że są i śmieją się na zielono). A że to jedno z najulubieńszych moich warzyw, to i pomysłów mam zawsze kilka jak je przyrządzić.

 

Na początek do rondla trafia drobno posiekane 3 cebulki i 4 ząbki czosnku, żeby na na przedniej oliwie pięknie się zeszkliły. Rychło do towarzystwa dochodzą 3 cukinie pokrojone ze skórką (dla koloru) w półtalarki i wszystko dusi się parę minut. Po czym całość wędruje do michy, żeby gorącość oddać zanim trafią inne ingrediencje.

 

W tym czasie trzy większe marchewki skrojone w plasterki blanszują się przez 5 minut we lekko osolonym wrzątku z dodatkiem pół łyżeczki cukru. Wyjęte na miseczkę do ostygnięcia czekają na swoja kolejkę. Równocześnie rozmrożony i odsączony szpinak trafia na patelnię i dosmaczony czosneczkiem i solą poddusza się na 2 łyżkach oliwy extra virgin i też czeka, aby trafić w odpowiedniej chwili do potrawy.

Teraz kolej na serek i przyprawy. Osełka dobrego białego serka rozdrobniona w salaterce wraz z 4 jajkami, 3 łyżkami bułki tartej, posiekaną zieloną pietruszką i bazylią (najlepiej swieżą w ilości ok. 10 listeczków), doprawiona czosnkiem niedźwiedzim, curry, solą i świeżo zmielonym pieprzem czyni wspaniale pachnącą masę, która trafia do ostudzonej cukinii.

 

Tutaj muszę się pochwalić jak pięknie mi rośnie podarowana i przywieziona z wakacyjnego pobytu w Waszym zaczarowanym ogrodzie bazylia. Nawet kwitnie o tej porze roku! Co za zapach!

Teraz połowa przygotowanego misz maszu cukiniowo-serkowego spoczywa sobie w foremce dowolnego formatu (choć przecież terrina to nic innego jak pasztet, więc niby powinna być przygotowana w prostokątnej pasztetowej formie). Ale ja zrobiłam w kwadratowej ze względu na większą ilość i też dobrze wyszło.

Na to układa się wdzięcznie zblanszowana marchewka, potem kontrastowo ściele się szpinak, a potem przykrywa kołderka z drugiej części masy cukiniowo-serowej.

 

Całość trafia do piekarnika rozgrzanego do 200 st. na 30-35 minut, a potym czasie układa się wygodnie na górze starty (lub nie) żółty serek, wędruje jeszcze na 3-4 minutki do gorącości i dzieło gotowe.

I teraz zdradzam niewierność przepisowi, który znam. Mianowicie forma powinna być w zasadzie wstawiona do kąpieli wodnej i tak się nasza terrina powinna w niej wygrzewać jakieś 50 minut, a potem już wyjęta z "kąpieli" jeszcze jakieś 15 minut dochodzić swego w ciągle gorącym piekarniku.

Ja jednak czasem niecierpliwa bywam i wstawiłam jarzynkowe danko od razu do suchego piekarnika. I też się udało, a niecierpliwe i zgłodniałe brzuszki nie musiały tak długo czekać na obiadek.

Pyszności dopełnił sosik z reszty wody z duszenia cukini, 2 łyżek śmietany, 2 łyżek przecieru pomidorkowego (domowego), odrobiny cukru, soli i pieprzu.

Uśmiech nr 5 zdobił oblicze domowników po zjedzeniu danka, czyli musi co dobre było :-))

felixiana”

piątek, 07 stycznia 2011
Felixiany udka faszerowane w kolejowej masakrze

By chwilę czasu ukraść robocie, której u Niej zawsze w bród, zjechała do nas Felixiana. Udało Jej się choć w jedną stronę podróż odbyć samochodem . Feli zaś w poświątecznym powrocie musiała skorzystać z usług PKP. Ludzie moi mili, do czego doszło, Kolei to my już nie mamy! Zostało jeno trochę torów, dobre i to, bo mogli pociąć i do Chin w boomie na złom sprzedać. Minister nie winowaty, nie wiedział biedaczek, że jest tak źle, środków durak na remonty taboru przesunąć nie zdążył, no i wyszło jak wyszło. Władza nowe auta sobie kupiła i kupi, to się przemieści, ludzki motłoch niech się gnieździ w kupie, ogrzewanie się wyłączy, jak się stłoczą, będzie im cieplej. Uch, alem sobie ulżył! Nam zaś lepiej się na duszy zrobiło gdyśmy popróbowali Felixianowych faszerowanych udek, o tym niech sama opowie:

"Napomniana już spieszę pokazać się u Ciebie i sposób na pyszne świąteczne danko pozostawić.

 

Przepis nie mojego pomysłu, ale kiedyś tam wyczytany, w sam raz teraz z czeluści pamięci wydobyty, pasował mi na sylwestrowe danko. Trzeba mi zdradzić, że na przyrządzenie czasu nieco potrzeba, zatem z tej  racji a i z powodu  smakowitości wielkiej wybitnie na świąteczne okazje sie nadaje. Najsampierw (jak mawiali starożytni Słowianie) trzeba borowików suszonych lub inszych grzybków garść sporą lub dwie, zalać 3 szklankami gorącej wody i zostawić na 2 godzinki, lub nockę nawet całą. Następnie grzybki gotuję około godziny, odsączam i drobno kroję.. Wywar grzybkowy zachowuję, bo przyda się potem. Dalej kroję 1-2 cebule w kosteczkę (jakże przydatny tu jest mój ulubiony kręciołek do jarzyn, co to po  kilku obrotach ukazuje nam ślicznie posiekaną cebulkę). Teraz w cienkie półtalarki skrawam białą część pora. Na patelni rozgrzewam 2-3 łyżki oleju ryżowego i szklę cebulę,, dodaję pora i grzybki, zalewam pół szklanką bulionu grzybowego i duszę około 10 minut do momentu odparowania płynu.

 

Po przestudzeniu dodaję rozdrobnione kręciołkiem 2 lub 3 jajka (w zależności od ilości przygotowywanych udek), ugotowane na twardo, mieszam wszystko i doprawiam solą i świeżo zmielonym pieprzem. No to farsz przygotowany i czeka na stosowną chwilę. Następnie udek dorodnych kurczakowych kilka (po jednym na domownika lub szacownego gościa)  przygotować trzeba. Umyte i osączone idą pod nóż i to bardzo ostry!

 

Teraz nieco trudniejsze nastaje. Cierpliwością okupić trzeba dalsze przygotowania: delikatnie wykrawam kości uważając żeby nie ponacinać skórki. Kostki wędrują do zamrażalnika i czekać będą na swój czas, żeby smaczna zupkę na nich ugotować. Wytrybowane udka wypełniam do pełna farszem grzybkowym i spinam wykałaczkami (można zszywać nitką, ale później wymaga to pracowitego usunięcia nitek).

 

Wtedy ognioodporne naczynie do zapiekania smaruję olejem. Wkładam nóżki i zapiekam 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

 

Wywarem grzybkowym co cierpliwie czekał na swoją kolejkę zalewam udka (ciepłym! by naczynie nie pękło jeśli szklane jest). Od tej chwili piekę jeszcze 30 - 40 minut. Po tym czasie udka przekładam na talerz i usuwam delikatnie wykałaczki lub nitki. Sos wlewam do rondelka i zagęszczam łyżką mąki pszennej lub ziemniaczanej (wtedy sosik jest doskonale aksamitny) rozmieszaną z niewielką ilością zimnej wody, zagotowuję cały czas mieszając. Doprawiam do smaku otartą skórką cytrynową z 1 cytryny, solą i pieprzem. Dodaję natkę pietruszki i zabielam śmietaną. Znakomicie sprawdza się podana do udek sałatka, którą już wcześniej opisałeś.

Myślę, że tym smakowitym dankiem udało mi się uczcić należycie powitanie Nowego Roku i liczę, że smakowało współbiesiadnikom naszego sylwestrowego wspaniałego spotkania :-)

                                                                                               felixiana"

P.S. Feli opisała wyżej i sfotografowała wersję obiadową. Pozwolę sobie dodać jeszcze jedno zdjęcie, bowiem w trakcie wieczoru sylwestrowego spożywaliśmy wersję soft, bez dodatków, za wyjątkiem delikatnego pietruszkowego sosiku, którym  udka były polane.

 

Pychotka. - emka1216

wtorek, 05 października 2010
Felixiany twórcze przemyślenia czyli nowy pomysł na roladki

Felixiana  rozwinęła swoją wyobraźnię kulinarną i liścik napisała. A my po raz kolejny dzielimy się z Wami  coraz to bardziej fantazyjnymi pomysłami Feli:

"Podzielam Ziemianinie Twoje zdanie, że na frustracje dobrze działa pobyt w kuchni. Dla mnie jednak  nie w samym momencie totalnego zawrotu głowy czyli frustracji do kwadratu, (a tak ostatnio mi się zdarzyło).  Ale potem,  jak już powietrze z człeka uszło, jak niezałatwialna sprawa jest pozytywnie załatwiona, nie ma to jak pobyt w kuchni, bo nie dość, że pomoże, to  nawet całkiem nowe pomysły rodzi same z siebie.

Tak i tym razem było: powędrowałam do kuchni, żeby roladki zakąskowe zrobić, ale szpinakowe już były i choć wielkim powodzeniem się cieszyły, to zrobić je tylko jako jedyne, nudno było jakoś. Wspominałam już, że kolorki mnie bardzo na talerzach cieszą.  Postanowiłam szpinaczkowy kolor zamienić na inny, tylko jak to zrobić. Chwila zastanowienia i "mam pomysła"!

 

Otóż rzecz będzie o roladkach...marchewkowych. Jak można było zrobić ciasto szpinakowe, to czemu by nie marchewkowe. Pomysł się udał. Marchewka w ilości 4 średniej wielkości sztuk, została poddana torturom w sokowirówce, gdzie oddała całą mokrość, czyli pyszny soczek. I Tylko niewielki jego dodatek trafił z powrotem do miseczki z marchewkowymi "wiórkami", żeby jednak nie były nazbyt suche. 

Następnie marchewkę doprawiłam solą, odrobiną tymianku i garam masalą. Dodałam 4  żółtka, z białek ubiłam pianę na sztywno i wymieszałam delikatnie z marchewką. Masę biszkoptowo-marchewkową przełożyłam do prostokątnej formy wyłożonej papierem do pieczenia. I tak pięknego pomarańczowego koloru "ciasto" marchewkowe poszło sobie do piekarnika na 20 minut i w temperaturce 180-200 st utworzyło puszysty materacyk dla dalszych kolorowych ingrediencji.

W czasie kiedy marchewkowy biszkopcik czekał na ostygnięcie, przygotowałam masę serowo-szpinakową. Odparowany szpinak doprawiony czosneczkiem, solą, czosnkiem niedźwiedzim został wymieszany z białym serkiem łososiowym (kupnym niestety) z kubeczka i powędrował na ciasto. Potem dołączyły do towarzystwa plastry wędzonego łososia i całość została zwinięta w zgrabną roladkę z użyciem papieru do pieczenia, na którym piekł się  biszkopt marchewkowy. Zawinięta dodatkowo w papier śniadaniowy roladka (nie w folię aluminiową czy spożywczą, bo doświadczenie mnie nauczyło, że wtedy roladka zbyt mokrą się staje!) poszła sobie po trudach poodpoczywać do lodówki. Zapewniam, że nie znając podstawowego składnika ciasta nikt by nie poznał, że to właśnie marchewka.

 

Potem to już był tylko kolorowy zawrót głowy na półmisku a i smakowitość również doceniona. Tak to frustracje czasem na dobre wychodzą. Przynajmniej w kuchni. Smacznego!"

No i jak niewiele trzeba, żeby potrawę odświeżyć i blasku jej nadać nowego! 

wtorek, 28 września 2010
Felixiany grzybowa subtelność czyli sufleciki

Feli, po obfitym grzybobraniu w wielkopolskich  lasach, obiecała przepis na danie z grzybów. Oto i on:

"Niedziela, pogoda dostosowała się dziś zgodnie z z prognozą do tej kalendarzowej jesiennej. Trochę luzu i jak to bywa w takich chwilach, przyszła chęć na jakiś niecodzienny obiadek.  Czas również spełnić obietnicę przyrządzenia oryginalnego grzybowego danka. Tym razem były to delikatne, pachnące grzybowe suflety.

Nie czekając na zimę uszczknęłam nieco z przywiezionych skarbów natury z pobliskiego grzybnego lasu w ziemiańskich stronach.

Do realizacji mojego pomysłu, czyli suflecików grzybowych nadają się wszelkie grzybki leśne: podgrzybki, maślaki, bosko pachnące borowiki, rydze, kanie, kolorowe kurki, ale też grzyby hodowlane: pieczarki i boczniaki. Ja wybrałam maślaczki i to z dwu powodów. Pierwszy to ten, że mogłam błyskawicznie przygotować obiad, bo grzybki już gotowe, przesmażone na masełku z zeszkloną cebulką i spasteryzowane, pysznią się na półeczce, czekając na zimowe okazje, kiedy tęskni się bardzo do dni lata. Drugi to po prostu rodzinne upodobanie do tych delikatnych grzybów.

Ale gdyby nie były gotowe, to przesmażyłabym je na maśle qhee lub oliwie extra virgin posiekane w kosteczkę z przetartym przez praskę ząbkiem czosnku, łyżeczką suszonego tymianku, solą i pieprzem.  Po przesmażeniu maślaki domagają się jeszcze kilku łyżek śmietany i duszą się do miękkości, po czym odpoczywają sobie i studzą.

Ciąg dalszy działań nastąpił jak masa grzybowa była tylko letnia. Wtedy dodałam do niej jajka (po dwa na osobę), a właściwie rozdzielone żółtka i białka. Do masy poszły żółtka, a z białek ubiłam sztywną pianę i delikatnie zmieszałam z całością. Dzięki właśnie dodaniu piany sufleciki są delikatne i rozpływają sie dosłownie w ustach.

Wtedy żaroodporne foremki wysmarowane obficie oliwą napełniły się smakowitą, puchatą masą. Sufleciki piekły się w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku przez 30 minut.

Lubię wesołe kolorki na talerzu, więc sufleciki ze względu na "grzybkowy" troszkę bury kolor, dobrze podać na zielonej sałacie.

Dla dopełnienia smaczności i kolorków pojawił się wianuszek z podsmażonych plastereczków mojego ulubionego warzywka: cukinii, z kleksikami (już opisanej przy okazji tortu naleśnikowego) pasty pomidorowo-paprykowej tym razem z dodatkiem bazylii i kaparów.

U mnie suflety wystąpiły jako leciutkie danko obiadowe, ale mogą służyć znakomicie jako entree czyli przystawka. Słowa pochwały i uśmiech zadowolenia przy stole pozwalają mi ze spokojnym sumieniem polecić grzybową pychotkę. Smacznego!"

Ślinka wycieka ze ślinianek jak się na to patrzy a wyobraźnia kubeczków smakowych pracuje!

poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Felixiany tort naleśnikowy wszystkomający

I znowu Feli, widząc zaniedbania Ziemianina, niezawinione zresztą, a spowodowane nadmiarem obowiązków gospodarskich,   wobec swojego własnego dziecka – tegoż  bloga, wspomogła go kolejną pychotką:

"Niedziela, czas nieco spowolnił. Po głowie chodzą różne pomysły obiadowe, żeby tak raczej nie banalnie,  za to oryginalnie nieco i żeby zdrowotności sprzyjało.

I wymyśliłam sobie, że naleśniki, a i owszem, ale inaczej tym razem, czyli tort naleśnikowy.

Jakież tu można farszyki wymyśleć! Ile dusza zapragnie!

 

Ale najpierw  sposób na naleśniki, który wybitnie współgra z wszelkimi jarzynkowymi różnościami, czyli jak francuscy mistrzowie kuchni czynić lubią:  2 czubate szklanki mąki zalewam  ciepłym mlekiem (półtora  szklanki) , dodaję w zależności od gatunku mąki szklankę do półtorej letniej wody , szczyptę soli, dokładnie mieszam i odstawiam, żeby w spokojności mąka spęczniała przez jakieś 20 minut.

Potem dodaję 3 żółtka, stopione i ostudzone 10 dkg masełka i znowu dokładnie mieszam.

Na końcu po trochu dodaję pianę ubitą z białek  z odrobiną cukru i delikatnie wszystko łączę. I ciasto naleśnikowe gotowe. Naleśniki są nieco grubsze od tych popularnych, ale właśnie o to chodzi, żeby takie były. Są puchate i bardzo elastyczne, świetnie się nadają do wszelkich zawijańców. Tym razem wystąpiły w nowej roli, bo zostały przełożone różnistymi nadzieniami i stworzyły smakowity i kolorowy  tort.

W roli farszyków wystąpiły:

- mięsko drobiowe wyłowione z rosołu, zmielone, dosmaczone solą cebulową, czosnkiem, cayenne, czosnkiem niedźwiedzim,  wbitym 1 jajkiem i napojone pół filiżanką rosołu, żeby nie było zbyt suche i gładko się smarowało

- szpinak odparowany, przesmażony z czosnkiem i solą, zaciągnięty surowym żółtkiem

- czerwona soczewica, ugotowana  do miękkości i podprawiona czosnkiem i tymiankiem (preferują czerwoną, a nie zieloną, bo: dużo szybciej sie gotuje, jest delikatniejsza i bezłuseczkowa)

- 6 dorodnych pomidorów, sparzonych, pozbawionych skórki i pesteczek czyli wewnętrznej mokrości oraz 2 dużych czerwonych papryk pomidorowych opieczonych w piekarniku i też potraktowanych jak pomidory, czyli bez skórki i pesteczek. Tu się przydał mój ukochany kręciołek do jarzyn, bo rozdrobnił na  miazgę prawie pomidory i paprykę, które powędrowały na patelnię z masełkiem, solą i odrobiną cukru, żeby resztę wilgoci oddać. Zrobiła się wspaniała pasta pomidorowo-paprykowa. Jeszcze odrobina bazylii i wyszła pychota absolutna.

- następny i ostatni farsz to mieszanka startych na grubej tarce i podduszonych na oleju ryżowym warzyw: marchewka, pietruszka, seler oraz por pokrojony drobniutko, dużo zielonej pietruszki. Wszystko dosmaczone czosnkiem niedźwiedzim, solą morską, kurkumą, cayenne i odrobiną garam masali.

Teraz wystarczyło naleśniki poprzekładać tymi specjałami, zaczynając od dwóch ułożonych na wysmarowanej oliwą extra vergine formą i dalej w dowolnej, ale komponującej się kontrastowo kolejności nadzienia.

Do zwieńczenia wierzchu tortu posłużyła cukinia podsmażona na ryżowym oleju, reszta pasty pomidorowo-paprykowej, serek salami i oliwki (tym razem zielone) dla dekoracji.

Tak się prezentował torcik przed zapieczeniem w piekarniku, gdzie powędrował na półgodzinny odpoczynek i dojście do odpowiedniej formy i temperatury wszelkich ingrediencji.

A tak po przekrojeniu,  kiedy pysznił się wszystkimi wesołymi i smacznymi kolorami.

I przyznam się nieskromnie: warte było zachodu, bo stołownicy z lubości przymykali oczyska i peany pochwalne zostały odśpiewane.

Smacznego!"

 

niedziela, 22 sierpnia 2010
Felixiany Sposób na gołąbki nr dwa i trzy/czwarte

Podczas, gdy Ziemianin w Grucznie sie bawi, Felixiana (przy mojej Emki, skromnej pomocy)za niego robote blogową odwala. Ale jaką! Oto kolejne palce lizać:

"Dlaczego taki przewrotnie? Bo sposobów na pyszne gołąbki jest co najmniej kilka, a z przepastnej czeluści mojej kulinarnej pamięci wydobyłam sposób uznany przeze mnie jako drugi a z następnego  też dużo wzięłam i tak wyszło. Gołąbki niby nic nowego, ale jak człowieka coś najdzie, to nawet jak letni czas jeszcze, ma ochotę na treściwsze danie. Choć nie byłabym sobą, gdybym nie starała się uczynić danko nieco lżejszym.

Mój sposób nr dwa to farsz na bazie mojej ukochanej kaszy gryczanej i mięska. Tym razem dość chudego, bo od szynki (takie się napatoczyło).  Z następnego przepisu  do kompletu wystąpiły grzyby i ulubiony wielce seler naciowy.

Najpierw piękna biała kapusta pozbawiona głąbika sparzona została i listek po listku pięknie rozebrała się ze swoich sukienek. Potem 4 dorodne prawdziwki oddały swój wyborny aromat do wywaru, w którym potem uprażona kasza ugotowała się na sypko.

W  tym też czasie drobniutko posiekana cebulka, kilka łodyg selera naciowego pokrojonego cierpliwie w małą kosteczkę, zeszkliły się na oleju ryżowym.

Do towarzystwa na patelnię trafiły posiekane ugotowane grzybki.

Przekręcone przez maszynkę mięsko, kasza i pozostałe ingrediencje posolone i potraktowane świeżo zmielonym pieprzem, pospołu utworzyły pyszny farsz. Mięciutkie listki kapusty otuliły go i zgrabne gołąbeczki ułożone na podkładzie z pozostałych małych liści umościły się w głębokiej dużej patelni.

Zalewę do gotowania gołąbków zrobiłam dość tradycyjną,  która moim skromnym zdaniem, (z którym się całkowicie zgadzam),  pasuje do wielu warzyw, które muszą zostać podduszone, aby doszły swego i nabrały właściwego sobie smaczku. A więc woda lub lekki rosołek, masło, odrobina soli, cukru (wspaniale się komponuje prawie z wszystkimi jarzynami), no i tym razem jeszcze trochę prawdziwkowego wywaru. 

Do tego  sos też tradycyjny, bo pomidorowy, gęściutki, z własnego przecieru, ubogacony dobrą (no nie taką jak Twoja oczywiście) śmietanką i szczyptą cukru (a jednak!)

Całości dopełniły plastry cukini leciutko przesmażone na ryżowym oleju, ale nie panierowane jak Twoje, bo miały być bardziej light.

I tak pracowity dziś bardzo dzień, został uczczony pysznym a jednak lekkim dankiem, ku uciesze wszystkich."

A ja życzę wszystkim smacznego!

wtorek, 03 sierpnia 2010
Felixiany ogórkowe letnie fantazje

Letnia kanikuła trwa, ale w Ziemiańskim gospodarstwie dzieje sie oj dzieje. I znowu był powód przygotowania lekkiego posiłku co to syci, ale wnętrza nie obciąża za bardzo. Jako, że mam skłonności do rzeczy powtarzalnych, znowu nasunęły mi się na myśl jakieś faszerunki. I oto co z tego wyszło:

Z ogrodu trafiły do kuchni piękne duże ogórki, które chciałam trochę niecodziennie wykorzystać. I tak zostały obrane, przepołowione, pozbawione pesteczek  i jeszcze trochę wydrążone łyżeczką tworząc zgrabne i pojemne łódeczki. Uprażona na masełku i ugotowana na sypko kasza gryczana trafiła na patelnię, gdzie połączywszy swoją smakowitość z boczusiem wędzonym skrojonym na skwareczki i  wytopionym z niego tłuszczykiem, wchłonęła zawartość dwóch kurzych jajek, żeby występując w charakterze farszu trzymała się dzielnie wypełniając kopiasto łódeczki ogórkowe. Podobnie jak pomidory faszerowane w berecikach, tak i ogórkowe łódeczki powędrowały do rondla do takiej samej zalewy (woda, masełko, sól, cukier) i popracowały tak na małym palniku do miękkości tych ostatnich.

Przepyszny sosik pomidorowy przygotowany przy okazji faszerowanych pomidorów czekał sobie w lodówce na wykorzystanie. Bo i przydał się w tym momencie wspaniale dopełniając smaczności dania ozdobiwszy pięknie kaszę i ogórki. Do tego poszła reszta sznycelków co to już były opisane. I tak następny letni obiadek się udał ku zadowoleniu stołowników

niedziela, 01 sierpnia 2010
Felixiany pomidory w berecikach z antenką

W letni ciepły dzień czas pomyśleć o jakiejś lekkości na talerzu. Widok dużych jędrnych pomidorów, które "byczymi sercami" zwą, zrodził pomysł i zdecydował o wyborze dania.

Na początek pomidorom zostały odcięte górne części wraz z pozostawionymi ogonkami. Następnie ostrożnie zostały pozbawione przy użyciu łyżeczki całego soczystego wnętrza, które po dodaniu łyżeczki pysznego masełka (wybornego Ziemiańskiego wyrobu), soli, pół łyżeczki cukru i świeżo usiekanej bazylii oraz lekkim odparowaniu utworzyło wspaniały sosik, przeznaczony do wykorzystania w następnym daniu. W czasie kiedy pomidorowy sosik pyrkotał na patelni, gotujący się pachnący jaśminowy ryż doszedł miękkości właściwej. Ubogacony smakowo czosneczkiem, kurkumą, cayenne i czosnkiem niedźwiedzim wypełnił pękate pomidorowe "czarki", które zostały przykryte odłożonymi wcześniej pokryweczkami-berecikami z zielonymi antenkami i poszły do rondla wypełnionego na 2 cm zalewą z wody, łyżki masełka, łyżeczki cukru i 1/3 łyżeczki soli. Całość na małym ogniu pomalutku się poddusiła aż pomidorowe czareczki doszły miękkości, co dzieje się zwykle dość szybko.

Reszty dania dopełniły: przepyszna fasolka szparagowa dwojga rodzai: fioletowa i zielona, świeżo w ogrodzie narwana i po ugotowaniu z wody podana oraz sznycelki spreparowane sprytnie z mięska obranego z kilku skrzydełek i dwóch udek, co smakowitość swoją oddały dzień wcześniej do rosołku. Mięsko zostało zmielone z usiekanymi świeżymi ziółkami: bazylią, miętą, zieloną pietruszką i czosnkiem, łyżką tartej bułeczki i dwoma jajeczkami kurek liliputek, doprawione solą morską i świeżo zmielonym pieprzem. Utoczone zgrabne sznycelki lekuchno tylko się na patelni podsmażyły i spoczęły na talerzach wśród fasolki i pyszniących się kolorkiem i zawartością pomidorowych czarek w berecikach.

 
1 , 2
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl