niedziela, 25 listopada 2012
Encantado w pigwie

No i proszę, wielcy tego świata się nie dogadali. Jak nie wiada o co chodzi, zawsze chodzi o pieniądze. Nie chcą się z nami dzielić tym co mają. Czy im się dziwie, wcale a wcale. Przecie na naszym małym podwórku mamy to samo. Lecz nadzieję mieć należy.Tak więc wróćmy na nasze, małe podwórko. Prace w polu cichną, wszystko przygotowuje się do zimowego snu.W serowarni jeno przestawić się trzeba na inne mleko. Zielonego nie ma, ostało się siano i śruta. Z tego dobre wychodzi Encantado, którem wymyślił po inspiracji załogi dzielnej z Muzeum Cafe w Poznaniu. Rurka zręczna, mocno zbita najpierw obtaczana była suszonymi pomidorami,

teraz zaś najsamprzód tydzień  dojrzewa

w zmacerowanej pigwie,

potem idzie w kiszony liść morwy. Chociam nie jedwabnik, ale wszystko z talerza znikło. Serek dostał świeżego, lekko kwaskowatego, winnego posmaku i na deser genialnie się nadaje. Ostatnio zagościli u  mnie norwescy Wikingowie przed powrotem w swe zimne strony, bo odwiedzili Togę tam moich popróbowali i w te dyrdy do mnie by na drogę się zaopatrzyć. Nabrali, że ho,ho, przed tem wszystkiego próbując. W sklepie takich nie dostaniesz, mówili ślepiąc maślanymi oczami. A jam zadowolony dalej nad nowościami myśleć będę. Aha, nie mogę zapomnieć by miłośnikom moich kiszenin rzec- słoik przed otwarciem dobrze schłodźcie! Inaczej soczek spod pokrywki uciekać Wam zacznie a to przecie skarb wielki, witamin pełen.

10:37, mag-43 , sery
Link Komentarze (5) »
czwartek, 01 listopada 2012
Ser Grądzki się pyszni

W serowarni mleko się zmienia. Powoli na łąkach coraz mniej do skubania, zielonego ubywa. Stwory będą musiały przejść na siano. Udało się też zwieźć sporo balotów jęczmionki i owsianki. Daję na podściółkę a tu znika, tak im smakuje, że wyskubują do cna. Przyszedł czas na uzupełnienie zapasu Grądzkich. To jeden z moich ulubionych krążków, niejako po nazwie na sztandarze umieszczony. Najlepiej nadaje się nań mleko z rannego udoju, dobrze przetrawione, powolne. Wtedy jeszcze ciepłe idzie do kociołka by temperaturę na 31 ustabilizować, potem dorzucić kulturę, ta limburską zwana, zaś mleko z białego w pomarańcz zmienić. To zasługa szlachetnej na słońcu suszonej, słodkiej papryki szegedyńskiej. umieszać ją trzeba by farbę puściła. Tak to sobie stoi z dwie godziny, wtedy podpuszczka idzie i znowu odstawka. Po godzinie skrzep błyszczący, lekko opadnięty, serwatką pokryty się pojawia. Pociąć go trzeba, drobno tak centymetr na centymetr, dobrze mieszając od spodu ku górze, znowu dać odpocząć, temperaturę o dwa stopnie co poł godziny podwyższając by do 36 doszła. Ziarno wodą ciepła trzeba przepłukać, wytrwale mieszając. Gdy gotowe co ręką się wyczuje odłowić sitem i w chustę złożyć, odcisnąć i do formy. Co dwie godziny przewracać i coraz większym ciężarkiem odciskać. Tak dwa dni ćwiczyć. Potem z chusty wyciągnąć i grubą solą natrzeć, dać odpocząć o przewracaniu nie zapominając.

Gdy skórka po tygodniu błyśnie do dojrzewalni odłożyć i tak przez trzy miesiące doglądać.Ser Grądzki- dojrzewający, kozi, z elastyczną, twardą skórką.

W barwie pomarańczowy dzięki dodaniu słodkiej papryki szegedyńskiej. Pracuje na kulturze limburskiej. Podaje się do dobrego wytrawnego, co najwyżej półwytrawnego białego reńskiego, może być riesling z „górnej półki”. Jest to dziwo co też dobrze smakuje z ciemnym, krzepkim piwem, łamie się smakiem nawet z porterem. Wtedy będzie on do jedzenia zdatny i z dobrym reńskim, białym go podać można. O dziwo to jeden z serów nieliczny, któren z piwem wydawany być może. To zresztą było w zamyśle kiedym go tworzył.

23:24, mag-43 , sery
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 lipca 2012
Przeżyłem kontrolę Sanepidu

Boże strzeż mnie od morowej zarazy i polskiego urzędnika. Wiecie  jaki jest tok jego rozumowania? Poprzez odrapania z resztek mięsa  zasuszonej kości biednego producenta uzasadnić sens swojego istnienia. Pani w trakcie się przyznała, że przyszła w sobotę, w którą nie pracuje na skutek donosu i że kierowniczka jej nie daruje jak nie przyniesie łupu w postaci mandatu. Zostałem ukarany za brak termometru w chłodziarce, ślady palców na lodówce turystycznej, mimo żem twierdził iż moje sery same w sobie brudzą i ręką i dotknąwszy brązowy odcisk zostawiłem oraz za muchy krążące wokół. Miastu za to, że straganów nie umyło i nie odmalowało jak obiecało nic się nie dostało, bo jeszcze by urzędnik w łeb za taką gorliwość dostał. Za to producenta, który ubarwia biedronkową monotonię można ze skóry obedrzeć. No, a jakże stały te kontrole i patrzyły, że klientów mam, więc będzie co odbierać, co z kieszeni wydrzeć. Na womity się bierze, ale one tak wychowane, sens swojego istnienia widzą jeno w wypisywaniu kwitków, które potem w żywą zamieniają się mamonę. Taki kraj, takie urzędniki, taka rzeczywistość, EURO się skończyło, koniec wymachiwania szalikiem, trzeba zarobić na swoją pensyjkę. Pamiętajcie jeno, że jak nas zarżniecie same z głodu zdechniecie! Nawet na wasze niezasłużone emerytury nie starczy.

P.S. A żem zdrowy niech wyżej okazane  świadectwo zaświadczy ;)))))

sobota, 16 czerwca 2012
jak w rolę celebryty wchodzę...
 

Ludkowie rostomili, jeśli chcecie obejrzeć mnie i dzieciątka moje serami zwane zerknijcie w niedzielę do Kuchni+ gdzie Gieno Miętkiewicz przez Dziurkę od Sera spoglądać na mnie będzie. Co sobie przypomnę ten "tynk" na gębie to mnie pusty śmiech ogarnia. Tak jednak są wymogi szklanego ekranu i by im sprostać Pani Reżyser ganiała za mną z pudernicą w ręku bym nie blikował. Ale czego się nie robi dla przyjaciół. tak więc ci co na kablu siedzą i mają w zasobach Kuchnię niech o 16.25 zerkną życzliwie i nie ganią za to moje skromne parcie na szkło, jeszcze w rękawie mam jednego asa ukrytego, ale o tym sza, powiem dopiero gdy będzie pięć minut przed premierą!

poniedziałek, 04 czerwca 2012
byliśmy w Lidzbarku

No i byliśmy w stronach od naszych odległych na prastarej Ziemi Warmińskiej, gdzie snują się duchy Prusów i Jadźwingów, gdzie Krzyżak mieczem dzwoni z krwi o biały płaszcz ocierając. Kraina przecudna, dziwów pełna. My zaś nic jeno w luksusy subtelną ich wonią wabieni szybko bieżymy. Hotel Krasicki w gościnne swe progi nas przyjął, chlebem i solą powitał. Wszystko to zasługą panów Mirka Sienkiewicza i Jurka Wiśniewskiego, ludzi nadzwyczajnych, dlaczego zaś takich dalej wyjaśnię. Zaprosili nas w imieniu tej krainy na Dni Dobrego Sera, tak więc odmówić nie było można. Podjęli gościnnie, chlebem i solą, winkiem dobrym i jedzonkiem pysznym niezwykle, co dziełem Mistrza nade Mistrze Krzysztofa Mazurka było, czyli szefa kuchni zamkowej. Zapowiadało się perłowo. Przyszedł sobotni ranek, pogoda wycięła hołubca chichocząc złośliwie. Zwaliła namiot Spomleku do fosy, zbiła szyby w chłodziarkach, powaliła pomniejsze pałatki. Do tego zaś niebo na to zniszczenie płakać łzami deszczu zaczęło, wiatr poły podrywając zawywał. Przecie w taki ziąb pies z kulawą łapą tu  nie przyjdzie! Inni by się załamali, nosy zwiesili, po mysich dziurach się chowając. Para moich bohaterów cios przyjęła dzielnie, imprezę do wnętrza przeniosła, wici, że tak się stało wszem i wobec rozniosła. Ludkowie moi mili, Lidzbarczanie nie zawiedli, stawili się tłumnie, Burmistrz takoż człek godny zwijał się jak w ukropie, robił co mógł i roli podołał. Wspierał go dzielnie Marszałek Województwa.

Impreza co dwa dni trwała udała się tak, że lepiej nie można, wsparła go dzielnymi muskułami załoga Agrovisu nie patrząc na godziny, byli na każde życzenie. Dzięki tym zacnym ludziom mogłem porozmawiać z szefową KUCHNI, gdzie w ostatnim numerze moje zdjęcie, Madame Wrońską i jej niezwykle zacnym mężem Pawłem,

którego pióro wysoko cenię. Powiedziała na widok mojej wystawy - ach, to sławne Sery Grądzkie, ażem rumieńcem jako dzięcielina spłonął. Edyta Olszówka z apetytem pojadła Grądzkiego, mówiąc, że i owszem.

Marszałek Protas rzekł, że Francuzy mogą sobie z tyłu za moimi stać. Było więc miło niezwykle! Oświadczam więc wszem i wobec - za rok w Lidzbarku Warmińskim będę! Przy takich ludziach i takiej atmosferze miasto to godne miana Stolicy Polskich Serów Zagrodowych, Farmerskich czy jak je zwać będziecie. Chylę jeszcze raz przed organizatorami za niezłomność ducha czoła i wytrwałości życzę.

piątek, 18 maja 2012
będzie kuchnia z plusem
 

 

Zjechał w moje skromne progi Gieno Brzuchacz Wielki, a domu przyjaciel. Nie sam tym razem,   z całą filmową ferajną. Pojawiło się to towarzystwo bo Brzuchomoowca będzie celebrytą i gwiazdą telewizyjną! Kuchnia + nada, a właściwie już nadawać rozpoczęła, w niedzielę o 16.30 kapitalny program, którego tytuł Gieno sam wymyślił - Przez dziurkę od sera. No i mnie tam zabraknąć nie mogło. Tak więc zjechało się towarzystwo, dzień z życiorysu wyrwało i będę na małym ekranie. Dokładnie kiedy jeszcze nie wiem, ale jak wiedział będę napiszę. Powiem tylko, że niepoślednią rolę zagrał tu Krzywonos prezentując się w gienowych łapskach pięknie,


 

 

potem w potrawę go przerobił.

Od cyfra +

 

Więcej szczegółów nie zdradzę bo mi nie wolno. Teraz zaś jadę spotkać się z przyjaciółmi do Sandomierza na Dni Dobrego Sera. Na Zielonym Bazarze Ola będzie pełniła honory pani stoiska, a wiem że zrobi to godnie. 


środa, 07 marca 2012
przepraszam za milczenie

Nie było mnie tu przez czas jakiś mało wiele długi, ale tłumaczę się tym, że goniący nas z Moim Szczęściem czas dał się nam we znaki i trzeba było trochę pofolgować, tak więc była chwila oddechu,

 

ale wracamy do codziennego kieratu. W sobotę od 11 będziemy w Warszawie na ul. Zakroczymskiej w restauracji Forteca, gdzie mieszkańców stolicy będziemy raczyli naszymi wyrobami, w niedzielę zaś na żywo będziecie mogli nas obejrzeć w Dzień Dobry TVN, by wszystko podsumować w tejże stacji, takoż w niedzielę o godz. 20 Surowymi Rodzicami w naszym wykonaniu. Wszystkim życzliwym przesyłamy serdeczne pozdrowienia i prośbę o trzymanie za nas kciuków. Hanulę zaś osobno i serdecznie zapraszam do Fortecy, daleko nie masz!

piątek, 24 lutego 2012
zielony bazar pełną parą
 

Niniejszym informuję, że Zielony Bazar na Bernardyńskim Rynku w  Mieście Stołecznym Poznaniu znowu się kręcić zaczyna i to pełną parą. Tak więc w sobotę od 9 do 13 i ja tam będę z kilkoma nowościami, bo tak się należy i nowy sezon trzeba godnie zacząć. Do tego Moich Szanownych Czytelników powiadamiam, żem sobie badania okresowe dla zdrowotności zrobił. No i cóż, wyszło szydło z worka jakiesik tam trójglicerydy wykonały u mnie 200 procent normy, takie pracowite. To i się spodziewajcie wielu przepisów z ryb udziałem, bo tego wolno mi jeść do woli. Ba zacznę godnie bo w poniedziałek NOC ŚLEDZIOŻERCÓW w Szczecinie.

środa, 08 lutego 2012
serowe eksperymenta

Zima trwa, mróz nieco zelżał, sięgnął na termometrze - 8, to już się Pani Matce zdaje, że czas upałów nastał. Tak nas te - 20 znużyły. Kozy w końcu zaczęły popuszczać i jedna po drugiej się łamać potomstwo wydając. Niemniej nie jest łatwo, dużo poronień i tak jak wiem od przyjaciół z całej Polski to nie tylko mój problem. Niemniej jednak pozwoliłem sobie na luksus, zaraz po siarze ściągnąłem mleko i zrobiłem ser twarogowy dla przyjaciół z poznańskiej restauracji TOGA. Taki, że łychą mlaskając można go jeść, delikatniusi, tłuściutki i bielutki jak najczystszy śnieg. Gdybym miał go sprzedawać, nie wiem po ile cenić, na wagę smaku i złota, ale robił będę jeno na ich specjalne zamówienie. Skoro o specjałach mowa, to powstał jeszcze jeden na zamówienie niedawno zapoznanego reżysera, wnętrze mocno sprasowane a w środku lekko skruszone włoskie orzechy. Nikomu go nie sprzedam, ale jak dojrzeje to z Moim Szczęściem go godnie pod dobre wino spożyjemy, a wrażenia rzecz jasna opiszę.

piątek, 20 stycznia 2012
sery w Hiltonie
 

Wielem ci ja czytał o sławnej rodzinie Hiltonów. Chcąc nie chcąc człek się nawet a zwłaszcza w internecie na niejaką Paris natknie. Nie w moim ona guście, bo po pierwsza za sucha, po drugie ze skłonnością do łajdaczenia a ja już swoje lata mam. A tu proszę, proszę okazuje się, że moje drogi los z nazwiskiem tym skrzyżował. No ale ad rem - zwiedział się o moich serach szef zarządzający jednym z najlepszych gdańskich hoteli, właśnie wyżej wymienionego Hiltona. Na zwiedzeniu nie poprzestał jeno zadzwonił i zamówił. I teraz największa niespodzianka, nie trwało dni kilka a dostałem pięknego maila. Moje dzieciątka cieszą się ogromnym wzięciem i zaraz o następne kilogramy wołają! Ażem się zrumienił jako ta lelija, ale paczkę szykuję i słać będę. Niech im tam na zdrowie.

środa, 07 grudnia 2011
sery za nos ciągnące

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ano nawiedziłem ci ja z kartonikiem pełnym dobroci Krystiana Szopkę, mistrza patelni i sztuki kulinarnej, któren to rządzi w poznańskim Sheratonie, tam bowiem moje sery na stałe goszczą. Usłyszałem ciekawą powiestkę, którą i Wam opowiem. Otóż w okresie przedświątecznym sama śmietana, creme de la creme polskiej kuchni zbiera się w Warszawie, przygotowuje to co uznaje za najwyższą półkę i wystawia to na licytację dla tych, którzy mają się czym dzielić a co najważniejsze w zamian za smakołyki chcą się dzielić. Były tam i homary, hamburger z niebiańskiej, najprzedniejszej polędwicy, ryby z wód nieznanych. W tym pięknym zestawie znalazły się i moje sery jako deska kończąca posiłek z jakiegoś pysznego afrykańskiego dziwadła, nawiasem mówiąc zestaw poszedł licytacyjnie za dwadzieścia parę tysięcy. Filmik można obejrzeć pod adresem:

http://dziendobry.tvn.pl/video/hamburger-za-kilkadziesiat-tysiecy-zlotych,107,newest,15813.html



Tak je wabiły, że Krystian rąbka tajemnicy musiał uchylić i okazało się, że Polacy nie patałachy i jako Francuzi sery takoż umieją robić. Tak więc trafiają na coraz zacniejsze stoły bijąc po drodze wszystko co pomniejsze na  swoją chwałę!

PS mam dzisiaj duże trudności z umieszczeniem zdjęć, przepraszam za pateractwo. Emka1216



Tagi: sery
22:16, mag-43 , sery
Link Komentarze (6) »
wtorek, 22 listopada 2011
miejsce spotkania - Plac Wolności w Poznaniu
 

No i namówiły mnie dziewczyny, będę promował moje sery na jarmarku świątecznym w Poznaniu. Zastąpi on Zielony Bazar z Rynku Bernardyńskiego. Udało się przekonać wszystkich  świętych i miejsce jest paradne, w samym centrum położone, bo namiot stanie na środku Placu Wolności. Malkontenci twierdzą, że to nie miejsce handlowe i konserwatywny Poznaniak nie przyjdzie tam po zakupy, ale z drugiej strony to czy chętnym na nasze sery i inne świeże marchewki jest ten właśnie? Po dotychczasowych doświadczeniach śmiem wątpić. Ja bym ze swoimi dzieciątkami na mróz przecie nie wyszedł, bo one żywe, szybko by obumarły, tak więc pomysł podchwyciłem i zobaczymy jak się w praktyce sprawdzi. Już wiem, że będzie Bożenka Sokołowska z Koziej Łąki, Rusłan ze swoją Frontierą, tak więc będzi po co zajść i popróbować. Ja zaś stanę w szranki z moim wędzonym co się znakomicie topi i na raclette można go podać wraz z moimi pomidorowymi powidłami.

 

Serdecznie więc zapraszam od piątku, od 10 na Plac Wolności.

wtorek, 08 listopada 2011
moja własna strona, gdzie kupisz ser!

Trwało to długo, aż powiedzieć za długo ale w końcu jest! Moja własna strona, dzięki której można drogą kupna zrealizować marzenie o posiadaniu mojego sera. To tak żartem, teraz na poważnie - www.serygradzkie.pl powstała dzięki pracowitości i uporowi Mojego Szczęścia. Ona też w znacznej części zilustrowała to, co tam zamieszczone, pozostałe fotogramy dziełem jej i mojego dobrego znajomego Nikodema Pietrasa. Uch ażem się nie spodziewał, że tak ślicznie moje dzieciątka wyglądać mogą. Teraz jeno nagłaśniać, nagłaśniać i niech w świat idzie wieść, że www.serygradzkie.pl już się same promują!

 

PS Jażem to uczyniła, nie znając się zupełnie na takich rzeczach, ale faktycznie jak baba sie uprze... Strona nie jest jeszcze skonczona w pełni, wybaczcie. Postaram sie to naprawić niedługo. Emka1216

Tagi: sery
10:53, mag-43 , sery
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 31 października 2011
serów mniej i mniej
 

Z jesienną pluchą, gdy zielonki już nie ma, tak i mleka coraz mniej. Normalna kolej rzeczy, prawo przyrody, kozy przygotowują się do wykotów, więc trzeba je powoli zasuszać. Tak to i jesiennych serów będzie mniej. Szczęściem  półki w dojrzewalni pełne, bo latem szedł litr za litrem w białe złoto się zamieniając. Teraz dochodzą do siebie, żyją pod skórką, smaku i aromatu nabrawszy. Czarne Krzywonosy, sciemniałe Herbowe. są pomarańczowe Grądzkie, dochodzą te z macierzanką i majerankiem, jest i Bomba czosnkowa nadająca się do starcia na makaron czy sałatkę. Czekają w szeregach karnych by pojechać do tych co je chwalić będą.

Tagi: sery
10:07, mag-43 , sery
Link Komentarze (4) »
środa, 27 lipca 2011
sery przez Biskupa pobłogosławione
 

Wędrówek moich ciąg dalszy nastąpił. Tym razem na drodze stanął Szczecin. Ludkowie moi mili pierwsze miasto, do którego z przyjemnością się wjeżdża! Drogi jakby w jakiej Hameryce, szerokie, dwupasmowe, gładkie i proste. Naźwisko ich to S-3. Zapamiętajcie, zaiste, bo poczujecie się nie jak w naszej zwykłej rzeczywistości. Tym razem gościłem u księdza Jegomości Biskupa Mariana Błażeja Kruszyłowicza,

 

który prowadził, łącznie z odpustem, Jarmark Świętego Jakuba.

 

Zjechało przyjaciów wielu, był Wojtek Komperda z małżonką ze swoimi oscypkami, obok mnie patron mój Gieno Brzuchomówca z kozimiętkami, część nazwy od producentki mleka druga od familii, syn Staszka Mądrego z prawdziwą kiełbasą lisiecką, co od głodu ratuje, pszczelarzy różnych ze słojami pełnymi owadziej pracy, wielu, wielu innych co ich nie zliczę, wszyscy mili, z produktami pracy rąk własnych. Z moich kartoników znikło wszystko, tak jak i z Giena, bo uzupełnienie było zacne, jego młodziaki obok moich starców, albo w wieku zźrzałym. Śmiechu też było wiele, przychodzi dostojna dama i mi na szyję rzucać się chce - widziałam Pana w telewizji, to i wiem od kogo kupuję! Tak jakbym Tomusiowi, Kaszubowi zacnemu parcia na szkło pozazdrościł. Nic to, ważne, że mojke dzieciątka w lud poszły szerzyć smak prawdziwy, teraz jeno czeka nas Gruczno, co jak wioska do mojej podobna do rangi centrum smaku urosła.

 
1 , 2 , 3
Gościu siądź i odpocznij sobie...
Durszlak.pl